Rozmowa na infolinii PZU w sprawie pakietu ubezpieczenia komunikacyjnego.Rozmowa z konsultantką przebiegła rzeczowo i na temat.Uzyskałam informacje konieczne do podjęcia decyzji. Pani wychodziła na przeciw moim oczekiwaniom oraz proponowała usługi dodatkowe. Zastrzeżenia budził kolokwialny język wypowiedzi (np. "wyposażony bogaciej","wykupywane", "ile samochód ma przejechane", "hm" oraz cisza w słuchawce lub mówienie do siebie podczas wypełniania danych w systemie. Należałoby także poprawić ogólny poziom szeroko rozumianej uprzejmości - konsultantka nie dziękowała za oczekiwanie na linii po dłuższej ciszy, nie dziękowała za podawane dane, pożegnała się słowami "bardzo proszę" podczas gdy powinna podziękować za rozmowę.Oferta została przesłana natychmiast na mój adres e-mail,jednak ku mojemu rozczarowaniu nie zawierała wyliczonej kalkulacji. Obejrzenie kalkulacji wymagało zalogowania na stronie internetowej lub ponownej rozmowy z konsultantem, co jest dodatkowym utrudnieniem dla klienta.
Wizyta trwała około 20 minut. W sklepie było 3 sprzedawców, 1 przy kasie a dwóch pakowało telewizor dla Klienta. W trakcie mojej wizyty w salonie było jeszcze 10 innych klientów. Przez pierwsze 5 minut nikt do mnie nie podszedł więc sama podeszłam do sprzedawcy i zapytałam o Firmę, z której był jeden radioodtwarzacz gdyż nie kojarzyłam tej marki a byłam zainteresowana kupnem jakiegoś małego, podręcznego modelu. Sprzedawca był w wieku 25-32 lata, był elegancko ubrany, krótkie blond włosy. Widać było,że gdzieś mu się spieszy bo odpowiadał szybko i sam nie inicjował rozmowy ani nie pytał o moje potrzeby. Na pytanie o markę konkretnego modelu powiedział,że ona raczej kupił by inny ale w sumie nie wyjaśnił dlaczego ani nie wskazał na jakieś konkretne różnice między produktami. Nie umiał także udzielić odpowiedzi na pytanie o moc głośników, skomentował tylko,że "raczej imprezy tym nie rozkręcę". Jeśli chodzi o moje wrażenia to ewidentnie sprzedawcy nie zależało na tym aby sprzedać ten radioodtwarzacz, rozmowę prowadził bez zaangażowania i pewnie myślał już o tych wszystkich pozostałych klientach, którzy na niego czekają bo ruch był naprawdę duży.
Jeżeli chodzi o wystrój i czystość w sklepie to wszystko było w porządku. Ceny na produktach były widoczne i przy każdym produkcie była krótka informacja o danym modelu.
Szanowna Pani Barbaro.
Dziękujemy za wyrażenie swojej opinii.
Zapraszamy do skorzystania z naszej oferty!
Ostatnio zauważyłam, że...
Ostatnio zauważyłam, że kończy mi się OC. W związku z tym, w celu przejrzenia ofert, zadzwoniłam na infolinię PZU. Z drugiej strony słuchawki powitano mnie i zapytano w czym można pomóc. Powiedziałam, że potrzebuję ubezpieczenie samochodu OC bez NW, pytając jednocześnie o orientacyjną stawkę w całości i w ratach. Kobiecy głos z słuchawki spytał mnie o niektóre wymagane parametry wozu, trwało to dłuższą chwilę, ponieważ Pani musiała porównać wszystkie wytyczne w celu podania mi właściwej ceny. Instruowała mnie w momencie, gdy nie wiedziałam skąd wziąć wymagane przez nią dane, wykazała się cierpliwością i uwagą. Przedstawiła należne mi zniżki, a także wersje ubezpieczeń z NW, porównując jaka jest różnica cenowa kilku ofert, naciskając przy tym na korzyści jakie wypływają z wybrania przeze mnie droższej oferty. Powiedziałam, że przemyślę to jeszcze, a także zapytałam gdzie mogę zaczerpnąć dogłębniejszej informacji w moim mieście, ponieważ kontakt telefoniczny nie jest dla mnie wystarczający. W odpowiedzi usłyszałam kilka legnickich adresów, kobieta także poleciła zajrzeć na stronę internetowa PZU S.A., gdzie podając właściwe parametry wozu można samodzielnie obliczyć składkę OC, a także zapłacić ją przez internet.
