Jakość obsługi w sklepie Wojas, mogę szczerze ocenić na bardzo wysokim poziomie. Prócz kultury i znajomości asortymentu począwszy od butów po środki do pielęgnacji personel wykazał się dużym zainteresowaniem. Sklep ładny czysty zadbany ,asortyment ładnie poukładany i dobrze widoczny na półkach. Z czystym sumieniem polecam.
Prawdziwy kawałek Włoch na Ursynowie. Miły lokal z prawdziwym, wielkim piecem opalanym drewnem - pizza jest tu rzeczywiscie najlepsza w dzielnicy. Kucharze robią wszystko na oczach gosci, najlepiej usiąść przy stoliku na antresoli i obserwować lokal. Polecam pizzę z szynką parmeńską, rukolą i parmezanem - żaden składnik nie jest tanim zamiennikiem. Do tego dobre oliwy smakowe, niezłe desery, przystawki i dania główne; sympatyczna obsluga. Warto rezerwować stolik, bo czasem lokal bywa mocno zatłoczony.
Obsługa w sklepie miła i kompetentna, dwie Panie uśmiechnięte, pomocne. Zaraz po wejściu do sklepu usłyszałam miłe dzień dobry.W sklepie jest czysto, mimo że padał to ślady z błota były usuwane na bieżąco, półki są czyste, ubrania na wieszakach uporządkowane. Będąc niezdecydowany pracownica potrafiła doradzić i przekonać do zakupu.
Nie rozumiem niemalejącej mody na tę knajpę. Byłam w Bordo kilka razy i zdecydowanie nie zamierzam ponawiać wizyt. Mają tu wieczne oblężenie, trudno o wolny stolik, a przede wszystkim trudno o...obsługę! Jakąkolwiek. Na przyjęcie zamówienia przez obrażonych kelnerów zwykle czeka sie długo. Na realizację tegoz - jeszcze dłuzej. Kawa jest tu przyzwoita, niektóre desery i makarony też. Zdarzyło mi się zjeść niezłą sałatkę. Ale to wszystko - nic wybitnego w kuchni Bordo nie znajdziemy. Ceny - typowo "Chmielne", czyli wysokie.
Fast food alternatywny - bo sałatkowy. Niezły pomysł na lunch na wynos, bo porcje sałatek duze (zawsze zamawiałam mniejszą i najadałam się porządnie), dodatków w nich sporo, można dobrać też własne. Wprawdzie po kilkunastu razach mogą znudzić się smaki sosów, ale uważam, ze za takie pieniądze (kilkanaście złotych za dużą porcję) warto zjeść czasem w Salad story. Obsługa sprawna, choć bezosobowa.
Częsć kawiarniana - idealna na pogaduchy w przedwojennym klimacie, przy ciastku i herbacie (kawy niestety nie polecam, nie najlepsza). Cukiernia - przepięknie wyeksponowane w szklanych witrynach ciastka - dzieła sztuki. Większosć bardzo dobra, choć niestety droga. Najmniej godna polecenia jest część "na słono" - paszteciki (tragicznie przesalane), pasztety, wyroby garmażeryjne. Nie czuję w nich składników najwyższej jakosci, a tego oczekiwałabym przy takich cenach.
Po wizycie w sklepie Nike, postanowiłem jeszcze zawitać do Pumy. W sklepie okazało się, że wybór odzieży jest spory, a wszystkie ubrania ładnie wyeksponowane, i na regałach, wieszakach czy tez manekinach. Po upatrzeniu interesującego mnie towaru, udałem się w kierunku przymierzalni. W pomieszczeniu okazało się, że jest czysto i brak zastrzeżeń. Po chwili, kiedy zdążyłem już przebrac się w przymierzalni w nowe spodnie dresowe pracownica podeszła i spytała czy towar jest w porządku. Widziałem zaangażowanie Pani, była serdecznie miła i przyjemnie nastawiona do obsługiwanych klientów.
Miejsce z tradycją, do którego zabieram znajomych z zagranicy, kiedy wpadają na kilka dni do Warszawy. Sama raczej nie zaglądam, ponieważ nie jestem wielką fanką ciastek od Bliklego. Uważam, ze w Warszawie jest wiele cukierni oferujacych smaczniejsze i tańsze słodkości. Siłą Bliklego z pewnością jest tradycja, ładny wystrój, kilka "firmowych" receptur - na pączki z różą, ciastko Opera, dobre pralinki. Obsługa jest uprzejma, miła - zwłaszcza w części ze sklepikiem, w kawiarni troszkę mniej.
