Zgłoś nadużycie

Opinia użytkownika: EGA

Dotycząca firmy: Komenda Powiatowa Policji w Wieluniu

Treść opinii: Przejeżdżając przez śliczne miasteczko Wieluń (tu wg dokumentów historycznych zaczęła się naprawdę II wojna światowa) miałam pobrać znaczną gotówkę w banku ING. Ponieważ bank jest niefortunnie położony przy ruchliwej trasie, więc jest zakaz postoju. Nie miałam innego wyjścia tylko złamać zakaz na chwilę, gdyż obawiałam się bez obstawy maszerować z nią przez miasto. Oczywiście po przyjściu z banku zobaczyłam kartkę za wycieraczką informującą o obowiązkowym zgłoszeniu się na komendę w Wieluniu celem wypisania mandatu z uwagi na popełnienie wykroczenia i co mi grozi gdy się nie zgłoszę.. Kartka oczywiście bez numeru telefonu, co utrudniło mi znacznie odnalezienie szanownej Policji,ale jak to mówią " koniec języka za przewodnika" więc nie bez trudu odnalazłam siedzibę policji, która mieści się przy ruchliwej trasie Warszawa-Wrocław. Jadąc od strony Warszawy jest ciągła linia, a w dodatku ruch niemały, więc musiałam stać w korku w jedną stronę, zawrócić i znów stać w korku w drugą stronę, żeby wjechać na parking policyjny. Ciekawe czy pracownicy policji też się stosują do przepisów, czy robią "myk" przez linię ciągłą. Po wejściu do budynku pokazałam kartkę na recepcji, czy jak się to tam nazywa i za chwilę zszedł po mnie pan policjant. Poszliśmy razem na górę do dosyć obskurnego pokoju, gdzie już było pięciu pracowników w tym , jak się zorientowałam ich szef. Posadzono mnie na wątpliwym krześle, na którym czułam się jak na przesłuchaniu przez SB tzn. nacisk ciała na stopy ,nie na kręgosłup, a i tak miałam wrażenie,ze za chwilę stracę równowagę. Pan szef na moje pytanie ile mnie to kosztuje, powiedział, że bagatela 100 zł i jeden punkt karny. Pogratulowałam refleksu w wystawianiu mandatów i zapytałam, gdzie byli kiedy miałam małą stłuczkę i czekałam ponad dwie godziny na przyjazd radiowozu. Zaczęło się wypisywanie mandatu wśród ogólnej wesołości i niewybrednych żartów np. jeden z panów podczas ,gdy podawałam dane adresowe, a mieszkam w miejscowości o dość infantylnej nazwie powiedział, cytuję, że "znał kiedyś pewną dupę z tej miejscowości, faaaajna byyyła.........." No cóż mandat przyjęłam i pospieszyłam go zapłacić na poczcie, bo oczywiście na policji nie można. A tak lubiłam to miasteczko:)