Po zakończonej rozmowie rzeczywiście zajrzałam na stronę. Jest tam kilka stron do wypełnienia. Pozornie może wydawać się to żmudnym zajęciem, jednak program w miarę sprawnie oblicza składkę. Podając ją jednorazowo i w dwóch i w czterech ratach, w zależności od marki pojazdu. Pojawia się całe zestawienie cenowe: za co, ile, jaki produkt?
Myślę, że to jest całkiem przyjemne rozwiązanie dla tych, którzy swoje interesy lubią i zawierają wyłącznie z domu za pośrednictwem internetu. I choć PZU nie ma zaskakująco konkurencyjnych cen, myślę, że należy ją uznać za firmę posiadającą dość duże zaplecze w sprawach związanych z umilaniem klientom życia poprzez jasną i sprawną obsługę.
Kolejnej mojej wizycie w Don Giovanni w Legnicy nie mogę przyznać nawet oceny dopuszczającej. Otóż mówię, dlaczego:
W ostatni piątkowy wieczór z parą znajomych zrobiliśmy sobie małą rundkę po legnickich knajpkach. Jednym z miejsc, do których zawitaliśmy, była stosunkowo niedawno otwarta restauracja-lodziarnia Don Giovanni, podejrzewam, że z najlepszą, jak na tą chwilę, lokalizacją w centrum.
Weszliśmy do środka około godziny 22:00. Jak to w weekend ludzi było sporo, znalazło się jednak bez problemu kilka wolnych stolików. We trójkę zajęliśmy jeden z nich. Upłynęło około 5 minut, a nikt z menu do nas nie podchodził. Kolega stwierdził, że sam podejdzie do baru, żeby zamówić nam piwo, jednak gdy już tam poszedł, poinformowano go, że ktoś zaraz podejdzie. Rzeczywiście, tak się stało.
Podeszła do nas młoda kelnerka w celu zostawienia nam menu. Podziękowałam za karty, mówiąc, że zamówimy tylko piwo. Kolega zapytał, jakie piwo mają w ofercie. Obsługująca nas kobieta odpowiedział, że mają lanego Żywca. Kolega dodał, czy maja piwo butelkowe. Po odpowiedzi kelnerki zwiędły nam uszy.
- Jak mówię, że mamy tylko lanego Żywca, to jest to lany Żywiec. - odpowiedziała po chamsku kobieta.
Zauważyłam, że znajomemu podniosło się ciśnienie. Nastąpiła "podwórkowa" wymiana zdań (kolega-kelnerka), w konsekwencji czego, pani stwierdziła, że należy ją poprosić o to by podała nam trunki, wypowiadając słowo "proszę". Podziękowaliśmy jej.
Wychodząc, spostrzegłam, że udała się ona do baru, gdzie stało jeszcze kilku innych młodych kelnerów. Wszyscy patrzyli się na nas. Wyglądało to tak, jakby kelnerka, która nas "obsługiwała" właśnie tłumaczyła innym, w jaki sposób "pogoniła" niekulturalnych klientów.
