Do Carrefoura udałam się w celu zakupienia czajnika elektrycznego. Dlatego moja ocena dotyczy jedynie działu AGD/RTV.
Niestety nie mogę powiedzieć, że jestem jakoś specjalnie zachwycona. Na dziale panował względny bałagan i miałam problem ze znalezieniem szukanego przeze mnie produktu, zauważyłam także braki w asortymencie, mimo cen ciągle widocznych na półkach. Po wybraniu najtańszego produktu (tutaj plus dla sklepu) zaczęłam szukać osoby odpowiedzialnej za dany działy w celu otrzymania informacji o okresie gwarancji i możliwości wymiany. Pracowniak znalazłam między regałami. Zajmował się ścieraniem kurzu z dolnych półęk i w trakcie naszej krótkiej siedział na ziemi. Faktycznie, podał mi wszelkie potrzebne informacje, jednak jego odpowiedzi były dość zdawkowe średnio uprzejme.
Obsługa przy kasie była bardzo zadowalająca i odbyłam nawet miła pogawędkę z Panią kasjerką.
Pozostał jednak niesmak i dlatego właśnie moja ocena jakości obsługi jest tak niska.
W poszukiwaniu sprzętu turystycznego udałam się do sklepu Decathlon, w podpoznańskim Swadzimiu. Już od chwili przekroczenia progu sklepu zaimponował mi zróżnicowany asortyment, często w bardzo atrakcyjnych cenach. Na sali natknęłam się na rozkładających towar pracowników, jednak musiałam długo szukać, aby znaleźć osobę mogącą udzielić mi informacji na temat wybieranego przeze mnie śpiwora. Ostatecznie jednak otrzymałam wystarczającą pomoc, co zatarło moję początkowe zniecierpliwienie. Ostatecznie wybrałam jeszcze kilka rzeczy, na które obowiązywała wtedy promocja.
Spore kolejki przy kasie szybko posuwały się do przodu, dlatego już po kilku minutach zostałam obsłużona przez uprzejmą kasjerkę. Okazała się ona dobrze poinformowana i grzecznie odpowiedziała mi na moje pytanie o okres gwarancji oraz gdzie powinnam się zgłosić, aby otrzymać rachunek imienny.
Jestem bardzo zadowolona z obsługi, stawiam więć +4 (ze względu na opisane drobne uchybienie).
Jestem bardzo zadowolona z dzisiejszych zakupów w jednym z marketów Tesco. Jest to dość mały lokal, jednak znalazlam tam wszystko czego potrzebowałam. Zaskoczyły mnie promocyjne ceny niektórych z produktów, zwłaszcza na dziale warzywnym. Mimo dużej liczby kupujących, sklep był dość schludny i bardzo łatwo można było się zorientować w rozmieszczeniu produktów. Miła, młoda pani kasjerka bardzo szybko zajęła się mną przy kasie.
Na pewno będę częściej zaglądać do tego sklepu.
Dość rzadko pojawiam się w markecie przy ul. Św. Marcin. Wiem, że ze względu na dobrą lokalizację sklepu, zawsze jest tam dość tłoczno. Szczęśliwie dla mnie, obsługa dość sprawnie zajęła się klientami, a długie kolejki kupujących posuwały się bardzo szybko do przodu (sama zostałam obsłużona po nie więcej jak 5 minutach). Niestety w sklepie panował mały chaos i nie można było znaleźć części produktów. Winię jednak za to gównie tłumy kupujących, choć uważam, ze mimo wszystko obsługa powinna sprawdzać lokal częściej. Z przyjemnością więc zauważyłam panią sprzątającą podłogę. Największym minusem był brak koszyków przy wejściu na salę.
Przyznaję ocenę 4, gdyż mimo drobnych uchybień, bardzo szybko i bezstresowo udało mi się zrobić zakupy.
