Opinie wystawione przez użytkownika: Pozorovatel

Z zamiarem wystawienia opinii o tej firmie nosiłem się już

Z zamiarem wystawienia opinii o tej firmie nosiłem się już od dłuższego czasu.Do samego wyglądu sklepu nie mam uwag, jedyne uwagi mam do większości personelu tam zatrudnionego. Uwag jest dużo, a to za długie kolejki do kasy, zazwyczaj otwarta jest tylko jedna a pracownicy dopiero po upomnieniu się klientów uruchamiają dodatkową kasę.Podchodząc do stoiska z mięsem i wędliną musimy uzbroić się w niebywałą cierpliwość. Czasem jak nie ma klientów pracownicy zajmują się swoimi bądź co bądź służbowymi sprawami lecz nie zauważają klienta który akurat podszedł do stanowiska, dopiero chrząknięcie czy też wręcz przejęcie inicjatywy przez owego klienta dają rezultat i pracownicy przerywają swoja pracę aby go obsłużyć. Nawet gdy obsługują klientów nie ma rewelacji, zazwyczaj jest tylko jeden pracownik przez co tworzą się kolejki, później dochodzi do podziałów na mięso i wędliny a co za tym idzie klient kupujący mięso musi stać w drugiej kolejce po mięso, paranoja.O stoisku z pieczywem szkoda gadać, tam nigdy nie ma pracownika i zawsze trzeba odstać kilkanaście minut aby zostać zauważonym.Ceny na półkach często różnią się od cen jakie przyjdzie nam zobaczyć na paragonie, niejednokrotnie zwracałem na to uwagę pracownikom lecz nie zawsze z pozytywnym skutkiem. Ostatnio sok marchwiowy z firmy Hortex - na półce cena 1,29 zł na paragonie 1,39 zł. Zwróciłem na to uwagę pracownikom ale jak widać nic nie wskórałem ponieważ dzień później również go kupowałem i sytuacja była taka sama jak dzień wcześniej.Jednym słowem w opisywanym sklepie dzieje się dużo ale niestety nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Kończyło mi się ubezpieczenie samochodu a że na własnej

Kończyło mi się ubezpieczenie samochodu a że na własnej skórze przekonałem się, że wybierając konkretnego ubezpieczyciela trzeba zwracać uwagę na szczegóły postanowiłem wcześniej rozejrzeć się za najlepszym pakietem, tak cenowo jak i jakościowo. Z góry założyłem, że oferta PZU będzie wygórowana, więc z początku nie brałem jej pod uwagę. Ale trzeba było się do czegoś odnieś. Mój dotychczasowy ubezpieczyciel przesadził z ceną, więc postanowiłem się od niego „wyprowadzić”. Sprawdziłem prawie wszystkie firmy ubezpieczeniowe i w końcu zadzwoniłem do PZU, a w zasadzie za pośrednictwem strony internetowej poprosiłem o kontakt. Nazajutrz po moje prośbie o kontakt, zadzwoniła do mnie agentka i po szeregu pytań przedstawiła mi ofertę ubezpieczenia. Tak jak się spodziewałem była najdroższa, mimo tego agentka zaproponowała spotkanie. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to to, że będzie mnie przekonywać i namawiać do zakupu mydląc oczy. Ale umówiłem się. Kilka dni później gościłem już ją w swoim domu, pierwszą niespodzianką było to, że przyjechała punktualnie! To należy docenić. Rozmowa zaczęła się zgodnie z „protokołem”, agent przedstawił kalkulacje i objaśnił szczegóły zakresu ubezpieczenia. Co ciekawe kupując pakiet polis OC, AC i NNW cena była niższa niż zakup bez polisy NNW! Niemniej jednak i tak była najwyższa na rynku, przynajmniej na tle tych firm, które brałem pod uwagę. Podzieliłem się swoimi badaniami rynku agentce, na dodatek przedstawiłem kalkulację jednej z firm. Pani Ilona, bo tak ma na imię, skontaktowała się telefonicznie ze swoją szefowa. Chwilę rozmawiały, po czym nie zmieniając warunków i zakresu polisy oraz nie zmieniając wartości samochodu, podała nową niższą cenę. Wspomnę, że pierwszą cenę polisy agent wycenił na 1512 zł, ostatecznie po negocjacjach weszliśmy do 1030 zł. Trzeba przyznać, że da się wynegocjować dobrą cenę jak tylko się chce, choć nie było łatwo. Trudność w osiągnięciu takiej ceny wynikała również z tego, iż w ubiegłym roku likwidowałem szkodę z OC i AC, i początkowo nie było nowy o żadnych bonifikatach. Ale udało się. Co prawda była to o 30 zł wyższa składka, ale firma, do której porównywałem PZU nie budziła mojego zaufania. Sama agentka okazała się osobą miła i sympatyczną, chciała sprzedać polisę i jej się to udało. Ja natomiast chciałem wynegocjować dobrą i jak najmniejszą składkę i też mi się to udało. Mimo wszystko jestem zadowolony z zakupu i mam nadzieję, że w przyszłym roku również uda mi się również dostać jakiś duży bonus. Już po pożegnaniu agentka wróciła do mnie ponownie z jeszcze jednym prezentem, przyniosła... jajka:), okazało się, że ma prywatnie fermę kurzą.

