Opinie wystawione przez użytkownika: Beata_59

Powiało grozą w markecie...

Zastraszone dziewczę siedzi w kasie Biedronki i panicznie się boi, żeby przypadkiem klient o nic nie zapytał. A tu pech chciał, że klient ma problem z zarejestrowaniem karty Biedronka i wpadł na szaleńczy pomysł poruszyć tę sprawę z kasjerką.Z każdym słowem strach kasjerki się wzmaga, w oczach widać przerażenie, głowa kursuje w prawo i w lewo, ramiona w górę, usta nieśmiało wypowiadają "nie wiem" - słowa, które mają uwolnić stworzenie od natręta. Klient jednak jest wyjątkowo uparty i koniecznie chce wyjść usatysfakcjonowany, prosi więc, aby kasjerka wezwała wsparcie. Ona jednak - kuląc się jeszcze bardziej - dramatycznie zaprzecza jakoby mogła zawołać kierownika, bo przecież przed chwilą przychodził już w innej sprawie i nie może ciągle prosić o pomoc. Litościwy klient pomyślał, że nie chce mieć na sumieniu tejże istoty, bo dalsze zagłębianie się w temat może spowodować uszczerbek na jej zdrowiu - porzucił więc chęć wyjaśnienia problemu i oddalił się nie załatwiwszy sprawy. Życzenia z okazji Świąt i Nowego Roku, dla wszystkich pracujących i mających do czynienia z mniej lub bardziej dociekliwymi klientami - dużo odwagi i hartu ducha, a dla kierownictwa - więcej łaskawości dla niższego szczebla, aby mogli zwrócić się o pomoc z więcej niż jedną sprawą dziennie.

Ocena z dnia: 20.12.2019
Biedronka Oddział

Zablokował mi się dostęp do bankowości elektronicznej

Zablokował mi się dostęp do bankowości elektronicznej. Telefonicznie ani internetowo nie można było tego załatwić, więc udałam się do placówki Polbanku (obecnie połączonego z Raiffeisen Bank) w celu uzyskania dostępu. Jak się okazało, tam również tego nie załatwię, gdyż muszę szukać takiej placówki banku, która była przed połączeniem osobną placówką Polbanku, a nie wspólną z Raiffeisen Bank. Uznałam, że jest to kpina z klientów, gdyż jeżeli banki się łączą, to nowe wspólne placówki powinny obsługiwać klientów obu banków, a jeżeli nie są do tego przygotowane, to fuzji dokonać po odpowiednim skonfigurowaniu systemów. Niestety, jak zwykle klient się nie liczy, a został postawiony przed faktem dokonanym, gdyż wybierając kiedyś ofertę Polbanku, wybrałam ją z konkretnego powodu. Obecnie jestem zmuszona być klientem Raiffeisen Banku, który jak widać nie bez przyczyny nie został przeze mnie wybrany wcześniej. Ale czy wygoda i europejskie standardy obsługi klientów cokolwiek obchodzą zarządzających bankiem????

Zadzwoniłam na infolinię

Zadzwoniłam na infolinię, aby uzyskać informację o jednym z produktów banku. Następnie zapytałam o adresy najbliższych oddziałow (jeden z adresów znałam, więc tylko potwierdziłam godziny otwarcia). Udałam się do tej placówki banku, a właściwie do miejsca, gdzie ta placówka powinna być. Na jej miejscu znajdował się pusty lokal z napisem "do wynajęcia" na szybie. Czy pracownik banku nie powinien posiadać informacji o likwidacji jednego z oddziałów??? Mogłabym jeszcze zrozumieć, gdybym adres banku znalazła w jakimkolwiek serwisie internetowym - być może nie są aktualizowane na bieżąco. Jednak wprowadzenie w błąd przez pracownika infolinii bankowej, to już szczyt braku profesjonalizmu i niekompetencji.