Jestwm klientem tego sklepu dość często ,bardzo mi się podoba obsługa tego sklepu jak i zarówno jego asortyment.Stoisko mięsne ładnie ułożone ekspedientki zawsze miłe i uprzejme , często też widać współprace jednej z kierowniczek m.in.p Lucyny .Przychodżcie na zakupy do tego sklepu. Polecam!!!!!!!!!
Niestety obsługa zupełnie nie zwróciła na mnie uwagi. Panie rozmawiały między sobą. Żadnego zainteresowania klientem mimo, że spędziłam w sklepie trochę czasu. Nie usłyszałam ani dzien dobry ani dowidzenia-nie mówiąc już o braku pomocy przy wyborze obuwia. Wygląd obsługi na dobrym poziomie. Asortyment bogaty i w przystępnych cenach.
Bardzo szybka i sprawna obsługa, zamówienie zrealizowane po ok. 2 minutach. Uśmiechnięte i sympatyczne baristki. Stoliki i krzesła (fotele, pufy) ustawione chaotycznie, do niektórych stolików nie da się dostać, ponieważ blokują je fotele. Obsługa bardzo szybko sprzata ze stolików filiżanki itd, tak więc nie zalegają one na stolikach.
Plusy: 1) Pracują tam 3 pracownicy "starszej daty" - fachowi, przemili, super pomocni (nieproszeni zawsze myją mi szybę jak mam brudne auto-przesympatyczne)
Minusy:
1) jedzenie - ostatnio jadłam ich nowy twór bodajże "pity" - na prawdę nie polecam-bez smaku, w środku miał być ser i szynka a była maź
2)młoda ekipa chłopaków z obsługi - ma się wrażenie że bardziej się interesują sobą niż klientem (podśmiewają się i nie wiadomo czy z klienta czy z jakiś swoich rzeczy) - rozumiem że krew nie woda w tak młodym wieku.
3)od 3 miesięcy (w tym czasie na tej stacji byłam minimum 6 razy) nie mogę się doprosić karty na punkty(wtedy przy kasie byli młodzi) - udało się to dopiero 4kwietnia gdy kasował mnie Pan "starszej daty"(jak zapytałam o kartę to z drugiego stanowiska odezwał się młody, że nie ma. na to ten "starszej daty" że on na pewno znajdzie i znalazł)
Ogólnie - jestem stałym klientem więc ogólnie mi się podoba, jednak jedzenie mają kiepskie, kawy kiepskie, obsługa (mimo małych uchybień ze strony "młodzieży) bardzo dobra("starsi" nadrabiają potrójnie), jakość paliwa wysoka
Strona www Cheetos została opanowana przez zielonego ogra i jego kompanię.
Nie bez kozery gdyż Frito –Lay producent kukurydzianych chrupek prowadzi właśnie promocję której nie jakim bohaterem jest Shrek i inne postacie z tej kilku częściowej bajki.
Do paczek dorzucane są tzw. blixsy
Dobra metoda na młodego konsumenta. Wykorzystująca jego pociąg do kolekcjonowania jak i nie jaki obowiązek wśród szkolnej braci do posiadania tego co właśnie ogół ma i pożąda.