Ocena z dnia: 12.08.2011
ILEX Inna forma kontaktu

Podczas zakupów w Carrefour w Olkuszu dostrzegłem promocję

Podczas zakupów w Carrefour w Olkuszu dostrzegłem promocję żarówek energooszczędnych. Nie żeby była to jakaś oszałamiająca kampania promocyjna, lecz w porównaniu do innych hipermarketów to i tak wychodziło średnio o 5 – 10 zł taniej. Moją uwagę przykuło jednak inne zagadnienie a mianowicie moc a w zasadzie odpowiednik „normalnej” żarówki. Mało kto oferuje zamiennik ponad 100W żarówki a taka tu właśnie znalazłem. Cena 22,69 zł była bardzo zachęcająca więc postanowiłem wyposażyć swój „ciemny” pokój w mocniejsze „słońce”. Jednak okazało się, że cena na paragonie odbiega od tej, jaką widziałem na regale. Może nie jest to duża różnica bo niespełna 1,30 zł za sztukę jednak ja kupiłem cztery żarówki i w sumie różnica wyniosła 5,20 zł. Udałem się do punktu obsługi klienta celem wyjaśnienia zaistniałej niezgodności. Pracownik POK nie był przekonany do moich zastrzeżeń w tym celu wezwał innego pracownika, aby ten sprawdził, jaka faktycznie jest cena na regale. Wspomnieć należy w tym miejscu, że pracownik POK cały czas siedział na krześle, nie raczył wstać nawet wówczas jak wrócił wspomniany wcześniej inny pracownik ze zdjętymi cenami. Po cichej i krótkiej konsultacji pracowników, pracownik POK poinformował mnie, że może tylko oddać mi pieniądze gdy ja zdecyduję się zwrócić żarówki. Odparłem, że nie interesuje mnie zwrot żarówek tylko zwrot różnicy w cenie. Pracownik odparł, że nie może mi jej wy-płacić. Coś takiego spotkało mnie pierwszy raz, do tej pory, gdy cena przy towarze na regale odbiegała od ceny na paragonie pracownik w POK wypłacał mi różnicę w cenie, nawet w sieci Carrefour. Poprosiłem o rozmowę z menadżerem dyżurnym, na co pracownik odparł, że dziś nie ma takiego. Nie chcąc się dalej kłócić i dochodzić swoich racji odwróciłem się i wy-szedłem. Szkoda, zawsze miałem dobre zdanie o tej sieci hipermarketów i dalej je mam, szkoda tylko, że troszeczkę zostało nadszarpnięte.

Wydawać by się mogło

Wydawać by się mogło, że czasy PRL-u, kiedy to niejednokrotnie sprzedawało się towar spod lady dawno minęły. Jak się okazuje nie, czego doświadczyłem na własnej skórze. W ulotce reklamowej opisywanego sklepu znalazłem rzecz, którą od dawna chciałem kupić - nawiga-cję. Cena była bardzo atrakcyjna i obawiając się (słusznie zresztą), że ktoś może mnie uprze-dzić postanowiłem zapytać w sklepie czy jest możliwość kupienia, zarezerwowania czy też zadatkowania wcześniej. Pracownik, z którym rozmawiałem odpowiedział, że niestety nie jest to możliwe. Powiedział "sklep ma swoje standardy, które musi przestrzegać a nawigacja jest promocją jednodniową i obowiązuje w konkretnym dniu. Nie ma też możliwości zadatkowa-nia". No cóż jak nie to nie. 6 lipca od godziny 7:45 okupowałem drzwi sklepu. Nie było żad-nego innego klienta. Równo o godzinie 8:00 otwarte zostały drzwi sklepu. Zaznaczam jestem jedynym klientem. Udaje się w miejsce gdzie powinienem znaleźć interesujący mnie produkt, nie ma go. Zamiast tego jest kartka z napisem "nawigacja do odbioru w kasie głównej". Idę więc do kasy głównej. Podchodzę do kasjerki i proszę o nawigację. Na co ona lekko speszo-na, ale z lekkim uśmiechem odpowiada "przykro mi przyszły tylko dwie i już zostały sprze-dane". Pytam, kiedy skoro jestem jedynym klientem w sklepie a jest godzina 8:02. W odpo-wiedzi usłyszałem "nie pomogę Panu już ich nie ma zostały sprzedane". Zły jak diabli, ale pogodziłem się w tą niesprawiedliwością i już miałem odejść, gdy podszedł inny klient i wrę-czył pracownicy jakiś kwit. Pracownica widząc kwit spojrzała na mnie speszona, to mnie za-interesowało, więc postanowiłem poczekać na rozwój sytuacji. Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwał klient domagając się realizacji transakcji. Okazało się, że gość przyszedł kupić na-wigacje dokładnie te, które rzekomo były już sprzedane, mało tego kasjerka mu je sprzedała! Zapytałem, więc "jak to tak, przecież mówiła Pani, że zostały sprzedane". W odpowiedzi usłyszałem "ten Pan wcześniej zadatkował". Pytam, więc dlaczego mnie nie pozwolono za-datkować a "swoim" znajomym robi się wyjątki. Jestem pewien, że był to znajomy tej Pani gdyż przywitał się słowami "cześć" zresztą i on i pracownica uśmiechali się do siebie, pod-czas gdy ja próbowałem uzyskać odpowiedzi na zadawane pytania. Cóż jak u znanego pisarza widać, że są klienci równi i równiejsi. Mam tylko nadzieję, że dyrekcja wypowie się w tym temacie i wyciągnie wnioski. Ja choć bardzo mi zależało na nawigacji musiałem obejść się smakiem. Szkoda, już dawno nie wystawiałem takiej noty!

Kolejny rok

Kolejny rok, który moja córka uczęszcza do tego przedszkola. Długo się zastanawiałem czy opisywać to przedszkole w tym serwisie. W końcu się zdecydowałem. O tym przedszkolu mogę się wypowiadać jedynie pozytywnie. Przez całe dwa lata przyglądałem się personelowi, tak wychowawcą jak i też innym pracownikom. Nigdy moja córka się nie skarżyła, nigdy też nie mówiła, że nie chce chodzić do przedszkola. Wręcz przeciwnie, już ubierając ją rano do przedszkola poganiała mnie mówiąc, że się spóźni. Przedszkole posiada bardzo atrakcyjną ofertę, poza zajęciami organizowane są wycieczki czy spotkania integracyjne z rodzicami. Jeszcze w zeszłym roku, będąc w grupie II, córka pięcio czy sześciokrotnie wyjeżdżała na różnego rodzaju wycieczki. W tym roku jest już w grupie „Biedronek” i powiem szczerze, że sam jestem zaskoczony ale i zadowolony ilością i „treścią” wycieczek. Praktycznie, co dwa miesiące wychodzą do teatru, czy też jeżdżą na wycieczki. Co miesiąc organizowane są spotkania z rodzicami, słowem ciekawie. Moim zdaniem edukacja przez zabawę na świeżym powietrzu to znakomity pomysł. Nie należy jej jednak ograniczać tylko do placu zabaw. Uważam też, że podróże kształcą, jestem i będę też zwolennikiem takich rozwiązań. Nie chcę podawać szczegółów, aby nie zostać zdemaskowany, jednak jestem bardzo zadowolony z tego iż moja córka uczęszcza do wspomnianego przedszkola. Co do kosztów edukacji to nie będę się wypowiadał gdyż jest to przedszkole publiczne i stawki ustalane są przez władze miasta. Powiem tylko tyle, iż w ościennych miastach jest drożej, wiem, ponieważ rozmawiałem z rodzicami, którzy przywożą swoje pociechy z innych miast właśnie do tego przedszkola. Choć w tym przypadku nie tylko cena zaważyła o tej decyzji. Można by dużo pisać, słodzić ale nie o to chodzi. Pozostaje mi tylko wierzyć, że wysoki standard edukacyjny zostanie utrzymany. Powodzenia.