Ocena z dnia: 19.09.2013
Nordea Bank Infolinia

Byłam zmuszona skorzystać z usługi kancelarii notarialnej

Byłam zmuszona skorzystać z usługi kancelarii notarialnej. We własnym zakresie dowiedziałam się, że istnieje możliwość wystąpienia z wnioskiem do sądu rejonowego o zwolnienie z opłat notarialnych. Zwolnienie to może przysługiwać w określonych okolicznościach. Wykonałam telefon do biura obsługi klientów w sądzie, aby uzyskać informację, czy wniosek składam w formie pisma, czy są do tego celu specjalne formularze. Niestety, mało że nie poznałam odpowiedzi na moje pytanie, to jeszcze spotkałam się z ogromnym zdziwieniem pracownicy sądu, która stwierdziła, że nie spotkała się z takim wnioskiem. W rezultacie rozmowa przebiegła w odwrotnym kierunku - to ja poinformowałam pracownika sądu na czym polega taki wniosek i jakie kryteria trzeba spełnić, aby się o takie zwolnienie z kosztów ubiegać. No cóż... człowiek się całe życie uczy. Szkoda tylko, że takie osoby zajmują posady i pobierają wynagrodzenie, a często bezrobotni podatnicy muszą dokształcać niekompetentnych pracowników urzędów państwowych.

Sklep ten wielokrotnie budził moje zastrzeżenia pod

Sklep ten wielokrotnie budził moje zastrzeżenia pod względem czystości, przechowywania produktów, świeżości niektórych produktów, a także zachowania personelu. Podczas dzisiejszych zakupów również okazało się, że ww minusy zniechęcają do odwiedzania tej placówki. Chodzi przede wszystkim o higienę. Owoce suszone (żurawiny, morele, rodzynki i figi) przechowywane są w odkrytych pojemnikach/pudełkach, co powoduje przede wszystkim, że są narażone na osiadający kurz i szybko tracą swoją miękkość. Brak łopatki do nakładania zmusza klientów do grzebania wśród owoców i nakładania bezpośrednią ręką. Podobnie sprawa wygląda z przechowywaniem kiszonej kapusty i ogórków - w beczkach bez nakrycia. Miałam nawet dokonać zakupu kiszonej kapusty, ale ogromna mucha siedząca na niej, skutecznie mnie od tego pomysłu odwiodła. Stoisko z wędlinami, rybami i serem żółtym - wędliny i mięso wyglądające na świeże jest przemieszane z kawałkami starymi i zeschniętymi. Nie wiem, czy to ma sprawić, że klient nie odróżni świeżych od tych sprzed kilku dni, czy po prostu jest to kompletny brak wyczucia smaku i estetyki przez personel. Ryby wędzone wyglądają raczej na ryby suszone. Następnym niedopuszczalnym faktem jest duża ilość much latających po sklepie, no ale to nie dziwi przy sprzedaży nieświeżych produktów. Zdecydowanie przydałaby się wizyta Sanepidu. W dzisiejszych czasach zdecydowanie dziwi takie podejście właścicieli sklepu, gdyż tuż obok niedawno duży sklep spożywczy został zlikwidowany, gdyż nie wytrzymał konkurencji z pobliską Biedronką. Widocznie Carrefour jeszcze ma się na tyle dobrze, że nie musi dbać o klienta ani o swój wizerunek.

W hipermarkecie Real

W hipermarkecie Real, na stoisku ogrodniczym chciałam kupić ziemię do kwiatów. Był dosyć duży wybór w zależności od rodzaju, jak i wielkości opakowania. Niestety, przy żadnym nie było ceny. Podeszłam do pracownika stoiska i zapytałam o cenę. Odpowiedź brzmiała beztrosko - "nie wiem", po czym pracownik kontynuował układanie towarów na regale. Zapytałam ponownie - "jak to pan nie wie?" Pracownik wskazał ręką w nieokreślonym kierunku - proszę sprawdzić na czytniku. Poinformowałam go, że ceny powinny się znajdować przy towarze, a nie z każdym produktem klient powinien biegać po sklepie i sprawdzać na czytniku. Pracownik jednak stwierdził, że jeżeli w sklepie są czytniki, to nie ma potrzeby umieszczania cen na regałach. Chcąc nie chcąc, załadowałam 10 kilogramowy worek do wózka i udałam się na poszukiwanie czytnika. Na szczęście cena mi odpowiadała, więc nie musiałam wracać do stoiska, aby wyładować towar z powrotem. Nie miałam czasu, aby wyjaśnić tę kwestię z przełożonym ww pracownika, ale wg zdrowego rozsądku chyba jednak ceny powinny być na artykułach pomimo czytników, gdyż ciężko sobie wyobrazić, aby klient biegał po sklepie i sprawdzał ceny.