Jakość obsługi w tym lokalu można określić jednym słowem : chamska. Inaczej nie można tego zdefiniować. Z obserwacji innych znajomych wiem, że sytuacja taka nie zdarzyła się po raz pierwszy. Legnica jest stosunkowo małym, bo 110 tysięcznym miastem. Niektóre osoby zna się przynajmniej "z widzenia". Myślę zatem, że "świetność" tej restauracji szybko minie, mimo tego, że właściciele chcą lansować ją na najporządniejszy lokal w naszym mieście.
Często zdarza mi się tankować auto na stacjach Orlen. Przyczyna: szybko, miło i sprawnie. Tego dnia spieszyłam się do pracy. Przypomniał mi się fakt, że bak mojego samochodu chyba już świeci pustakami, dlatego też zatrzymałam się tam, gdzie zawsze.
Podjeżdżając pod LPG na Gwiezdnej prawie nigdy nie używam dzwonka przywołującego obsługę. Tym razem było tak samo. Pan, który tankuje palio już z wnętrza sklepu sam zauważył mnie i począł zmierzać w moim kierunku. Przywitał się, zalał ile chciałam. Poprosiłam o dodatkowe zatankowanie benzyny bezołowiowej - Eurosuper 95, licząc się z faktem, że w przeciwieństwie do gazu robi się to samemu. Pracownik uśmiechnął się a po słowach "pomogę Pani bo jeszcze się pani ubrudzi" poprosił o podjechanie na właściwe miejsce. Podziękowałam i udałam się do wnętrza budynku w celu zapłaty.
Na miejscu inny pracownik przywitał mnie. Poprosiłam o fakturę, hot-doga a także zapytała, czy na stacji mogę uregulować należność za mój rachunek za prąd. Pracownik dokonał transakcji, pytając czy mam kartę na punkty, przeprosił za niemoc w zapłaceniu rachunków z powodu problemów z systemem, a następnie przyrządził mi przekąskę, proponując jednocześnie produkt dodatkowy w postaci napoju. Podziękował i zaprosił do ponownego skorzystania z usług stacji.
Wniosek nasuwa się jeden. Obsługa an stacjach Orlen jest jak najbardziej w porządku. Szybko, sprawnie i przyjemnie.
Obsługa z działu sanitariatów dość fachowo pomagała wybrać odpowiedni produkt. Jedynym minusem, zwłaszcza w weekendy jest zbyt mała ilość obsługi, co skutkuje długim oczekiwaniem na pomoc.
Pani przy kasie również była miła, w przypadku gdy na produkcie zauważyła zerwany kod kreskowy zadzwoniła do działu i obsługa telefonicznie podała jej poprawny kod.
Bilety na seans w piątkowy wieczór zarezerwowałam przez internet. Odebrałam je następnego dnia - dzięki temu w kinie mogliśmy zjawić się kwadrans przed filmem, nie przejmując się drobiazgami w rodzaju kolejek przy kasie. Zajęliśmy miejsca, przygasły światła, zaczęto wyświetlać mniej lub bardziej głupawe reklamy. Sala kinowa była wypełniona może w jednej trzeciej... Kiedy reklamy dobiegły końca, przyszedł czas na zapowiedzi nowych premier filmowych. Właśnie wtedy, nie wiedzieć czemu, na salę kinową zaczęły dosłownie "wlewać się" tłumy ludzi, parami albo większymi - nawet kilkunastoosobowymi - grupami. Błąkali się między miejscami, w ciemnościach, oświetlając sobie drogę komórkami, w poszukiwaniu swoich miejsc. Niektórzy zatrzymywali się na środku, zasłaniając innym ekran i medytowali nie wiadomo nad czym. W międzyczasie zaczął się film... Spóźnialscy - nie bacząc na to - nadal skoncentrowani byli na swoich poszukiwaniach. Gdzieś na drugim końcu sali ktoś awanturował się, że to jego miejsce, taki numer ma na bilecie, więc ktoś inny ma natychmiast zwolnić jego fotel, bo on koniecznie musi usiąść na swoim. Film trwa, ale jak tu go oglądać, skoro wokół panuje jeden wielki chaos? Obsługa Kinoteki albo nie interweniowała, albo nie było tego widać. W końcu tym, którzy nie mogli znaleźć sobie miejsca, doniesiono rozkładane krzesła, by mogli usadowić się przy głównym przejściu między rzędami. Chodzę do kina dość często, ale czegoś takiego nie widziałam nigdy. Wydaje mi się, że w kinach obowiązuje (a na pewno powinna obowiązywać) zasada, że po zgaszeniu świateł rezerwacje miejsc nie obowiązują. Może egzekwowanie tej zasady ograniczyłoby nieco zamęt, jaki przyszło mi oglądać. Mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy.