Mimo iż od wizyty w opisywanym salonie minęło już sporo

Mimo iż od wizyty w opisywanym salonie minęło już sporo czasu, to w dalszym ciągu nie mogę o niej zapomnieć. Potraktowano mnie jak w PRL-u. O co Panu chodzi? Co mi Pan d… zawraca! Ale do rzeczy. Chciałem kupić kaburę/etui do telefonu, nie zależało mi zbytnio na cenie, lecz, na jakości. Wracając z zakupów kątem oka zauważyłem opisywany salonik. Aby nie tracić czasu na indywidualne poszukiwania od razu zapytałem sprzedawcę o interesujący mnie przedmiot. Sprzedawca, kobieta, z trudnym do opisania tonem głosu rzuciła tylko „no przecież tam są” i wskazała ręką gablotę przy wejściu. Owszem gablota była, co więcej znajdowała się tam masa różnego rodzaju kabur do telefonów. Lecz nie chciałem tracić czasu na poszukiwania, więc poprosiłem, aby sprzedawca wskazał mi konkretny model. W odpowiedzi usłyszałem „no przecież tam leży, nie widać”. Ale łaskawie ruszyła się z za lady i podeszła do gabloty. Chwilę trwało aż znajdzie odpowiedni rodzaj. Podała rzucając oschle i agresywnie „proszę”. Przymierzyłem kaburę do swojego telefonu, pasowała. Zapytałem o cenę, w odpowiedzi usłyszałem „przecież jest wywieszona, wszystkie kosztują tyle samo, 25 zł”. Miałem dość, lecz najgorsze, co mogło mnie spotkać dopiero było przede mną. Kiedy pracownica wydała mi resztę oraz paragon spostrzegłem, iż widnieje na nim kwota 20 zł zamiast 25 zł. Zresztą 25 zł policzyła sobie za kaburę. Gdy zwróciłem jej uwagę odpowiedziała bezczelnie „jak się nie podoba to może pan nie kupować, ja zawsze mogę zwrócić te 20 zł”! Oceńcie sami, czy to nie jest KRADZIEŻ? Rozumiem pomyliła się i przeprosiła za błąd, jednak ona nawet nie próbowała ukrywać tego, co zrobiła. 20 zł dla firmy, reszta do kieszeni! Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, iż jej pracodawca w końcu zauważy skargi na tym serwisie. No chyba, że jest to on jest właścicielem.

Jak każdy kierowca nie lubię momentów

Jak każdy kierowca nie lubię momentów, kiedy jestem zmuszony w najmniej odpowiednim momencie do tankowania samochodu. Niemniej jednak takie momenty zdarzają mi się często jako że mój samochód należy do tych paliwożernych. Kwestia przypadku niż świadomego wyboru, że akurat tankowałem samochód na tej stacji. Dopiero podjeżdżając zauważyłem baner z cenami i tu niespodzianka, okazało się bowiem że są niższe niż u konkurencji, w moim przypadku, a tankowałem LPG była to różnica minimum 9 groszy/litrze. Czyżby ceny spadały wbrew temu, co spekulują media? Podjeżdżając pod dystrybutor zauważyłem pracownika, który w chwili jak opuszczałem samochód już podłączał wąż do tankowania. Gdy mnie zauważył przywitał mnie i zadał akurat w moim przypadku pytanie retoryczne - „do pełna”? Nie musiałem potwierdzać, pracownik uśmiechnął się i włączył dystrybutor. Chwilę trwało aż „studnia” się napełni, w między czasie pracownik zabawiał mnie rozmową. Unikam takich sytuacji jednak miło jak ktoś spontanicznie sam podnosi temat, który na dodatek mnie interesował. Miło się rozmawiało, ale czas zapłacić za paliwo. Podszedłem do okienka, nie ma bowiem możliwości wejścia do budynku a wszelką formalność załatwia się właśnie przy specjalnym okienku. Podałem pracownikowi kartę płatnicza informując o rodzaju paliwa jaki zatankowałem. Pracownik nic nie powiedział, nie przywitał się, nawet nie spojrzał w moją stronę. Po chwili odezwał się słowami „pin i zatwierdź”, jak się później okazało były to jego jedyne słowa jakie wypowiedział pod moim adresem. Ech jak odmiana, tu pracownik cichy przy dystrybutorze rozgadany. Osobiście wolę pracowników którzy nie zalewają mnie potokiem słów, jednak w tym przypadku bardziej przypadł mi do gustu pracownik przy dystrybutorze. Okolica stacji jak i same dystrybutory były nienagannie czyste, nie było śladów po żadnych zanieczyszczeniach.