Podczas dzisiejszych zakupów w sklepie Carrefour Express

Podczas dzisiejszych zakupów w sklepie Carrefour Express spotkałam się z kompletnym brakiem standardów, jakim powinna odpowiadać tego typu placówka. Od samego wejścia do sklepu roztaczał się ostry, nieprzyjemny zapach chemikaliów. Okazało się, że panie myją mopem podłogę, jednak chyba zamiast dodać kilka kropel płynu do wody w wiadrze, wlały całą butelkę Domestosa, gdyż woń rozchodziła się po całym sklepie w bardzo dużym stężeniu, do tego stopnia, że trudno było spokojnie zrobić zakupy. Podczas mycia, dwie panie wymieniały między sobą głośno uwagi na jakiś temat, nie szczędząc słów typu k.... . Na środku przejścia stała paleta z towarem, natomiast wąski przesmyk między paletą a półkami zagradzało wiadro z wodą. Kiedy chciałam przejść i powiedziałam "przepraszam" pani przesunęła się, jednak wiadro pozostawiła w przejściu, tak, że trzeba było niemalże przez nie skakać. Kolejne mało profesjonalne podejście do klienta spotkało mnie przy stoisku z wędliną, gdzie zapytałam o termin przydatności do spożycia kiełbasy. Kiełbasa była w promocji, a więc chciałam wiedzieć, czy promocja jest spowodowana np. krótkim terminem ważności. Niestety, ekspedientka obszukała metkę z każdej strony i nie potrafiła odpowiedzieć na pytanie. Następnie stwierdziła, że data ważności na pewno była na opakowaniu zbiorczym i.... zaproponowała zakup innej kiełbasy. No, ale to nie koniec przygód w tym sklepie. Kiedy odchodziłam od stoiska z wędlinami, w przejściu stał metalowy regał na kółkach. Kiedy przeprosiłam ekspedientkę, która stała w pobliżu i poprosiłam o zrobienie przejścia, machnęła ręką w drugą stronę i powiedziała: może pani przejść tamtędy. Tamtędy - oznaczało przeciskanie się w przeciwnym kierunku niż stała kolejka do stoiska z wędlinami i konieczność przesunięcia się z wózkami wszystkich osób stojących w tej kolejce. No cóż, jedne krótkie zakupy w sklepie, a aż trzy przypadki, które skutecznie zniechęcają do odwiedzania tej placówki w przyszłości. Poza oczywiście cenami, które również są mało atrakcyjne, a niejednokrotnie o 30% wyższe niż w pobliskich sklepach.

W TESCO przy wielu produktach nie ma metek z cenami

W TESCO przy wielu produktach nie ma metek z cenami. Tak m.in. było na stoisku motoryzacyjnym - szczotki wraz ze skrobaczką do odśnieżania samochodu leżały na półce bez podanej ceny. Na szczotce znajdowała się naklejka z kodem kreskowym, więc podeszłam do skanera sprawdzić cenę. Niestety, nie udało się odczytać ceny. Przeszłam kawałek dalej w poszukiwaniu innego skanera. Tu też nie działał odczyt; poprosiłam o pomoc pracownika sklepu, któremu również się nie udało. Wróciłam więc do stoiska. Tam znalazłam pracownika obsługującego stoisko i zapytałam o cenę. Pracownik wkładał do pudełka rozrzucone produkty. Warknął do mnie, że teraz nie ma czasu. W pierwszej chwili odeszłam, zaraz jednak zreflektowałam się i uznałam, że powinnam jednak zostać inaczej obsłużona i ponownie zapytałam pracownika o cenę. Tym razem usłyszałam, że mam sobie sprawdzić na skanerze. Odpowiedziałam, że skaner nie odczytuje ceny. Pracownik ze złością wziął ode mnie szczotkę, podszedł do skanera i kilkakrotnie próbował sprawdzić cenę. Po nieudanych próbach, coś tam dokładniej posprawdzał przy urządzeniu i w końcu ustalił cenę. Zostałam niegrzecznie potraktowana, gdyż pracownik mógł spokojnie oderwać się na chwilę od swojego zajęcia, a jeżeli nawet nie, to uprzejmie poprosić, żebym chwilkę zaczekała, zaraz sprawdzi. Nie mówiąc już o tym, że gdyby cena była na półce przy artykule, to w ogóle nie byłoby problemu.

