Będąc na zakupach w Manufakturze zajrzałam do sklepu Troll. Powierzchnia sklepu nie jest duża ale asortyment jest dobrze posegregowany i poukładany. W sklepie panował porządek. Ubrania są w większości przeznaczone dla młodzieży, ceny nie są wysokie ale moim zdaniem jakość produktów też nie jest najwyższa. Ubrania często rozciągają się po praniu. Sklep oprócz ubioru oferuje dodatki: czapki, paski, szaliki. Kolekcja jest różnorodna, możemy znaleźć sportowe ubrania jak i te bardziej eleganckie czy dyskotekowe. Dużym minusem sklepu jest jego obsługa. Wchodząc do sklepu nie zostałam przywitana, w czasie wizyty nikt się mną nie zainteresował. Ekspedientki ( dwie panie) zajęte były rozmową, nie zwracały uwagi na wchodzących czy wychodzących klientów. Nie jestem zadowolona z wizyty w tym sklepie, chociaż ceny nie są wygórowane i można znaleźć interesującą rzecz niedbała obsługa skutecznie odstrasza potencjalnych klientów.
Sklep Atlantic mieście się w C. H. SAS. Oprócz firmowej bielizny w swojej ofercie posiada również męskie garnitury oraz odzież i dodatki firmy Bialcon.
Sklep ma dosyć sporą powierzchnię. Jestem jego częstą klientką bowiem w sklepie są często promocje na bieliznę. Tym razem wstąpiłam do sklepu, aby zapytać się czy wśród dodatków z firmy Bialcon są filcowe broszki.
Kiedy weszłam do sklepu, pracownica stała za ladą i obsługiwała klienta. Musiałam chwilę poczekać aż będzie wolna i wówczas zapytałam ją o poszukiwane przeze mnie broszki. Niestety nie było ich. Pracownica poinformowała mnie, że asortyment Bialconu, który jest w sprzedaży w tym sklepie jest nieco ubogi i są to głównie końcówki kolekcji. Powiedziała mi również, że broszki na pewno znajdę w firmowym sklepie Bialconu na ul. Północnej lub w sklepie partnerskim w C. H. Rywal.
Ponieważ najbliższym supermarketem w miejscu, gdzie mieszkam jest Polo Market, często robię tam zakupy. Lubię chodzić do Polo Marketu, ponieważ wiem, gdzie leży dana rzecz. Zakupy przebiegają mi tam dość sprawnie. Jedynym minusem zakupów w tym sklepie jest odwieczna kolejka do kasy. Najczęściej jedna kasa jest tylko otwarta, a kolejka do niej, aż się zakręca. Kiedy ktoś prosi, aby druga kasa została otwarta, często kończy się to głuchym echem. Zatowarowanie w tym sklepie jest w porządku, owoce kuszą kolorem i ekspozycją, bułeczki, które pieką się w piecu, wodzą nasze zmysły. Obsługa jest miła i sprawna. Gdyby nie wieczne kolejki do kas, zakupy w tym sklepie byłyby czystą przyjemnością.
Niedługo zbliża się termin mojej operacji. Przed położeniem się do szpitala miałam zlecone zrobienie badań. Nie wiedziałam jednak kiedy dokładnie mam zgłosić się na badania, więc postanowiłam zadzwonić do poradni.
Telefon odebrała bardzo sympatyczna pielęgniarka. Kiedy wytłumaczyłam jej z jakim problemem dzwonię pielęgniarka od razu udzieliła mi fachowych informacji. Powiedziała mi jakie dokładnie badania będę musiała zrobić. Podała mi również datę i godzinę kiedy mam się zgłosić. Pielęgniarka była bardzo miła i udzieliła mi szczegółowych informacji.
Wzięłam dzisiaj dzień wolny, aby pójść do lekarza ze swoim przeziębieniem. Miałam jeszcze kilka spraw do załatwienia i do lekarza mogłam pójść dopiero po godz 12. Zadzwoniłam około 8 rano do recepcji i zarejestrowałam się do lekarza rodzinnego Z.
Pracownica powiedziała, abym przyszła po godz. 9. Powiedziałam jej, że mogę być dopiero po godzinie 12. Wówczas pielęgniarka poinformowała mnie, że lekarz po godzinie 12 jedzie na wizyty domowe i nie będzie go przez jakiś czas.