Nie często mam okazję być w centrum Dąbrowy Górniczej jakoś

Nie często mam okazję być w centrum Dąbrowy Górniczej jakoś mnie tam nie ciągnie, jednak tak się złożyło że akurat dziś się tak złożyło i moje nogi mnie tam zaniosły. Przechodząc dosłownie kątem oka zauważyłem opisywany lokal, zapewne poszedłbym dalej usuwając go z pamięci krótkotrwałej, ale klient, który do niego właśnie wchodził dodatkowo dość głośno zamknął za sobą drzwi. Nie jadłem od 10 godzin oczywistym jest fakt, że mój żołądek natychmiast zareagował wysyłając odpowiednie sygnały. Cóż było robić, wszedłem więc do baru. Wnętrze lokalu było czyste, schludne aczkolwiek dość skromnie urządzone. Obsługę stanowiły dwie osoby, kobieta zapewne pracownik oraz mężczyzna zapewne właściciel, świadczyła o tym karnacja oraz charakterystyczny akcent świadczący o tym że mam doczynienia z obcokrajowcem. Nie miałem trudności z porozumieniem się z właścicielem, widać że od dawna przebywa w Polsce. Szybki rzut oka na menu i już wiedziałem co mam zamówić. Kebab z wołowiną w cieście bo to zamówiłem okazał się największym kebabem jaki w życiu jadłem. Nie przesadzę jak powiem że mimo iż byłem bardzo głodny miałem ogromne trudności z tym aby go zjeść. Niepojęta ilość mięsa w kebabie, świadczyła o tym że naprawdę je się kebab mięsny z warzywami a nie warzywa z odrobina mięsa. Jeżeli do tego dodamy bądź co bądź niską cenę 6,49 zł to jest to nie tylko najlepszy, największy ale zarazem najtańszy kebab jaki do tej pory jadłem. Podczas studiowania menu i oczekiwania na zamówiony produkt spotkało mnie miłe zaskoczenie. Otóż właściciel jako gratis poczęstował mnie jak zapewniał tradycyjnym napojem tureckim – Ayran. I nie była to odrobinka na dnie kubeczka tylko cały 200 ml kubek. Początkowo nie chciałem go przyjąć mówiąc, iż go nie zamawiałem, wówczas właściciel powiedział, że to na koszt firmy. Mam wstręt do wszystkich napoi nabiałowych i nabiałowopodobnych, podejrzewałem że jest on właśnie sporządzany na bazie mleka bądź jogurtu. W domu po sprawdzeniu składu w Internecie tylko potwierdziłem swoje obawy, jednak naprawdę smakował mi ten napój. Powiem więcej, kebab zamówiłem z sosem pikantnym a po wypiciu tegoż napoju w ogóle nie czułem „ognia”. Podsumowując jestem zadowolony z dzisiejszej wizyty i jak tylko będę w pobliżu na pewno ponownie skorzystam ponownie z usług tego lokalu.

Dużo można by pisać na temat tych delikatesów

Dużo można by pisać na temat tych delikatesów, zarówno pozytywów jak i niestety negatywów. Aby zrównoważyć kiedyś już zamieszczona na portalu jakoscobslugi.pl obserwacji skupię się na negatywach, które niestety od dłuższego czasu mnie drażnią. Otóż w delikatesach panuje trudny do opisania nastrój, który udziela się TYLKO pracownikom. Zachowują się on tak jakby byli nie w pracy, lecz na imprezie czy też wręcz w swoim domu. Oczywiście niesprawiedliwym było by gdybym swoje spostrzeżenie odniósł do całego personelu. Zachowanie, które opisuję charakterystyczne jest dla pracowników działu z pieczywem oraz kas, słowem pracowników, których wiek moim zdaniem nie przekracza 25-30 lat. Pewnego razu, gdy wybierałem pieczywo, tuż po otwarciu sklepu, pracownicy wspominali, dość głośno, zanosząc się przy tym śmiechem, swoje nocne przeżycia. Nie wspomnę, o jakie przeżycia tu chodzi, lecz napomnę, iż rozmawiały w sposób niesmaczny używając niejednokrotnie słów wulgarnych. Niestety nie był to tylko incydent, gdyż podobne zachowanie zauważam już od dłuższego czasu. Pracownicy nic sobie nie robią z obecności klientów czy też z obecności liderki na sali sprzedaży. Czy takie zachowanie należy tolerować? Odpowiedzmy sobie sami. Inna sprawą jest ilość pracowników. Zauważyć można, iż niekiedy na jednego klienta przypada aż 2-3 pracowników. Czy jest to ekonomicznie opłacalne? Ale to jet wewnętrzna decyzja sklepu i nie zamierzam jej podważać. Robiłem robię i będę robił zakupy w tym sklepie gdyż w nim, jako jedynym w okolicy można płacić kartą, co jest niezaprzeczalną zaletą. Jednak odwiedziny w tych delikatesach to dla mnie ciekawe doznanie.

W poszukiwaniu stroi karnawałowych trafiłem aż do Myszkowa

W poszukiwaniu stroi karnawałowych trafiłem aż do Myszkowa. Aż, ponieważ Myszków jest oddalony od aglomeracji, w której mieszkam o ok. 50 kilometrów. Odwiedziłem w tym mieście wiele sklepów z artykułami dla dzieci i gdy już zrezygnowany chciałem wracać jeden z przechodniów, którego poprosiłem o radę, wskazał mi opisywany sklep. Pełen optymizmu postanowiłem odwiedzić polecamy sklep. Powiem szczerze, że gdyby nie szczegółowy opis podany przez przechodnia nigdy bym tego sklepu nie zauważył, ale i tak mimo opisu za pierwszym razem przeleciałem obok niego nie zauważając go. Gdy już go znalazłem i do niego wszedłem w pierwszej chwili przytłoczyła mnie masa zabawek i różnego rodzaju produktów niekoniecznie człowiekowi potrzebnych, ale doskonale nadających się na spóźniony prezent. Ogarnął mnie również przeszywający chłód, pomieszczenie, bowiem nie było ogrzewane, czego dowodem był fakt, iż pracownicy, a może właściciele, byli w płaszczach! Jednak dało się przeżyć. Aby nie tracić czasu od razu poprosiłem pracownika o pomoc. Przedstawiłem mu problem a on pokazał mi chyba z 20 rodzajów stroi dodam, że w interesującym nie rozmiarze! Jeden przypadł mi od razu go gustu, natomiast miałem problem, ponieważ potrzebowałem dwóch stroi a z zaprezentowanych nic już mi nie odpowiadało. Wówczas drogi pracownik zaproponował, że z dostępnych w sklepie produktów, napewno uda się coś złożyć. I oczywiście zaczął prezentować różne wersje stroi. Zaciekawiła mnie jedna w nich - wróżka. Co ciekawe strój skomponowany przez pracownika (20 zł) wyszedł taniej niż gotowy strój (36 zł)! Zadowolony, że udało mi się wszystko kupić zapłaciłem i pożegnałem się w pracownikami. Podsumowując, pracownicy byli bardzo uprzejmi i mili, cały czas się uśmiechali, widać, że zależało im na rozwiązaniu mojego problemu a nie tylko sprzedaniu byle, czego. Polecam!