Ogólna ocena: REWELACJA
Plusy: 1) to co kocham- obsługa, obsługa, obsługa- pomocni, stwarzają wręcz rodzinną atmosferę, POMOCNI, ale nie nachalni- Świetnie dobrana ekipa (łącznie z tym że rok temu podczas zimy jak mi się samochód zakopał to pół personelu mi pomagało) - ta załoga jest chyba największą wartością tej firmy. MAJĄ CIERPLIWOŚĆ DO TRUDNYCH KLIENTÓW (upierdliwych, niezdecydowanych, zadających tysiące pytań) i przy tym nigdy nie dało się odczuć że się denerwują
2) bardzo duży wybór w asortymencie i aptecznym i drogeryjnym, dużo nowinek i niespotykanych rzeczy (carmex - tak jakby byli krok przed trendami)
3)przyciągające promocje - perfumy, drogeria, apteka
4) ciekawy program lojalnościowy
Minusy:
1) często brakuje testerów perfum
Dwa dni temu korzystając z promocji środy z Orange postanowiliśmy wraz żoną wybrać się do kina Cinema City. W reguły staram się rezerwować bilety ale w tym wypadku jak, że zdecydowaliśmy się na wyjście dopiero w poniedziałem rezerwacji już nie można było zrobić. Mimo tego udaliśmy się licząc na wolne miejsce kogoś kto nie przyjdzie. Dzięki temu byliśmy na miejscu nieco w cześniej i zaskoczony zauważyłem, że w ogóle niema kolejek do kas. W kasie pani sprzedająca bilety poinformowała, ze rezerwacje tracą ważnośc pół godziny przed seansem i żeby spróbować przyjść nie wcześniej niż własnie wtedy. Odczekawszy ten czas udałem się ponownie i udało mi się dostac dwa bilety w super miejscu na sali. Odchodząc od kas zauważyłem tez, ze zrobiła się ogromna kolejka co utwierdziło mnie w przekonaniu, że większosć osób przychodzi na ostatnią chwilę często szkodząc sobie staniem w kolejce i utratą rezerwacji oraz innym osobom gdy przeciskają się przez rzędy foteli często w chwili gdy już prezentowany jest film.
Kilka dni temu wybrałem się do sklepu Lidl, z którego korzystam okazyjnie. Okazja taka pojawiła się w związku z planowaną sprzedażą żelowych wkładek do butów w promocyjnej cenie. Wewnątrz jak na wczesna porę panował a była godzina 7.30 rano panował dosć duży ruch ale mile zaskoczył mnie fakt, ze otwarte były trzy kasy. Dzieki temu nie było kolejek. Miałem trochę trudności z odnalezieniem poszukiwanego towaru ale poproszony o pomoc pracownik wskazał mi gdzie znajdę poszukiwany towar. W kasie również byłem mile zaskoczony uśmiechem kasjerki. Wreszcie produkt, który zakupiłem okazał się towarem wysokiej jakości. Potrzebowałem wkładek do butów sportowych aby zamortyzowac wstrząsy. Po każdej grze w piłke odczuwałem ból w stopach. Dziś już nie ma takiego problem. Myślę, że warto będzie zajrzeć częściej do Lidla.
Tydzień temu będąc na zakupach w galerii handlowej Tesco zdarzyło mi się zajrzeć do sklepu Bata. Z firmą tą mam raczej miłe wspomnienia mając w pamięci zawsze wysoką jakość obuwia oczywiście za odpowiednią nie zawsze niską cenę. Przechodząc przez kolejne stoiska zauważyłem ciekawie brzmiącą nazwę działu „ wesołe rozmiary”. Zainteresowany podszedłem. Okazało się, ze na półce znajdują się same nietypowe rozmiary. Jako, że sam noszę rozmiar 46 ucieszyłem się bardzo. Wszystkie buty z tego działu były znacznie przecenione. Wybrałem dwie pary butów po 99 zł każda przecenione z 279 oraz 299 zł. W sumie za dwie pary zapłaciłem mniej niż za jedną przed obniżką. Zobaczymy jak będą się nosić. Jeśli będą wygodne i jakość ich będzie podobna do innych produktów tej marki to już wiem, że następnym raze przechodząc rozglądnę się za wesołymi rozmiarami. Na dodatkowa uwagę zasługuje bardzo uprzejma obsługa. Pani sprzedawczyni poleciła mi bardzo wygodne skarpety i zostałem bardzo mile obsłużony. Duży plus za kontakt wzrokowy i uśmiech ekspedientki.