Umówiłam się ze znajomymi po pracy w Belgian Chocolate Club na Chmielnej. To jeden z ostatnio otwartych (a może najnowszy?) lokal tej sieci. Większość stolików była zajęta, na szczęście dla naszej niewielkiej grupy znalazł się wolny stolik odpowiednich rozmiarów. Lokal już od wejścia sprawia wrażenie ciepłego i przytulnego. Od progu klientów kusi sporych rozmiarów pralinkowa ekspozycja, z której trudno cokolwiek wybrać przez nadmiar możliwości. Karty z menu dostaliśmy szybko. Chocolate Belgian Club to nie tylko pralinki i pitna czekolada. Można napić się tu kawy (różne rodzaje, od latte po espresso, jak również mrożone), herbaty (także spory wybór) i oczywiście czekolady - na ciepło, na zimno, w wersji deserowej, mlecznej, białej. Można także zjeść lody z genialnym gęstym sosem czekoladowym i kupić czekoladowe prezenty w rozmaitych wariantach. Zamówiłam deserową czekoladę na zimno z kawałkami marcepanu (14 zł), a do tego 3 trufle i 2 pralinki. Później dodatkowo - herbatę. Zamówienie zostało zrealizowane w ciągu kilkunastu minut. Do czekolady dodawany jest dodatkowo imbirowy herbatnik, natomiast do kawy każdego typu - gratisowa pralinka. Deserowa czekolada była pierwszorzędna (tym, którzy w czekoladzie cenią przede wszystkim słodycz, polecam czekolady mleczne - z relacji znajomych wynika, że mleczna jest wyraźnie słodsza od gorzkiej). Marcepanu w pucharku było naprawdę sporo. Pralinki - znakomite (z chilli i zieloną herbatą), trufli nie trzeba polecać :). Lokal czynny jest od 10 do 23, co od razu wyróżnia go na plus na gastronomicznej mapie Warszawy, gdzie o 22 większość tego rodzaju przybytków zamyka swe podwoje. Miejsce warte odwiedzenia.
Obserwacja dotyczy sposobu rozpatrzenia wystąpienia o likwidację szkód odniesionych w wyniku wypadku samochodowego. Przed rozpatrzeniem zgłoszenia należało wypełnić dużą liczbę przesłanych przez PZU formularzy, nie do końca zrozumiałych we wszystkich punktach przez osobę ubezpieczoną. Ubezpieczony zobowiązany był równiez do sporządzenia kilku egzemplarzy dodatkowych oświadczeń i pism, co łącznie zajęło kilka godzin czasu. Bardzo złożona i zbiurokratyzowana metoda rozpatrzania wniosków o uzyskanie odszkodowania. Obsługa telefoniczna w przypadku dodatkowych pytań i niejasności bardzo uprzejma i pomocna. Niestety do ubezpieczonego nie dotarło również pisemne zawiadomienie o decyzji PZU w sprawie przyznania odszkodowania.
Brak zastrzeżeń co do wiedzy i kompetencji personelu obsługującego. Udzielano wyczerpujących informacji. Pracownik PZU był cierpliwy, wyrozumiały i miły. Duże zastrzeżenia można mieć do organizacji i czasu pracy. Około godziny 17 do dyspozycji interesntów było tylko jedno stanowiskao (plus kasa), co skutkowało długim oczekiwaniem na swoją kolej. Pewne zastrzeżenia można mieć też do klimatyzacji, która zowstała zaprogramowana zbyt mocno. Wiatr hulał po głowie.