Kiedyś córce udało się wygrać konkurs

Kiedyś córce udało się wygrać konkurs, w którym jedną z nagród była wejściówka do sali zabaw "Kangurek". Postanowiłem, więc odebrać nagrodę i wybrać się tam ze swoimi dziećmi w dogodnym czasie. Wcześniej w Internecie sprawdziłem czy są jakieś informacje o tej sali. Okazało się, że "Kangurek" posiada również własną stronę internetową, brakuje na niej jedynie forum dla użytkowników, z którego można wyciągnąć niejednokrotnie ciekawe wnioski. Udałem się do "Kangurka" w południe we wtorek. Spodziewałem się, że sala będzie pusta jednak się, że się myliłem. Oprócz nas było tam jeszcze sześcioro dzieci oczywiście z rodzicami. Sama sala jest największą salą zabaw tego typu, jaką do tej pory widziałem. Piętrowa, dość duża konstrukcja „małpiego gaju” sprawia, że dzieci mają naprawdę pole do popisu. Masa labiryntów, przeszkód, ruchomych mostów, drabinka, trzy zjeżdżanie do basenu z kuleczkami, słowem to, co dzieci lubią najbardziej. Dodatkowym atutem niespotykanym w innych tego typu salach jest możliwość zabawy opiekuna razem z dzieckiem również na drugim poziomie oczywiście jak dana osoba przeciśnie się przez labirynt. Byłem świadkiem jak niektórzy rodzice próbowali przez niego przejść, niektórym się udało. Poza wspomnianym "małpim gajem" jest również "zwykła" sala z zabawkami oraz wydzielone miejsce dla najmłodszych klientów, ponieważ z sali mogą korzystać również dzieci poniżej 3 roku co jest również niespotykane. Czas szybko zleciał i ani się obejrzałem jak przekroczyłem limit czasu. Trzeba było dopłacić. I to jedyny, lecz malutki minus tej sali, bowiem ceny są o 2 złote wyższe od cen w podobnych bawilandach choćby w centrach handlowych. Jednak wielkością nie ma ich co porównywać do opisywanej sali, która oferuje dodatkowo słodkie przekąski i napoje. Słowem z przyjemnością zapisuję duży plus, choć liczę pieniądze, w końcu chodzę tam z trójką dzieci.

Nie pierwszy raz korzystam z usług tej firmy i nigdy się na

Nie pierwszy raz korzystam z usług tej firmy i nigdy się na nich nie zawiodłem. Jednak dziś niestety było inaczej. Zadzwoniłem do telepizzy z zamiarem zakupu pizzy, co oczywiste. Telefon odebrał pracownik, również oczywiste, nie przedstawił się. Poprosiłem o przedstawienie ofert promocyjnych. Pracownik wymienił kolejno oferty: "dwa za jedną", "40 % zniżki" oraz "pizza PAN" w cenie 16 zł. Zapytałem czy to wszystkie promocje mówiąc, że kilka dni wcześniej dzwonił do mnie inny pracownik telepizzy, który poinformował mnie, że do końca stycznia obowiązuje oferta promocyjna z 50% zniżką. Pracownik, który przyjmował zamówienie powiedział, że nic nie wie o takiej promocji i że na pewno nie obowiązuje ona w Dąbrowie Górniczej. No nic, skoro nie ma to nie będę się upierał, przecież i tak nie mam dowodów. Moje słowo przeciw jego słowu, szkoda tylko, że wprowadzają ludzi w błąd. Poprosiłem o dużą pizzę w ofercie "40% taniej", wówczas pracownik zapytał czy nie chcę dwóch średnich pizz za 22 zł do czterech składników. Okazało się, że jest jeszcze jedna promocja. Oczywiście skorzystałem. Pracownik przyjął zamówienie i poinformował mnie, że czas oczekiwania na dostawę wynosi 40 minut. Niestety na pizzę dane mi było czekać ciut dłużej, bo 50 minut. Jednak nie to było najgorsze. Zamówioną pizzę otrzymałem... zimną! W tym stanie nie nadawała się do spożycia, trzeba ją było podgrzać w piekarniku. Dostawca już odjechał, więc nie było, komu złożyć reklamacji jedynie telefonicznie, ale byłem tak głodny, że odpuściłem. Ech mam nadzieję, że był to tylko incydent i że taka sytuacja się już nie powtórzy, wszak dostawcy mają opakowania termiczne a ja nie mieszkam daleko od restauracji. Na piechotę by mi ją dostarczyli ciepłą. Na szczęście po podgrzaniu w piekarniku pizza była „jadalna”.

Tego szczególnego dnia ciężko było znaleźć jakąś

Tego szczególnego dnia ciężko było znaleźć jakąś restauracje czy inny lokal gdzie można by się posilić. Wszak był to ostatni dzień roku i wszyscy przygotowywali się do balu sylwestrowego. Nie poddawałem się jednak, przecież miejscowość ta nie jest metropolią. Udało mi się. Dostrzegłem restaurację przy hotelu. Podjeżdżając na parking przed restauracją zauważyłem, iż jest on płatny, nie zauważyłem informacji jakoby był on bezpłatny dla klientów ponadto zauważyłem pracownika na, zewnątrz który, takie odniosłem wrażenie, pobierał opłaty. Jako że jeszcze w tym momencie nie wiedziałem czy restauracja jest otwarta i czy są w niej wolne miejsca i nie chcąc ponosić dodatkowych kosztów wycofałem się na pobliski parking osiedlowy. Wnętrze opisywanej restauracji zrobiło na mnie ogromne wrażenie, nie spodziewałem się takich luksusów, podejrzewałem, iż w parze za tym idą wysokie ceny jednak mój niepokój był niepotrzebny. Moje obawy rozwiały się z chwilą otrzymania menu. Ceny „normalne” to znaczy jak na tę klasę restauracji to wręcz niskie. Dla przykładu: zupa czosnkowa (bardzo dobra) – 6 zł, naleśniki meksykańskie (ostre) – 13 zł, kotlet (trochę za twardy) z ziemniakami – 11 zł. Obsługa dyskretna i doskonale zorientowana w czasie, w żadnym momencie nie musiałem czekać na kelnerkę. Ponadto zostałem a w zasadzie moje dzieci, miło zaskoczone. Otóż w prezencie dostały osłonki przeciwsłoneczne do samochodu. Mała rzecz a cieszy tym bardziej, że czegoś takiego nie posiadałem do tej pory i nosiłem się z zamiarem zakupu właśnie takich osłonek czy też wręcz przyciemnienia szyb. Strumień nie jest może miastem turystycznym, ale jak widać po cenach w przyhotelowej restauracji, tanim. Obsługa fachowa, miła. Przyjemnie. Polecam.