Szukając możliwości leczenia stomatologicznego w ramach

Szukając możliwości leczenia stomatologicznego w ramach NFOZ, trafiłam na listę gabinetów prywatnych, które taką umowę mają podpisaną. Wybrałam jedną z przychodni i zapisałam się na wizytę. Termin był bardzo krótki, bo w ciągu 2 dni. Pierwsze wrażenie zaraz po wejściu do przychodni już było bardzo pozytywne. Przyjemne wnętrze, bez zatłoczonych korytarzy i kłócących się pacjentów, kto pierwszy. Od razu podeszła do mnie osoba z personelu, pytając do jakiego lekarza, skierowała mnie do recepcji. Po załatwieniu formalności w recepcji, ta sama osoba cały czas mi asystowała, poprosiła o zajęcie miejsca na fotelu i powiedziała, że pani doktor zaraz przyjdzie. Nie czekałam długo, ale nawet w trakcie czekania, byłam zapewniana, że jeszcze tylko chwileczkę. Pani doktor zaraz się pojawiła, zaprosiła do gabinetu. Przez cały czas trwania wizyty miło rozmawiała, co zawsze działa trochę uspokajająco w trakcie bądź co bądź stresującego leczenia. Na kolejną wizytę pani doktor chciała mnie umówić tak, aby skonsultować leczenie jeszcze z innym lekarzem. Kiedy w recepcji okazało się, że drugi lekarz ma komplet pacjentów, pani doktor sama wyszła z gabinetu, aby spróbować jakoś znaleźć rozwiązanie. Kiedy okazało się, że jest niewiele możliwości, zaproponowała, że przyjdzie trochę wcześniej, tak, aby zastać jeszcze w gabinecie innego lekarza. Byłam pod wrażeniem zarówno miłej obsługi, jak i wielkiego kontrastu podejścia do pacjenta w stosunku do tego, z czym spotykamy się w państwowych przychodniach. A tak niewiele trzeba, żeby poziom obsługi był satysfakcjonujący, a pacjent nie czuł się intruzem, który przychodzi i zakłóca spokój i pracownikom i lekarzom. Wystarczy dobra organizacja, miłe usposobienie i odrobina dobrej woli.

W dniu 6 września otrzymałam maila z restauracji Pasta i

W dniu 6 września otrzymałam maila z restauracji "Pasta i Basta" z zaproszeniem na Spagetti za 5 groszy z okazji 5-lecia istnienia restauracji. Zaproszenie było aktualne w okresie od 17 do 30 września. A właściwie miało być... W pierwszym dniu obowiązywania promocji zrobiłam rezerwację stolika poprzez stronę internetową restauracji. Zamiast potwierdzenia rezerwacji otrzymałam... informację, że wszystkie miejsca są już wyczerpane. Poczułam się trochę niekomfortowo, gdyż uważam, że jeżeli wydaje się konkretne nr kodów, to chyba wiadomo ile jest osób chętnych i ile restauracja jest w stanie obsłużyć. Natomiast, jeżeli kody wydawane są bez ograniczeń, to aby spełnić warunki promocji, należy albo przedłużyć jej trwanie, albo w inny sposób przyjąć zaproszonych klientów. Nie chodzi w tym momencie o przysłowiowe 5 gr, ale o zasadę, a postępowanie w ten sposób z klientami skutecznie zniechęca do odwiedzania restauracji i subskrypcji wszelkich nowości i promocji. Co najdziwniejsze, kiedy wyraziłam swoje zdanie w korespondencji z przedstawicielem restauracji, nie uznał tego za specjalnie rażące i stwierdził po prostu, że ilość chętnych przerosła oczekiwania restauracji. W drodze wyjątku zgodził się, abym skorzystała z promocji w terminie późniejszym, czego oczywiście nie uczyniłam, gdyż takie podejście do klienta całkowicie odebrało mi apetyt.