Po wybraniu artykułu na stronie internetowej tegoż sklepu, wybrałam akurat moniotor do komputera po atrakcyjnej cenie! Drogą elektroniczną kontrolowałam moją rezerwację , która po 2 dniach przeszła w opcje do odebrania osobistego w salonie na Wryńskiego. Postanowiłam zadzwonić wcześniej,Pani uprzejmnie poinformowała mnie, że monitor mogę juz odebrać. Po kilkunastu minutach zjawiłą się w salonie. Bardzo szybko zostałam obsłużona ok. 10 min. Poinformowano mnie o gwarancji, serwisie ,odpowiedzianao na zadawane pytania. Jestem bardzo zadowolona z zakupu, obsługi.
Szanowna Pani Urszulo.
Dziękujemy za powierzone nam zaufanie, polecamy się na przyszłość!
Po urlopie,przeglądając dokumenty...
Po urlopie,przeglądając dokumenty finansowe stwierdziłem,że termin opłaty składki ubezpieczeniowej PZU ŻYCIE S.A. mojej i żony za m-ce 08-10.2009 roku minął dnia 31.08.2009.Biorąc powyższe pod uwagę udałem się do znajdującego się przy.ul.1-go Maja Oddziału PZU w Suwałkach. Pierwszą rzeczą na którą zwróciłem uwagę były znaczne ubytki gresu na schodach wejściowych,mogące przyczynić się do powstania wypadku np.skręcenia stawu skokowego itp.,za które ewentualne odszkodowania wypłaca m.in.PZU Zycie.Wygląd sali obsługi klienta nie budzi zastrzeżeń,wszystko na tzw.wysoki połysk.Kilkuosobowa kolejka do kasy w parę minut została zlikwidowana.Kasjer ubrany schludnie,miły w obyciu ,z odpowiednim podejściem do klienta.Stoisko obk kasy obsługiwane przez Panią w wieku ok.40 lat zajmuje się obsługą klientów posiadających już lub chcących posiadać polisę na życie w tym Towarzystwie.Usłyszałem jak pracownica PZU usiłuje namówić klientkę na zmianę warunków ubezpieczenia z jednoczesnym podwyższenie składki o parę zł miesięcznie.Czyniła to w sposób tak subtelny i przekonywujący,że klientka przystała na jej propozycję.W okienku z wypłatą świadczeń obsługiwane były dwie osoby/prawdopodobnie małżeństwo/ w sposób bardzo uprzejmy,pracownik tłumaczył klientom coś stonowanym,przyciszonym głosem mając na uwadze zapewne fakt,że petenci ubrani byli na czarno,co może świadczyć o ich żałobie a ich pobyt w PZU był z tym związany.Ogółem mogę stwierdzić,że ta placówka ,poziom obsługi ,profesjonalizm zasługuje /pomimo ubtków w schodach wejściowych/ na pozytywną ocenę.
Obsługa w sklepie Fotojoker w Auchan na Bielanach we Wrocławiu jest bardzo fachowa i rzetelna. Chciałam wywowłać zdjęcia. Sprzedawca pomógł mi w obsłudze urządzenia do wyboru zdjęć, cierpliwie tłumacząc jego funkcje. Ponadto zasugerował mi najlepszy rozmiar zdjęć, a także wybór odpowiedniego papieru. Zapytany ponadto o aparaty fotograficzne, wykazał się dość dużą znajmością sprzedawanych przez siebie produktów. Podczas obsługi zachowywał wszelkie zworty grzecznościowe. Jednakże jako klient jestem zawiedziona ceną odbitek, które w porównaniu do inncy sklepów są dosyć drogie. Ponadto nie do końca jestem zadowolona z jakości wywołanych zdjęć, gdyż wyglądają nieco "sztucznie", brak w nich naturalności.