Na początku był chaos… Później było trochę lepiej

Na początku był chaos… Później było trochę lepiej, ale po kolei. Firma w której pracuję wysłała mnie na badania okresowe. Badania te zostały zlecone firmie Unimed mieszczącej się w pobliżu mojego zakładu. Na badania zgłosiłem się o godzinie 7:10, zauważyłem że poza mną jest jeszcze około 20 pacjentów którzy przyszli w tych samym celu co ja. Po zarejestrowaniu się zostałem skierowany do jednego z pokoi, w którym znajdowały się dwie pielęgniarki. One bowiem decydowały o rodzaju i ilości badań w zależności od zajmowanego stanowiska czy uprawnień. Ja, podobnie jak wszyscy pacjenci zostałem w pierwszej kolejności skierowany do laboratorium celem pobrania materiału do badań. Do tego momentu wszystko przebiegało bez zakłóceń. Wróciłem do rejestracji. Jedna z pielęgniarek skierował mnie na badanie EKG, podobnie jak wszystkich pacjentów. To nic że do laryngologa i okulisty nie było nikogo i lekarze czekali na pacjentów. Widać pielęgniarki uznały, że w kupie siła i po kolei kierowała każdego z pacjentów do konkretnego specjalisty, czyli najpierw EKG potem wszyscy do laryngologa a dopiero na końcu do okulisty. Żadnej logistyki, a przecież można było część osób skierować do okulisty a część do laryngologa czy innego specjalisty w zależności, kto, na jakie badania został skierowany. Kilku pacjentów zwróciło uwagę na ten stan pielęgniarkom lecz efekt był taki że atmosfera stała się jeszcze bardziej napięta. Powiem szczerze, że nie rozumiem takiego zachowania, byłem bowiem na podobnych badaniach dwa lata wcześniej w tej samej firmie i zupełnie inaczej przebiegała ta część logistyczna. Jedna z pielęgniarek na bieżąco sprawdzała stan kolejek do poszczególnych specjalistów i kierowała pacjentów tam gdzie akurat była mniejsza kolejka. Całość przebiegała sprawnie i szybko, nie to co teraz. Firma zamiast poprawić obsługę i swój wizerunek działa zupełnie odwrotnie. Jestem rozczarowany. Na pochwałę zasługuje jednak fachowość specjalistów, tzn. nie ograniczali się oni tylko do pobieżnego sprawdzania stanu zdrowia lecz naprawdę porządnie i szczegółowo sprawdzali poszczególne części mojego ciała :).

W sobotę 20 listopada hucznie otwierano sklep FRAC

W sobotę 20 listopada hucznie otwierano sklep FRAC. Wiedziony raczej potrzebą zakupów niż ciekawością postanowiłem w tym dniu odwiedzić ten sklep. Jednak już po wejściu stwierdziłem, że popełniłem błąd. Duża ilość klientów na tak stosunkowo niewielkiej powierzchni powodowała niesamowity ścisk. W takim tłumie ciężko jest się skupić i być może, dlatego kierownictwo sklepu przyjęło dziwną politykę, iż w dniu otwarcia ceny zamiast promocyjnych zostały podniesione (obym się mylił). Jak inaczej wytłumaczyć fakt że banany kosztowały 4,99 zł za kilogram? Czy pomidory w cenie 7,99 zł/kg. Jak żyję nie widziałem takich cen. Zapewne gdybym się przyjrzał to znalazłbym inne produkty w zawyżonych cenach, ale jak już wspominałem przyszedłem tu po konkretne artykuły a nie na wycieczkę. Oczywiście znalazłem też kilka produktów tańszych niż u konkurencji, lecz były to, przynajmniej dla mnie, mało znaczące produkty. Pracownicy byli w tym dniu jakoś rozdrażnieni. Z ust jednego z nich posypał się nawet przekleństwa pod adresem jednego z klientów. Rozumiem ich zdenerwowanie spowodowane pierwszym dniem pracy, lecz takie zachowanie nie powinno mieć miejsca! Nie byłem światkiem całego zdarzenia, ale i tak uważam, że wulgarne słowa nie powinny wyjść z ust pracownika. W tym dniu, logicznie rzecz biorąc, wszystkie kasy były otwarte i o dziwo nie było dużych kolejek! W sklepie za zakupy można płacić kartami nawet niewielkie kwoty tzn. nie ma minimalnego limitu. Jest to znaczące udogodnienie. Nazajutrz ponownie odwiedziłem sklep i tak jak się spodziewałem fala ciekawości już przeszła i w sklepie oprócz mnie było jeszcze 4 klientów. Przyjemnie robiło się zakupy, miałem również czas na dokładne przyjrzenie się wnętrzu sklepu. Jak na tak małą powierzchnię zmieściło się tam całkiem sporo produktów, wszystkie doskonale wyeksponowane na regałach czy półkach. Odkryłem jedynie braki w pieczywie a dokładnie bułkach. Prawdę powiedziawszy zostały po nich tylko ceny. Stoisko z alkoholami zostało wyodrębnione i nie znajduje się na głównej sali sprzedaży, lecz tuż przy wejściu. Podobnie stoisko z prasą, znajduje się ono, bowiem tuż przy wspomnianym już stoisku z alkoholami. Frac chwili się, że jego atutem są zawsze świeże ryby. Jeszcze tego nie sprawdziłem, więc nie będę się wypowiadał na ten temat. Wkrótce to sprawdzę.