Będąc czasem w tej okolicy

Będąc czasem w tej okolicy, robię w tym markecie zakupy. Tym razem chciałam kupić trochę warzyw i owoców, m.in. cytryny. W jednej skrzynce były wyłożone cytryny na wagę, w drugiej w siatkach. Wybierając z tych na wagę, zwróciłam uwagę, że są jakby nieświeże, bardzo miękkie, skórka jest zwiotczała. Sięgnęłam po następną i ze zdumieniem zobaczyłam, że pół owocu jest spleśniałe. Obejrzałam jeszcze kilka owoców, myślałam, że może trafiła się jedna zepsuta. Niestety, jeżeli nie większość, to przynajmniej połowa owoców była pokryta w części pleśnią. Myślałam, że w lepszym stanie są cytryny w siatkach, ale okazało się dokładnie to samo. W pobliżu zauważyłam panią z obsługi sklepu, więc zapytałam, dlaczego do sprzedaży wystawione są zepsute cytryny. Zaskoczenie moje było ogromne, gdyż zamiast przewidywanej skruchy i przeprosin, usłyszałam, że można coś z tego wybrać, a resztę się skasuje. Pani pogrzebała w skrzynce i odeszła Nie ciągnęłam tej dyskusji dalej, gdyż chyba odjęło mi mowę. Zastanawiam się czy to klient jest odpowiednią osobą do wybierania pomiędzy spleśniałymi owocami, czy raczej obsługa sklepu powinna posortować towar do sprzedaży i do wyrzucenia. Ciekawa jestem czy ta pani również swoim gościom w domu podaje zepsute jedzenie i każe sobie "coś wybrać"... A swoją drogą jak niski poziom obsługi klienta reprezentują teraz niektóre sklepy i co najgorsze, personel uważa to za normalne.

W sklepie internetowym EURO AGD zamówiłam lodówkę

W sklepie internetowym EURO AGD zamówiłam lodówkę. Procedura zakupu odbyła się bez zarzutu. Mam jednak duże zastrzeżenia do dostawy. Czas dostawy miałam określony od godz. 11 do 21, a więc bardzo wydłużony. W przeddzień oraz w dzień dostawy usiłowałam uzgodnić telefonicznie, w której części dnia dojedzie dostawca. Trasa była już rozplanowana, a miejscem mojej dostawy była miejscowość pod Warszawą, więc było wiadomo, czy to początek, środek czy koniec trasy kierowcy. Zależało mi na tym, gdyż specjalnie musiałam tam dojechać i spędzić tam cały dzień, ponieważ nie mieszkam na miejscu. Niestety usłyszałam, że to "system" i nie ma możliwości sprawdzenia orientacyjnej pory dostawy. Myślę, że odrobina dobrej woli wystarczyłaby, aby pokonać system i okazać ludzkie podejście. Poza tym, nie otrzymałam faktury, chociaż było to zaznaczone w zamówieniu, a kartę gwarancyjną niepodstemplowaną, co zmusza mnie do ponownego udania się do punktu sprzedaży. Dostawcy nie zabrali opakowania, twierdząc, że musi zostać do uruchomienia sprzętu (nie wiem czy jest tak faktycznie, gdyż w ankiecie satysfakcji klienta jest pytanie o zabranie pustych opakowań). Zastanawiam się, czy pomimo wielu udogodnień, jakie obecnie stwarza komputeryzacja, obsługa nie zasłania się zbyt często magicznym słowem "system", który wręcz uniemożliwia działanie czynnika ludzkiego.

