Zgłoś nadużycie

Opinia użytkownika: zarejestrowany-uzytkownik

Dotycząca firmy: Nikola

Treść opinii: Będąc na zakupach okazało się ze nie wiedzieć kiedy złamał mi się paznokieć. Nie ukrywam że pojawiło się lekkie wyprowadzenie z równowagi bo przecież która kobieta nie zdenerwowałaby się na taką sytuację. W dodatku niestety złamał się tak niefortunnie że wymagał natychmiastowej korekty z udziałem pilniczka którego jak na złość nie posiadałam przy sobie. Cóż było robić, postanowiłam wejść do drogerii Nikola i zakupić jakiś niedrogi pilniczek który miał uratować mój nieszczęsny paznokieć. Wchodząc do sklepu juz na początku odniosła bardzo negatywne wrażenie widząc że pracownica rozmawia przez telefon komórkowy a w dodatku witryna i podłoga wymagały odświeżenia żeby nie powiedzieć wyszorowania. Co tutaj dużo mówić były po prostu brudne. Pracownica na mój widok nie zamierzała kończyć rozmowy i patrząc mi prosto w oczy kontynuowała rozmowę. Zmuszona do wysłuchania treści rozmowy wywnioskowałam że nie jest to rozmowa służbowa co więcej nie dotyczy żadnej pilnej czy też awaryjnej sprawy rodzinnej. Po kilku minutach oczekiwania i rozglądania się po sklepie na szczeście pracownica widząc że nie zamierzam opuścić jej miejsca pracy zakończyła rozmowę mówiąc swojemu rozmówcy aby poczekał a ona dosłownie za minutkę oddzwoni co jakby sugerowała że założyła iż więcej niż munutkę nie zabawię w sklepie. W czasie oczekiwania na zakończenie rozmowy przez sprzedacę miałam dogodne warunki do oceny wnętrza drogerii. Niestety bez względu na rodzaj gustu i poczucia estetycznego w sklepie panował dramatyczny wystrój. Towaru ogrom ale poukładany na półkach w taki sposób że nic nie było widoczne. Co gorsza formuła sklepu jest taka że Klient nic nie może obejrzeć dotkną ani nawet przeczytać etykiety bez udziału pracownika obsługi ponieważ towar jest odgrodzony ladą i niedostępny dla Klienta. Miałam jakieś z tego powodu mało pozytywne odczucie ale nie było by aż tak negatywne gdyby chociaż personel był dostępny dla Klienta a nie zajęty rozmową przez telefon. Pracownica jak za starych 'dobrych' czasów wysokojakościowej obsługi Klienta rzuciła oschłe 'słucham'. Coraz bardziej zażenowana zaistniałą sytuacją poprosiłam o pilniczek. Pani postawiła przede mną pojemnik pełen pilniczków bardzo zamaszustym ruchem rzucając po raz kolejny jeszcze bardziej oschłe 'który?!'. Przyznam szczerze że miałam wrażenie że uczestniczę w jakimś programie z ukrytą kamerą. Czym prędzej wybrałam jeden z niesamowicie drogich jak na pilniczki przyrząd mający ukoić mój ól związany ze złamaniem paznokcia zapłaciłam i faktycznie po niecałej minucie pobytu uciekłam ze sklepu.