Zgłodniałem

Zgłodniałem, a że nie chciało mi się przyrządzać obiadu postanowiłem zamówić pizzę. Wybrałem telepizzę ponieważ według mojej oceny pizze tam przyrządzane są pyszne. Znam inne pizzerie które również serwują znakomite potrawy jednak o wyborze telepizzy zadecydowała jeszcze lokalizacja. Leży ona bowiem na trasie mojej codziennej drogi do i z pracy. Tak więc zadzwoniłem. Po trzech sygnałach odebrała pracownica, której imię przemilczę. Poprosiłem o przedstawienie oferty promocyjnej, wówczas to pracownica przedstawiła mi pełną ofertę promocyjną, dwie z nich wzbudziły moje zainteresowanie. Mowa tu o ofercie 40% zniżki oraz ofercie druga pizza za 5 zł. Jako że prowadziłem samochód i nie mogłem się skupić na przeliczeniu opłacalności, zapytałem więc, która oferta jest najbardziej korzystna finansowo przy założeniu że kupuję dwie średnie pizze. Pracownica odparła, że taniej wyjdzie z drugą promocją, ponieważ dodatkowo dostaję jeszcze dwa sosy gratis. Nie miałem czasu się nad tym zastanawiać, więc złożyłem zamówienie. Pracownica poinformowała mnie, że pizze będą na moją prośbę do odbioru w restauracji. Dodała również, że czas realizacji zamówienia to 25 minut. Było mi to nawet na rękę, ponieważ od restauracji dzieliło mnie około 20 km. Po dokładnie 37 minutach wszedłem do restauracji. Okazało się, że pizza nie jest jeszcze w piecu! Pracownik, z którym rozmawiałem tłumaczył się, że mają dużo zamówień i stąd to opóźnienie. Pracownik przeprosił mnie za opóźnienie i powiedział, że za 5 minut pizza będzie gotowa. Wyraźnie było widać, że nie kłamał, pracownicy poruszali się, bowiem jak w ukropie. Widać, że tego dnia mieli naprawdę sporo roboty. Obiecaną pizzę otrzymałem po 7 minutach. Podsumowując, trochę mam żal, że pracownicy nie wyrobili się w obiecanym czasie, lecz smak pizzy zupełnie zrekompensował mi długi czas oczekiwania.

Nigdy

Nigdy, powiadam nigdy nie spotkałem się z takim postępowaniem. Tym bardziej że nie ma żadnego zapisu fonetycznego o informacji którą niby została mi przekazana, ale do rzeczy. Kilka dni temu miałem kolizję samochodem, szczęście w nieszczęściu, że nikomu nic się nie stało. Wszystkie formalności z ubezpieczycielem zostały przeprowadzone bez zarzutu, rzeczoznawca zjawił się dwa dni po zgłoszonej szkodzie i po następnych dwóch dniach dostałem kalkulację szkody. I kończąc w tym miejscu zapewne wystawiłbym najwyższą z możliwych ocen tej firmie, lecz to, co się później stało przechyliło szalę w druga stronę. Kilka dni po zaakceptowaniu kalkulacji szkody sprawdziłem konto z nadzieją, że znajdę tam przelew od ubezpieczyciela. Był, lecz kwota, jaką zobaczyłem znacząco odbiegała od kalkulacji, jaka została mi przedstawiona. Zadzwoniłem więc na infolinię z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Pracownik po kilku minutach sprawdzania poinformował mnie, że wszystko jest w porządku. Ukrywając swoje wzburzenie powiedziałem, że nie jest w porządku, ponieważ dostałem mniej pieniędzy niż z przedstawionej kalkulacji. Wówczas pracownik powiedział, że mam „udział własny”. Zatkało mnie i zapytałem, co to jest ten „udział własny”. Wówczas to pracownik przedstawił mi suchą definicję, z której wywnioskowałem ze jest to nic innego jak współuczestniczenie w kosztach naprawy. Wszystko pięknie tylko, dlaczego teraz się o tym dowiaduję, z tym pytaniem oczywiście zwróciłem się do pracownika infolinii. W odpowiedzi usłyszałem, że na pewno w momencie zawierania umowy byłem o tym poinformowany. W dalszym ciągu byłem opanowany. Odpowiedziałem, że nic takiego nie miało miejsca i poprosiłem o sprawdzenie nagrań z rozmów telefonicznych i przedstawienie mi dowodów na to że zostałem o tym poinformowany. Jestem bowiem przekonany że taka sytuacja nie miała miejsca. Od tamtej pory nie dostałem żadnej informacji zwrotnej, mimo że upłynęło już 14 dni na rozpatrzenie odwołania. Nie mam zamiaru sądzić się z tym zakładem, lecz podjąłem już decyzję. I nie chodzi mi tu o rezygnację z ich usług, lecz o przygotowanie sobie kilkunastu pytań zanim podejmę decyzję o zakupie ubezpieczenia z tym czy innym ubezpieczycielem, aby uniknąć podobnych sytuacji.