Otoczenie US jest czyste, także w środku panuje porządek. Niestety półka z PIT-ami, które można sobie swobodnie zabrać nie była kompletna- brakowało formularza PIT 38. Zapytałam osobę obsługującą w okienku o to czy mogę taki formularz złożyć na PIT 38 z poprzedniego roku. Uzyskałam odpowiedź negatywną i otrzymałam od Pana PIT 38 do wypełnienia. Po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że PIT 38, który dostałam od Pana z Informacji podatkowej, jest z poprzedniego roku (2009). PIT wypełniałam przy stoliku, który nie był stabilny. Po uzupełnieniu danych udałam się do Okienka Informacji Podatkowej- nie czekałam w kolejce, Pani obsłużyła mnie od razu i udzieliła wyczerpujących odpowiedzi na moje pytania co do niektórych danych w zeznaniu podatkowym.
Klubów fintess jest w tej chwili w Krakowie tyle, że wybór jest właściwie nieograniczony. Wszelkie typy aerobiku, zajęć tanecznych, indoor cycling czy siłowni połączone są często z masażem i sauną. Im lepiej wyposażony klub i im bliżej centrum - tym droższym. "Magia rytmu" natomiast to zupełnie inna bajka.
Przede wszystkim mamy tu do czynienia głównie z zajęciami tanecznymi. I to różnego typu: od tańców dla par, poprzez salsę aż po taniec brzucha. Jest w czym wybierać, łącznie z zajęciami dla dzieci i młodzieży. Osobiście wybrałam się na modną ostatnio zumbę i muszę powiedzieć, że zajęcia były naprawdę super. Belly dance oraz salsa również są fajnie poprowadzone i warto się na nie wybrać. Dla amatorów "prawdziwego" fitnessu też jest oczywiście oferta, choć może rozczarować: zajęć nie ma zbyt wiele. TBC prowadzi miła instruktorka, ale zajęcia są nudne jak flaki z olejem a muzyka leci za głośno i nie słychać poleceń.
Szatnie są małe i z widokiem na przedszkole, choć mnie osobiście to nie przeszkadza. Sala jest fajna, jeszcze niezbyt dobrze wyposażona, ale klub się dopiero rozwija (świetny typ hantli!). Najpoważniejszą wadą jest brak prysznica: w klubie znajduje się duża toaleta, ale nie ma gdzie się umyć, co jeśli jesteśmy na zajęciach trwających do 22 i chcielibyśmy później wybrać się z przyjaciółmi na miasto stanowi wielki minus. Nie podoba mi się też system zapisów: zapisywać można się najwyżej dwa dni wcześniej, co po pierwsze może stanowić problem jeśli chcemy chodzić na jakieś zajęcia regularnie, po drugie jeśli jesteśmy na fitnessie w niedzielę, a chcemy się zapisać na środę, nie możemy tego zrobić od razu.
Jest jednak coś, w czym "Magia Rytmu" przebija większość krakowskich klubów, mimo braku prysznica i niezbyt korzystnej lokalizacji: cena. 50zł za karnet open na cały miesiąc (cena promocyjna, ale podobno nie zwiększy się zbytnio od maja) jest naprawdę konkurencyjne, nawet jeśli dołożyć do tego bilet miesięczny. Dla tych, którzy nie posiadają karty multisport (klub niestety jeszcze ich nie honoruje) - idealne rozwiązanie. Jak na możliwość chodzenia na wiele różnych zajęć tanecznych - jest naprawdę nieźle.