Wybrałam się z całą rodziną na niedzielny obiadek. Tym razem cel padł na restaurację Apollo w Zbrosławicach. Jest to lokal oferujący dania kuchni greckiej. Poniżej moje spostrzeżenia:
- Personel bardzo miły, potrafił bardzo dobrze odpowiedzieć na pytania. Jednak firma mogłaby się postarać o bardziej profesjonalny ubiór Pań kelnerek - ten obecny bez jakichkolwiek zasad, mam wrażenie że kelnerki ubierają się wg własnych gustów.
- Oferta dań bardzo ciekawa, są dania na duży i mały głod. Ceny bardzo przyzwoite jak na dużą porcję.
- Czeka się długo na zamówione danie ale widocznie świadczy to o tym, że dania są przygotowywane na bieżąco.
- Nie podoba mi się wystrój lokalu. Wygląd lokalu i kelnerek powinien być dostosowany do atmosfery miejsca i typu kuchnii.
Ale zdecydowanie polecam ten lokal, można naprawdę i smacznie się najeść.
Bardzo często odwiedzam ten sklep, lubie bardzo robic tam zakupy.Zawsze gdy jestem przejazdem coś zakupie.
Wystrój sklepu bardzo ciekawy przejrzysty dobrze umieszczone buty aczkolwiek troche zbyt dużo butów miesci się na pólkach wyprzedażowych mam wrażenie że zaraz pospadają z dużej ilośc. Zapach sklepu bardzo przyjemny i świezy.
Jednak jakoś obsługi i kultura ekspedientek bardzo mnie zraziła. Będąc w sklepie zada ekspedientka nie powitała mnie wręcz zignorowały moją obecnośc w sklepie. Gadając na boku sklepu. W dodatku jedząc.Miałam wrażenie, że weszłam do sklepu w nie odpowiedniej porze przeszkadzając Pania w konwersacji na temat swojego wyglądu.
Witam! Po wizycie u okulisty zmuszony zostałem nabyć okulary kompletne nowe. W tym celu udałem się do wymienionego w tytule salonu optycznego. Zostałem obsłużony w bardzo uprzejmy sposób. Wybór oprawek tanich i solidnych, co dla mnie jako studenta jest bardzo ważne, był dość spory. Realizacja zamówienia trwała jeden dzień. Dużym plusem jest również możliwość darmowej regulacji i drobnych napraw oprawek nawet dla osób nie będących klientami salonu. Ogólnie bardzo polecam.
Moja wizyta w urzędzie skarbowym podyktowana była koniecznością zdobycia dokumentu stwierdzającego, iż darowizna wolna jest od podatku. Owy dokument był mi niezbędny do notariusza. Potrzebowałem go na ten sam dzień. Urzędniczka była osobą bardzo miłą i wyrozumiałą. Dokument na który powinienem czekać jeden dzień wystawiła w pół godziny, co oceniam bardzo pozytywnie. Jednak niezbędny znaczek skarbowy musiałem nabyć w Urzędzie miasta w Jaworze odległym od skarbówki o ok 2 km co według mnie jest rzeczą niedopuszczalną. Naprawdę musi być tak, że nie ma możliwości nabycia znaczka na miejscu? Sądzę że nie.
Dziś wybrałam się do Biedronki. Na parkingu przed sklepem jest dużo miejsca, więc bez problemu zaparkowałam auto.
Wchodzę do sklepu - oczywiście tłum ludzi, bo to sobota - ale ku mojemu zadowoleniu wszystkie 4 kasy były czynne.
Koszyk musiałam wybierać, bo niektóre były uszkodzone.