Lubię produkty Krakowskiego Kredensu, choć przyznaję - są dosć drogie. Jednak wędliny smakują jak domowe, przetwory owocowe i warzywne również, kupuję tam bardzo smaczne powidła sliwkowe. Sklepik w Galerii Mokotów jest przestronny i estetyczny, udaje klimatem dawne galicyjskie sklepy. Obsługa raczej bezosobowa, ale uprzejma.
W momencie na sklep, wszedłem i zauważyłem pracownicę, z uwagi na fakt, że jak mi ktoś nie mówi pierwszy słowa dzień dobry, to staram się ja uczynić ten gest. obsługa nie zareagowała na moje powitanie, była sobą zajęta. Zacząłem przeglądać obuwie sportowe, które mnie interesowało, lecz nie potrafiłem znaleźć swojego rozmiaru. Zapewne wrócę po te buty, lecz w późniejszym czasie , może będzie inna obsługa. Sklep czysty, towar ładnie wyeksponowany.
Nie rozumiem fenomenu Starbucksa i po jednorazowej wizycie nie bedę podejmować kolejnych prób. Koncept kawiarni sieciowej, gdzie obsługa przyjmując zamówienie pyta o imię klienta, zwracając się, niezależnie od jego wieku, na "ty", wypisuje rzeczone imię na papierowym kubku, a następnie woła klienta po odbiór kawy po imieniu - jest dla mnie nie do zaakceptowania! Wstępując do sieciowej kawiarni nie mam ochoty przechodzić na "ty" z całym jej personelem. Być moze w USA jest to normalne, ale w Polsce - sztuczne i niemiłe. Wystrój kawiarni - ładny, ale nic szczególnego. Kawa sama w sobie również nie powala.
Sieciówka kawowa, do której zaglądam, kiedy nie ma w pobliżu lepszej kawiarni. Obsługa jest tu zazwyczaj miła i sprawna, jednak kawa nie jest parzona na najwyzszym poziomie i lepiej nie zamawiać latte, jeśli nie chce sie dostać pełnego kubka mleka z niewyczuwalnym espresso. Sezonowych kaw nie zamawiam, bo są z reguły mocno słodkie. Niezłe kanapki i ciastka, choć trochę zbyt drogie - kilkanaście złotych to w tym przypadku za dużo.
Coraz mniej lubię perfumerie tej sieci i raczej nie będę ich odwiedzać, chyba ze już naprawdę nie będzie w pobliżu zadnej innej tego typu drogerii. Sephora niemiłosiernie tresuje swoich pracowników, co odbija się na kliencie - czuje się nachalnie nagabywany, wciaż pytany, w czym mu pomóc, podczas gdy ma ochotę na spokojne zakupy. Tłum konsultantek, co nie jest ich winą, lecz obowiązkiem, chodzi za klientami krok w krok, koniecznie chcąc demonstrować nowosci, opowiadać o ich działaniu itd. Klient, który robi drobne zakupy, jest traktowany gorzej - nie dostaje atrakcyjnych próbek, a jedynie saszetki z gorszej jakosci kremem itp. Ceny w sephorach są dosć wysokie, a promocje, choć częste, najczęściej polegają na sprzedaży wiązanej - kup jeden produkt, zniżkę dostaniesz na drugi. Wygląd sklepu (czarno-biały wystrój) również średnio zacheca do dłuższych wizyt, a męcząca muzyka w tle działa na mnie czasem jak płachta na byka.
Czy w tej Biedronce bedzie kiedyś dobrze, to sam nie wiem. Jak każdego dnia o koszykach ustawionych przy wejściu można zapomnieć. Dziś też nie było na stojakach ani jednej gazetki z ofertami - pusty stojak. Pierwsza alejka zaniedbana, z leżącymi porozrywanymi opakowaniami z napojów. Tłoczno i ciasno, szczególnie przy alejkach z dużymi koszami przed kasami. Kolejki do kas też duże, na cztery kasy czynne były tylko dwie, obsługa bardzo wolna. Biedronka chyba zapomniała o tym, by nas zaskakiwać jakością obsługi. A szkoda!