W związku z moim odchudzaniem się, wszystkie spodnie są mi za szerokie i bardzo zależało mi, by kupić sobie coś nowego. Do sklepu H&M weszłam zachęcona wielkimi napisami "sezonowa wyprzedaż" na szybach. Wyprzedaże były, i owszem, ale bardzo skromne - zaledwie kilka wieszaków zarówno na dziale damskim, jak i męskim. Mimo to udało mi się wyszukać fajne, przecenione spodnie. Chwyciłam je, pojechałam jeszcze na wyższe piętro, na dział z bardziej młodzieżowymi ubraniami. Nie znalazłam tam jednak nic ciekawego, więc poszłam do przymierzalni, które, o dziwo, nie były aż tak bardzo pozajmowane, mimo sporej liczby klientów w sklepie. Ekspedientki uwijały się cały czas po sklepie, by poodnosić ubrania, które klienci zostawiali na wspólnym wieszaku stojącym przy wyjściu z przymierzalni. Spodnie pasowały, zdecydowałam się więc na nie. Idąc do kasy zapytałam jedną z pań z obsługi, czy, gdybym jednak po zakupie zmieniła zdanie, mogę oddać te spodnie mimo iż przecenione. Pani powiedziała, że tak, tak samo jak z ubraniami nieprzecenionymi. Jest to spory ewenement, ponieważ większość sklepów nie życzy sobie oddawania przecenionych ubrań bez powodu. Tu mam 28 dni, by nienoszone spodnie oddać. Przy kasie powiedziałam pani, że są to spodnie z przeceny, ale nie ta akurat para nie miała przywieszki informującej o ich aktualnej cenie. Pani powiedziała, że kojarzy te spodnie i nie ma najmniejszego problemu. Skasowała mój zakup szybko i bezproblemowo, jednocześnie "wisząc" na telefonie - klientka, która stała nieopodal, szukała innego koloru jakiejś koszulki i pani kasjerka dzwoniła do innego H&M'u w mieście, by zapytać, czy mają takie. Z obsługi jestem bardzo zadowolona - panie się uwijały, pomagały [to, że pani dzwoniła do innego sklepu, by zapytać o inny kolor koszulki, a nie odesłała klientki, by sama to sprawdziła, również zasługuje na wielki plus] i widać było, że bardzo się starają o porządek w sklepie i zadowolenie kupujących.
wiele lat temu moja ciotka "zaraziła" mnie uczuciem do kawy firmowej Chopin, serwowanej w sieci kawiarń. Od lat nie tylko jestem (a raczej byłam do dziś) klientką kawiarni w pasażu M1 w Czeladzi. Ostatnio obsługa pogarszała się niemal z dnia na dzień, podobnie jak jakość serwowanej kawy. Czasem podawano mi stare ciastka. Ponieważ zwykle kupowałam także kawę mieloną do ekspresu na wynos i parzyłam w ekspresie w domu, więc mogłam sprawdzić, że jakość samej kawy jest jak zwykle rewelacyjna, a tylko nieumiejętność parzenia kawy w ekspresie u pań obsługujących klienta jest powodem moich pogarszających się wrażeń smakowych. Dziś, chcąc jak zwykle kupić kawę i coś dobrego usłyszałam (po 15 minutach czekania) od młodej osoby, która wreszcie do mnie podeszła, że jej ta kawa w ogóle nie smakuje. Obsługująca mnie pani była w stosunku do mnie niegrzeczna, wręcz arogancka, a na moje pytanie czemu na mnie krzyczy, jej koleżanka skomentowała: "To pani jeszcze krzyku nie słyszała". Mam 50 lat i trochę w zyciu widziałam. Ale takiej obsługi nie było nawet w komunistycznych kawiarniach ....
Jest mi przykro, oczekuję jakiejś reakcji ze strony firmy. To nie jest normalne.
Pozdrawiam
Aleksandra G.