Ocena z dnia: 07.09.2012
RTV EURO AGD Oddział

W niedzielne popołudnie odwiedziłam Pijalnię Czekolady

W niedzielne popołudnie odwiedziłam Pijalnię Czekolady Wedel w Złotych Tarasach. Pomimo niewielu klientów (zajęte dwa stoliki), dwie kelnerki i jeden kelner obserwują salę, czy nie pojawili się nowi goście, których należy obsłużyć. Chwilę po zajęciu przez nas stolika podszedł kelner z kartą, mówiąc, że niedługo powróci przyjąć zamówienie. Wybór był spory, więc trudno się zdecydować, gdyż wszystko wygląda smakowicie i zachęca do spróbowania. Postanowiliśmy więc poradzić się kelnera, co poleca. Rzeczywiście bardzo fachowo poszerzył opisy umieszczone w karcie i dodatkowo zachęcił do spróbowania konkretnych pozycji, argumentując, że zawierają w sobie sporo dodatków i są naprawdę dobre. Po konsumpcji mogę potwierdzić, że wybór był trafiony i rzeczywiście zgodny z poleceniem kelnera. Zarówno oferta firmy Wedel, jak i miła i kompetentna obsługa w pijalni czekolady jest na wysokim poziomie, zgodna z renomą.

W dniu 30

W dniu 30.06.2012 chciałam zrealizować trzy recepty: dwie dotyczyły leków robionych, trzecia - insuliny, pasków do glukometru i maści. Farmaceutka odmówiła realizacji wszystkich trzech recept - dwie odrzuciła z powodu nie wykonywania leków robionych (tydzień temu realizowałam identyczną receptę), natomiast realizacji trzeciej odmówiła z powodu braku insulin. Nie chciała również tych insulin zamówić, argumentując tym, że od jutra zmieniają się ceny i radziła... udać się do innej apteki. Rzadko korzystam z tej apteki, po pierwsze z powodu bardzo wysokich cen, a po drugie z powodu bardzo złego stanu zaopatrzenia - zwykle muszę zakup leków realizować na raty i przychodzić następnego dnia np. po drugie opakowanie. Dotyczy to leków powszechnego użytku, które powinny być w aptece w stałej sprzedaży. Dzisiejsze potraktowanie mnie jako klienta apteki uważam za skandaliczne i niedopuszczalne. Recepta była wystawiona na starszą osobę i zapewne gdyby ta osoba sama musiała przyjść do apteki, również zostałaby załatwiona odmownie. Nie jest istotne zresztą kto, ważne jest, że farmaceutka powinna sprzedać maść, a insuliny i paski zamówić, zwłaszcza, że akceptowałam ewentualny ich odbiór w poniedziałek.

W punkcie sprzedaży Sferia dokonałam zakupu karty SIM

W punkcie sprzedaży Sferia dokonałam zakupu karty SIM darmowego internetu firmy Aero2 (Sferia jest dystrybutorem). Przy odbiorze karty nie było możliwości uzyskania żadnych dodatkowych informacji, regulamin był wyłożony na ladę tylko do wglądu na miejscu. Po włożeniu karty do komputera miałam problem z uruchomieniem internetu, więc zadzwoniłam do firmy Aero2, aby uzyskać informację o aktywacji. Niestety, firma Aero2 podaje swoje telefony na stronie internetowej tylko po to, aby dzwoniący klienci mogli usłyszeć nagrany komunikat, że wszystkie informacje mogę uzyskać korzystając z poczty mailowej. Tak więc telefon stacjonarny do biura i infolinia jest na dobrą sprawę kompletnie bezużyteczny dla klientów. Postanowiłam znaleźć odpowiedź na swoje pytanie o dystrybutora, czyli w Sferii. Okazało się, że Sferia jest jedynie dystrybutorem i nie ma żadnej wiedzy odnośnie sprzedawanego za swoim pośrednictwem produktu. Na moje pytanie, czy mają świadomość czy w ogóle sprzedają coś co działa, uzyskałam odpowiedź, że klienci korzystają z tego internetu. Zostałam odesłana do firmy Aero2. Na mój brak możliwości nawiązania połączenia telefonicznego z firmą Aero2, przedstawiciel Sferii nie potrafił udzielić informacji. Nie mogę zrozumieć, jak można powierzyć dystrybutorowi sprzedaż usługi, nie udzielając podstawowych informacji o jej działaniu. A z drugiej strony, jak można zlecić sprzedaż i całkowicie odciąć się od nabywców, którzy mają dodatkowe pytania, pozostawiając im tylko suche dane regulaminowe. Na dobrą sprawę nie wiadomo, która z firm okazała się bardziej niekompetentna, chyba należy postawić znak równości pomiędzy nimi.