Ocena z dnia: 02.11.2010
Aviva Oddział

Na początku zaznaczę

Na początku zaznaczę, że jeszcze nigdy nie korzystałem z usług blacharza czy lakiernika samochodowego, jednak kiedyś musi być ten pierwszy raz. Zmuszony byłem do skorzystania z tego typu usług, jednak aby porównać ceny postanowiłem odwiedzić kilka warsztatów, w końcu jest wolny rynek. Do naprawy kwalifikował się tylni bok mojego samochodu, nic szczególnego ot zwykłe wgniecenie. Odwiedziłem kilka zakładów blacharsko-lakierniczych i koszt naprawy między jednym a drugim warsztatem to rząd wielkości +/- 50 zł. Poza jednym, opisywanym warsztatem. Znajomy polecił mi ten warsztat argumentując, że są tam zatrudnieni fachowcy, którzy znają się na swojej pracy, poza tym jest tam tanio a i terminy wizyt nie trzeba umawiać z wyprzedzeniem. Pełny optymizmu pojechałem na wycenę naprawy. Już na początku wizyty napotkałem na trudności, nigdzie nie mogłem znaleźć biura i dopiero jeden z pracowników zainteresował się obcą osoba na placu mną i podszedł do mnie. Powiedziałem, z czym przyjechałem i co oczekuję, wówczas pracownik oddalił się i wrócił z właścicielem zakładu. Właściciel na pytanie o cenę usługi ze spokojem z zegarmistrzowska precyzją w myślach przedstawił mi kalkulację. O mały włos przewróciłbym się. Bowiem cena, którą mi przedstawił była aż o 150% wyższa niż w innych warsztatach, które do tej pory zdążyłem odwiedzić. Właściciel widząc moje zaniepokojenie stwierdził, że lepiej będzie jak szkodę zlecę mu bezgotówkowo i on sam z ubezpieczycielem załatwi wszystkie formalności. Kiedy powiedziałem, że nie chcę i nie mogę tego naprawiać z AC, ponieważ go nie wykupiłem właściciel uśmiechną się pod nosem i powiedział „no ja taniej tego Panu nie naprawię… tu trzeba zdemontować bok… wyklepać i pomalować”. Na pytanie, po co go demontować skoro jest nieskrępowany dostęp do uszkodzonego boku od wewnętrznej strony usłyszałem „Panie nikt się tu nie będzie p… trzeba zdemontować i tyle”. To mi wystarczyło. Podziękowałem i wycofałem się. Uważam że takie postępowanie prowadzi do wyolbrzymiania pracy a co za tym idzie narażanie żeby nie powiedzieć naciąganie, klientów na niepotrzebne koszty.

Raczej z przymusu niż z wyboru musiałem odwiedzić akurat

Raczej z przymusu niż z wyboru musiałem odwiedzić akurat ten sklep. Gdyż jest to jedyny sklep z tym asortymentem w Centrum Handlowym Plejada. Musiałem, bowiem kupić dzieciom ciepła rajstopy, bo dni już są dość chłodne. Wchodząc do opisywanego sklepu nie zauważyłem żadnego klienta, natomiast zaraz za mną, czy nawet równocześnie ze mną, weszło jeszcze dwóch. Jednak to do mnie pierwszego podeszła jedyna jak się okazało pracownica. Nie owijając w bawełnę od razu powiedziałem, po co przyszedłem. Pracownica okazała się bardzo pomocna przedstawiła kilka pozycji różniących się wzorami materiałem i oczywiście cenami. Nie faworyzowała żadnego z nich, każdy z zaprezentowanych produktów na swój sposób zachwalała w wyniku, czego do ostatecznego wyboru było mi daleko. Pracownica widząc moje zakłopotanie powiedziała że ona wybrała by te, i tu wskazała dwa konkretne rodzaje rajstop. Nie do końca odpowiadała mi ta wersja wzorków na rajstopach ale materiał z którego były wykonane, a w zasadzie jego gramatura, jak najbardziej mi odpowiadała. Dlatego też po krótkim zastanowieniu postanowiłem je kupić. Kątem oka zauważyłem że klient który razem ze mną wszedł do sklepu zaczął się niecierpliwić, mam wrażenie że pracownik również to zauważył ale w dalszym ciągu był zajęty obsługą ze mną. Sfinalizowałem transakcję i skierowałem się do wyjścia. Czystość w sklepie nie budziła moich zastrzeżeń, było czysto, nie widziałem żadnych zabrudzeń czy papierków. Posadzka czysta i wypastowana, żadne niepotrzebne pudełka czy inne tego typu przedmioty nie zastawiały przejść. Towar na wieszakach był dobrze wyeksponowany, jednak ceny nie znajdowały się na ekspozytorach a na konkretnym produkcie. Podsumowując, jestem zadowolony z wizyty bo znalazłem i kupiłem to po co przyszedłem. Może kolor i wzornictwo odbiegało od moich założeń, jednak jest to sprawa drugorzędna.

Razem z żoną odwiedziliśmy opisywany sklep z zamiarem

Razem z żoną odwiedziliśmy opisywany sklep z zamiarem zakupu niezbędnych kosmetyków. Nauczony doświadczeniem dokładnie oglądałem każdą z rzeczy jaką do koszyka wkładała mi żona nie ze względu na ilość i naturalna potrzebę i przydatność lecz ze względu na cenę i oryginalne zamknięcie. W przeszłości zdarzało mi się bowiem zaraz po wyjściu czy też w domu zauważyć że rzeczy które kupiłem są otwarte, napoczęte, słowem naruszone. Ponadto ceny znajdujące się na ekspozytorach niejednokrotnie nie mają swojego odzwierciedlania na paragonie. Ponadto w myślach porównywałem cent z tej drogerii do cen w innych sklepach. Wydaje mi się że wspomniane ceny są nieznacznie niższe, jednak wszystko zależy od aktualnych promocji. Podczas mojej wizyty w sklepie było jeszcze pięciu klientów. Pracowników naliczyłem trzech plus jeden który obsługiwał kasę. Wszyscy pracownicy znajdujący się na sali sprzedaży byli czymś zajęci, obsługa kasy, porządkowaniem regałów, wykładaniem towaru, itp. W związku z tym żaden z nich nie podszedł i nie zaproponował swojej pomocy, nie potrzebowałem jej wprawdzie gdyż towar na półkach był jasno, czytelnie i tematycznie poukładany, jednak liczą się same chęci. Do czystości panującej w całej drogerii nie można mieć zastrzeżeń, widać, że pracownicy dbają o nią wręcz perfekcyjnie. Posadzka lśniła czystością, na półkach nie znalazłem żadnego pyłka kurzu. Pracownik który obsługiwał mnie przy kasie poza skanowaniem produktów które kupiłem kusił rozmaitymi promocjami lecz nie natrętnie. Gdy zauważył że nie jestem zainteresowany nie brnął dalej w ten temat tylko skupił się na finalizacji transakcji. Po wszystkim podziękował za wizytę i zaprosił do ponownych odwiedzin. Podsumowując wizyta przebiegła dość sprawnie, zabrakło jedynie inicjatywy, chęci pomocy ze strony pracowników na sali sprzedaży. Mimo wszystko wystawiam pozytywną ocenę i z bardzo dużym prawdopodobieństwem ponownie odwiedzę tę drogerię.

Strona korzysta z plików cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Szczegóły znajdziesz w Polityce prywatności

Zrozumiałem