Kawiarnia i sklep z kawą Singidunum jeszcze niedawno było miejscem bardzo przyjemnym, jednak od pewnego czasu wnętrze stało się "przeładowane" ozdobami (właściciel wystawia tu swoje prace, jednak nie tworzą one spójnej całości, są rozmieszczone chaotycznie i niejednokrotnie utrudniają poruszanie się. Lokal posiada bardzo duży wybór kaw, a dla każdej z nich oferuje kilka sposobów parzenia, co może stanowić gratkę dla koneserów (jest nawet kawa z tygielka). Ta różnorodność odbija się niestety na cenach serwowanych kaw (ok14-25zł za napój). Tego czego brakuje w asortymencie to słodkości - nie uświadczymy tu ciast czy choćby pakowanych słodyczy, jest to miejsce, w którym można jedynie napić się kawy, a w sezonie letnim zjeść loda w rożku. Całość zasługiwałaby na uwagę, gdyby nie fakt kiepskiej obsługi. Trzeba długo czekać na jakikolwiek przejaw zainteresowania klientem ze strony kelnerki. Zazwyczaj ma coś ważniejszego do roboty (raz widziałam nawet jak zamawiała kosmetyki u konsultantki, zamiast zająć się zwiększającą się liczbą klientów...), więc jeśli nie mamy wieczności na picie kawy, lepiej samemu udać się po menu, a potem złożyć zamówienie, bo niestety po otrzymaniu karty również możemy długo czekać na kelnerkę. Sprawa ma się nieco inaczej, kiedy w kawiarni pojawia się właściciel (widać on nie pochwala takich praktyk), jednak nie siedzi on całymi dniami w kawiarni. Niestety w większości przypadków w lokalu wyznaje się politykę podawania kaw bez łyżeczek - jedynie ze słomką (zawsze muszę się upominać o łyżkę). Dość dziwną praktyką jest również pokątna prośba o płacenie z góry, co wprowadza raczej kłopotliwą atmosferę - wydaje mi się, że, w przypadku obawy, iż klient wyjdzie nie zapłaciwszy, lepszym rozwiązaniem byłoby wystawienie tabliczek z informacją o składaniu zamówień przy kasie i płatności z góry, jak to się stosuje np. w sieciówkach. Sam lokal jest dość zadbany, choć nie zawsze trafimy na stolik uprzątnięty po poprzednim kliencie, i co gorsza, nie zawsze zostanie on uprzątnięty, gdy przy nim usiądziemy. Ogólnie miejsce mogłoby być całkiem przyjemne - latem funkcjonuje tu niewielki ogródek z wiklinowymi fotelami, a sama kawiarnia mieści się w jednej z bocznych i cichych uliczek - jednak niekompetencja obsługi jest na tyle rażąca, że odbiera większość przyjemności płynącej z picia kawy.
Bardzo niekulturalna osoba przy telefonie, nie przedstawiła się, nie przekazała żadnych informacji dotyczących zamówienia. Pan którego zachowanie nie można określić inaczej niż chamskim kazał się zarejestrować na stronie i śledzić sobie samemu przesyłkę bo "on nie jest od tego żeby udzielać takich informacji". Ludzie, to nie te czasy żeby tak z góry traktować klientów !!!!
Przepiękny, klimatyczny lokal mieszczący się niedaleko metra Natolin. Już od progu uderza niemal bajkowy wystrój tej niewielkiej naleśnikarni (można się poczuć jak w innym świecie). Całości dopełnia muzyka - nie jakieś rzępoły z pierwszej lepszej stacji radiowej, ale Marlena Dietrich, Turnau czy inni wokaliści sprawiający, że miejsce to staje się jeszcze odleglejsze od warszawskiego zgiełku. Obsługa także jest tu na najwyższym poziomie - potrafi wyczuć moment, w którym powinna się pojawić i robi to z dużą gracją i wysoką kulturą osobistą. W razie jakichkolwiek wątpliwości można się spokojnie zwrócić do kelnera, który objaśni nam wszystko z uśmiechem i cierpliwością. Same dania są duże i przepyszne - czysta poezja smaku. Estetycznie podane na dużych kwadratowych talerzach i w naprawdę sporym wyborze (każdy znajdzie coś dla siebie, są tu też porcje dla dzieci). Może wybór napoi pozostawia trochę do życzenia, jednak należy pamiętać, że jest to naleśnikarnia, a nie kawiarnia ;). Jedynym minusem są dość wysokie ceny (ok. 27-35zł za porcję), jednak, jak pisałam wyżej, są one duże i przepyszne, dlatego watro raz na jakiś czas dać się skusić temu czarującemu miejscu.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.