Ocena z dnia: 04.06.2012
Aero2 Inna forma kontaktu

Zadzwoniłam do jednego z oddziałów agencji nieruchomości

Zadzwoniłam do jednego z oddziałów agencji nieruchomości, aby dowiedzieć się o zabezpieczeniu transakcji wynajmu mieszkania (na stronie internetowej jest informacja o "Akcji Bezpieczny Wynajem"). Agent, który odebrał telefon potwierdził taką możliwość, jednak nie potrafił wyjaśnić na czym polega ta usługa, gdyż się tym nie zajmuje. Poprosiłam o telefon do innego agenta. Uzyskałam niezrozumiałą odpowiedź, że właściwie nie ma konkretnie takiej osoby, a zajmują się tym agenci, którzy chcą. Nie mniej jednak agent był bardzo miły, poprosił mnie o telefon, gdyż miał się dowiedzieć na ten temat więcej i oddzwonić. Rzeczywiście, otrzymałam telefon za kilka minut z informacją, że... przy zawieraniu umowy z agencją, zgłaszam chęć ubezpieczenia najemcy. Nie było to dla mnie żadne wyjaśnienie, gdyż szczegóły tej oferty miały właśnie zadecydować o tym, czy taką umowę będę zawierać. Agent stwierdził, że w takim razie jednak będzie musiał podać mi telefon do osoby z danego rejonu i tam zawiera się więcej umów najmu i na pewno otrzymam informację. Zadzwoniłam pod wskazany numer i otrzymałam kolejny numer do osoby, która rzekomo będzie coś wiedziała. Tym razem - do dyrektora. Trudno powiedzieć, czy dyrektor byłby już tą ostatnią osobą w łańcuchu telefonicznym, gdyż telefonu nie odebrał, ani nie oddzwonił, a ja na razie straciłam ochotę na dalsze próby i współpracę z tak mało kompetentnym personelem. Nie można zarzucić niemiłej obsługi, gdyż wszyscy byli bardzo grzeczni i przyjaźnie nastawieni do klienta, jednak strach pomyśleć o możliwych konsekwencjach, które mogą spotkać klienta w wyniku takiego poziomu kompetencji pracowników. Czy uzyskanie podstawowych danych o ofercie agencji wymaga aż rozmowy z dyrektorem? Przecież to agenci na co dzień spotykają się z klientami i omawiają formy współpracy, proponują zakres obsługi i udzielają - a właściwie powinni udzielać - pełnych informacji.

Ocena z dnia: 08.03.2012
METROHOUSE Oddział

Zachowanie kasjerki podczas obsługi klienta było

Zachowanie kasjerki podczas obsługi klienta było - delikatnie mówiąc - mało profesjonalne. Wyłożyłam produkty na taśmę kasową i czekałam na swoją kolej. Kasjerka zakończyła podliczanie poprzedniego klienta i oczekując na zapłatę, prowadziła głośną rozmowę z siedzącym obok pracownikiem ochrony. Kiedy zaczęła skanować moje produkty, nadal była rozbawiona i głośno, ze śmiechem wołała do drugiej kasjerki (ona również była w trakcie pracy) co powiedział kolega, następnie obie to komentowały. Usiłowałam wtrącić swoje słowa, że w wózku mam 4 opakowania jogurtu, których już nie wyjmowałam na taśmę i żeby policzyła w sumie x 5 takich samych jak jeden, który jest na taśmie. Nie dosłyszała mojej uwagi, dopiero za chwilę zorientowała się, że coś mówiłam i prosiła o powtórzenie. Następnie nadal kontynuowała wesołą wymianę zdań z koleżanką na prywatne tematy, o zaproszeniach na jakąś imprezę, zabawne ciekawostki o kolegach. Wyglądało to bardzo nieprofesjonalnie, nie mówiąc już o kulturze i możliwości pomyłki przy podliczaniu zakupów.