Sklep przestronny. Towary ładnie poukładane. Warzywa i owoce wyglądały na świeże. Cen nie trzeba było szukać - wszystkie pod albo nad produktami. Woreczki foliowe były wyłożone przy warzywach i owocach oraz przy pieczywie. Termin przydatności do spożycia na tych produktach, które oglądałam był ważny.
Na chemii rozlany płyn do prania, którego nikt nie sprzątnął i który tak sobie wsiąkał w pudełko.
Poza tym wszędzie czysto.
Personel ubrany w firmowe fartuchy. Panie były miłe i chętnie udzielały informacji pytającym klientom. Kiedy nadeszła moja kolej Pani powiedziała do mnie: "dzień dobry, poproszę ... zł, i do widzenia" oraz podała mi paragon.
Biedronka zrobiła na mnie dobre wrażenie: niskie ceny i dobra jakość produktów.
Kupowałam 2 bilety (normalny i ulgowy) na trasie Gdynia-Chałupy oraz bilety powrotne. Kobieta w okienku zaproponowała mi skorzystanie z promocji, polegającej na tym, iż przy zakupie biletów w jedną stronę bilet normalny będzie kosztował mnie o dwadzieściakilka procent mniej, a wracając mogę z tą samą zniżką kupić bilety w Chałupach. Widząc moje wątpliwości (punktu sprzedaży biletów w Chałupach nie ma od lat) powiedziała, że kupując bilet w pociągu też powinnam upomnieć się o tę zniżkę, bo konduktor-sprzedawca siedzący w pierwszym wagonie raczej mi jej nie zaproponuje, a w ten sposób pojadę w obie strony prawie jak na zniżce studenckiej. Z propozycji skorzystałam, kupiłam bilety w jedną stronę, podobnie jak z rady, aby przypomnieć konduktorowi o promocyjnej cenie. Pochwała do kobiety za: umiejętne sprzedanie informacji o promocji, przekonanie mnie do kupna biletów w jedną stronę (zakup w obie jest wygodniejszy) oraz za chęci poinformowania ludzi o możliwości skorzystanie z promocji. Często jeżdżę na trasie Białystok-Warszawa Centralna, i jeśli sama nie upomniałam się o zniżkę (bilet weekendowy, wakacyjny itp) to panie z kasy NIGDY nie zaproponowały mi kupna tańszego biletu, od razu taksowały normalną cenę.
Kupowałam groszek ptysiowy na stanowisku piekarniczym w Delikatesach PSS Społem w Białymstoku. Ponieważ nie wiedziałam dokładnie, ile może warzyć torebka, powiedziałam do ekspedientki, że potrzebuję ok 20 dkg, bo myślę, że tyle wystarczy na zupę dla 6 osób. Kobieta uśmiechnęła się do mnie i zapytała, że skoro chcę 20 dkg i często używam groszku do zup, to może zechcę nabyć kartonik, w którym jest 30 dkg. Zawahałam się przez chwilę, a ona (pomimo paroosobowej kolejki za mną) zaproponowała, że przyniesie z zaplecza i pokaże mi karton, żebym mogła zadecydować. Kiedy zobaczyłam, ile to jest 30dkg groszku ptysiowego, to zmieniłam zdanie - stwierdziłam, iż wystarczy, ale ... 10 dkg (kto by przypuszczał, że te groszki są takie lekkie!). Pani odważyła mi 1/3 opakowania i przy okazji zagaiła rozmowę o tym, że to przecież ręczna robota (kto by przypuszczał..) i że trzeba mieć anielską cierpliwość do smażenia takiego czegoś. Na koniec uśmiechnęła się ponownie i jak zwykle zaprosiła do kolejnych zakupów w sieci PSS. Reasumując przyznaję punkty dla kobiety za: niewymuszoną i naturalną uprzejmość i żyłkę handlową (zamiast 20 dkg proponowała sprzedaż nieco większej ilości, co zaoszczędziło by jej pracy przy odważaniu żądanej ilości i zwiększyło obroty stanowiska)
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.