Kiedyś bardzo lubiłam to miejsce i często wpadałam na dobrą kawę i deser czy sałatę. Jednak z upływem lat urok Pędzącego Królika słabnie systematycznie. Wystrój nadal jak z "Alicji w krainie czarów", jednak jakby lekko przykurzony i przydałoby mu się odświezenie. Ciasta nadal niezłe, szczególnie cytrynowa tarta z bezą i jabłka w cieście, ale ceny poszły w górę, a jakość potraw pogorszyła się. Szczytem wszystkiego jest doliczanie sobie do każdego rachunku 10% serwisu - gdyby klient chciał zostawic napiwek, na pewno by to zrobił, jednak wymuszanie go na nim jest w złym guście.Obsługa jest niezbyt sympatyczna, często ignoruje klienta, zajęta własnymi sprawami - nie musi się starać, skoro napiwek i tak zostanie wyegzekwowany. W lokalu najczęsciej przebywają biznesmeni negocjujący kolejne kontrakty, atmosfera nie sprzyja wiec miłym posiadówkom przy kawie i ciastku.
Po raz pierwszy mam krytyczne uwagi do sklepu Piotr i Paweł. Bo choć sam sklep czysty i przyjemny, to dziś, niestety, zaliczył poważne wpadki. Tuż po wejściu do sklepu ogromna reklama i prmocja wyrobów typu "Śmiej Żelki". Ogromny kosz tych smakołyków obszedłem trzy razy dookoła. Nigdzie żadnej nazwy, opisu, ceny czy informacji. Gdy w końcu udało mi się zobaczyć kogoś z obsługi, pani była zdziwiona o co pytam, ale gdy stwierdziła, że faktycznie cen nie ma, powiedziała, że coś z tym zrobi. Druga wpadka to kolejka przy kasie. Czynna była tylko jedna kasa, a ogonek dość spory. To się tu nigdy nie zdarzało, a jednak. I po raz pierwszy tuż za kasami było mało torebek papierowych. Czyżby dobre czasy Piotra i Pawła już się kończyły? Dziś za zakupy tutaj wielki minus!
Miłe, małe bistro na szybki lunch, małą kolację czy śniadanie. Kuchnia rosyjska nie tylko z nazwy - wszystkie tradycyjne potrawy wschodnie, jak bliny, wareniki, soljanka, syrniczki na słodko faszerowane twarogiem. Wszystko tanie i dobre - za kilkanaście złotych na pewno można się najeść, a do popicia polecam gruzińską lemoniadę gruszkową. Obsługa miła i sprawna.
Wspaniała sprawa w mieście pozbawionym odkrytego basenu!! Położenie w samym sercu Parku Zdrojowego. Cena bardoz przystępna.Za plusy uważam: lokalizacja, przesympatyczna obsługa, dwa fantastyczne kryte baseny ze stacjami do masażu oraz jacuzzi, troskliwa opieka ratowników, piękny wystrój, funkcjonalne szatnie, extra sprawa! strefa saun.Z minusów: brak brodzika dla dzieci... czas mógłby być stopowany w momencie opuszczania kompleksu samych basenów- rodziny z dziećmi tracą dużo czasu w szatniach ( ale opłata za nadminuty nie jest wysoka)Generalnie z przyjamnością się tam wraca.
Niezła węgierska restauracja i winiarnia w centrum stolicy. Od kilku lat cieszy się dobrą opinią, i słusznie. Moze kuchnia nie jest tu szczególnie wykwintna, ale na pewno dobra, smaczna i naprawdę węgierska. Można tu znaleźć większość smaków, jakie zapamiętało się z podróży na Węgry. Bardzo smaczne zupy w kociołkach - rybna halaszle i gulaszowa, jadłam tez rosół z pulpecikami z wątróbki. Paprykarze, naleśniki, kurczak w kilku odsłonach, a do tego wszystkiego dobre wina w dużym wyborze. Ceny przyzwoite, za danie główne zapłacimy 20-40zł. Wystrój bardzo sprzyja posiadówkom z przyjaciółmi - nastrojowa piwniczka pełna wina i światła swiec.
Będąc z dziewczyną na zakupach, bo zakupy to jej, "świat"- wsiedliśmy do sklepu "Kazar". Uwagę tęgo sklepu skupiła wystawa torebki damskiej.i buty. Pomijając fakt, że moja dziewczyna przymierzyła jedno obuwie i spojrzała na cenę to od razu zrezygnowała. Ale stwierdziła że jest to sklep wielkiej mody i poleca kobietom, które nie mają nic do zrobienia z kasą.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.