Już w dzień poprzedzający przyjście do restauracji

Już w dzień poprzedzający przyjście do restauracji, podczas rozmowy telefonicznej odniosłam bardzo przyjemne wrażenie miłej rozmowy przy dokonywaniu rezerwacji. Następnego dnia moje spostrzeżenia potwierdziły się. Po wejściu do lokalu podeszła do nas pani zza baru z powitalnym uśmiechem (restauracyjka jest bardzo malutka, więc nie ma tam typowej obsługi kelnerskiej). Wskazała miejsca przy dużym, wygodnym stoliku i podała karty. W związku z tym, że posiadaliśmy kupon na jeden z dwóch zestawów do wyboru, Pani wskazała w karcie, których potraw kupon dotyczy i wytłumaczyła cierpliwie co się kryje pod poszczególnymi nazwami. Jednocześnie grzecznie zasugerowała i poleciła jedno z dań, a jednocześnie wskazała możliwość zamówienia dodatkowo drugiej potrawy na spróbowanie czegoś innego, opisując składniki dania. Zostaliśmy szybko i miło obsłużeni. Po skończeniu posiłku, Pani podeszła ponownie - sprzątnąć naczynia i zapytać czy potrawy smakowały. Nawiązała się krótka i miła rozmowa, pani doradziła z uśmiechem, aby posiedzieć i odpocząć spokojnie po jedzeniu. Następnie podczas płacenia zaprosiła na kolejną wizytę w restauracji, a kiedy wspomnieliśmy, że to nie jest nasza pierwsza wizyta, ze skruchą przeprosiła, że nas nie pamięta. Jednak okazało się, że byliśmy wcześniej, zanim zaczęła tu pracować. Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę o menu i się pożegnaliśmy. Niby zwyczajne - miłe obsłużenie klientów, a jednak zostawia po sobie przyjemne wrażenie, że gość jest traktowany indywidualnie i poświęca się mu maksimum uwagi.

Idąc na zakupy do hipermarketu mam nadzieję załatwić

Idąc na zakupy do hipermarketu mam nadzieję załatwić wszystkie sprawunki, których aktualnie potrzebuję, zarówno spożywcze, jak i przemysłowe. Tak było i w tym przypadku, niestety po wejściu do hali sklepowej, szybko się rozczarowałam. Już na początku zauważyłam świecące pustkami stoisko z warzywami. W skrzynce poniewierało się kilka na pół zgniłych ziemniaków. Obok - puste skrzynki przeznaczone na marchewkę, pietruszkę i seler. Żałosny widok, przypominający legendarne czasy stanu wojennego. Na stoisku znajdowała się kapusta, cebula, grejfruty, może jeszcze mandarynki. Nie było podstawowych jarzyn, ani sałaty, ani jabłek, nie wspominając już o bardziej wyszukanych owocach jak banany czy winogrona. Stoisko z wędlinami również przypominało ciężkie czasy. Wyschnięte wędliny, pasztet, resztki serów żółtych o wątpliwej świeżości. Podobna sytuacja miała miejsce tydzień wcześniej, gdyż również zdarzyło mi się być w tym sklepie. Wtedy tłumaczyłam to sobie brakiem zaopatrzenia z powodu poprzedzającego ten dzień sobotą, a wcześniej piątkiem - świętem Trzech Króli. Kiedy jednak sytuacja się powtórzyła, już nie znalazłam żadnego usprawiedliwienia dla hipermaketu.

Opiszę tu incydent

Opiszę tu incydent, który zdarzył się przy kasie. Kasjerka po kolei skanowała produkty. Biorąc do ręki torebkę cukru, paznokciem ją przedziurawiła. Trochę cukru się rozsypało na blat kasowy, nie przeszkodziło jej to jednak kontynuować liczenia. Zwróciłam się z prośbą o torebkę foliową, żeby zapakować cukier. Torebkę otrzymałam, jednak nie zaproponowano mi wymiany na niezniszczone opakowanie. Trudno. Moje oburzenie jednak znacznie wzrosło, kiedy kasjerka nabrała powietrza i rozdmuchała cukier z blatu - cały w moim kierunku. Szybkie i sprawne posprzątanie, tyle tylko, że trochę niekonwencjonalnym sposobem.

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Szczegóły znajdziesz w Polityce prywatności

Zrozumiałem