Około godz 13 ponownie zadzwoniłam do przychodni. Okazało się, że doktora nadal nie ma. Wówczas pracownica zaproponowała mi, abym podała jej swój numer telefonu i obiecała mi, że zadzwoni do mnie gdy lekarz się pojawi. Zgodnie z obietnicą około 14 otrzymałam telefon z przychodni, że lekarz już przyjmuje.
Jestem bardzo zadowolona z zachowania personelu przychodni. Recepcjonistka okazała się być bardzo życzliwą osobą.
Zajrzałam do tego jednego z trzech salonów jubilerskich w centrum handlowych "Karolinka", by zapytać, czy mają jakieś wisiorki z motywami muzycznymi. Dwie panie akurat obsługiwały klientki, więc za ten czas rozejrzałam się po bardzo drogiej ekspozycji ustawionej tematycznie: obrączki ślubne, krzyżyki, srebro, złoto, inne wisiorki, kolczyki itd. Pani przede mną próbowała znaleźć coś, co pasowałoby do jej pierścionka. Ekspedientka wyciągnęła dla niej kilka propozycji i próbowały je przypasować, ale pani nic nie wpadło w oko. Druga klientka wybierała już coś poważniejszego i wypytywała o wszelkie możliwe szczegóły, a pani odpowiadała na każde jej pytanie. Potem nadeszła moja kolej i spytałam o wisiorki z nutkami lub kluczami. Pani powiedziała, że nie mają, ale sporo ludzi o nie pyta od dłuższego czasu, bo to dosyć częsty pomysł na prezent. Hm... skoro jest popyt, to czemu czegoś takiego nie dadzą do sprzedaży?
Siostra mieszkająca za granicą poprosiła mnie, abym kupiła jej filcową broszkę do płaszcza firmy Bialcon. Sklep firmowy Bialconu mieści się na obrzeżach Białej Podlaskiej, więc jest mi to trochę nie po drodze. Nie chciałam dopuścić do sytuacji, że specjalnie pojadę do sklepu a broszek nie będzie, więc postanowiłam zadzwonić na infolinię do biura obsługi klienta i zapytać czy ten artykuł jest jeszcze dostępny.
Do biura obsługi dodzwoniłam się już za pierwszym razem. Odebrała bardzo sympatyczna pracownica. Jednak kobieta nie potrafiła udzielić mi informacji czy broszki są na pewno dostępne. Poprosiła, abym poczekała chwilę a ona przełączy mnie do osoby zaopatrującej sklep. W telefonie zabrzmiała muzyka, trwało to około minuty. Dodam, że muzyczka była irytująca i nie uprzyjemniała mi oczekiwania. Po chwili zgłosiła się ta sama pracownica. Poinformowała mnie, że pracownik o którym wspominała skończył już pracę. Pracownica poprosiła mnie abym chwilę poczekała a ona przejdzie do pokoju obok i zapyta koleżanki. Po chwili pracownica zgłosiła się i w końcu udzieliła mi informacji. Powiedziała, że broszki powinny być w sprzedaży, jednak nie daje mi 100% pewności.
Przyznam, że nieco zawiodłam się na obsłudze Bialconu. Czas oczekiwania na tak podstawową informację być zbyt długi.
Apteka Rumianek, słynie w mojej dzielnicy, za jedną z tańszych aptek w Nowej Hucie. Prawdą jest, że leki tutaj faktycznie mają niskie ceny, a co za tym idzie, prawie zawsze są tutaj kolejki. Dzisiaj na szczęście nie było dużo ludzi, bo tylko 3 klientów, więc zakup mój nie trwał długo, chociaż pozostawił niemiłe wrażenie. Chodzi mi o to, że ilekroć jestem w tej aptece i nie mam drobnych na leki, a kupuję coś za parę złotych, tak jak dzisiaj, dokładnie za 2,90, kupowałam wapno z witaminą C, pracownicy wręcz krzyczą o drobne. Dyskomfortem tej apteki jest to, że nie można płacić, kartą płatniczą, a jak się płaci grubszym banknotem, to często trzeba biegać do sklepów oddalonych o parenaście metrów i prosić o rozmiankę. Mnie to spotkało dzisiaj i było to już trzeci raz w tym roku. Denerwuje mnie stosunek pracujących tam farmaceutów do klientów, bo to, że sami nie dbają o to aby mieć drobne do wydawania, to niemiło odnoszą się do osób, często starszych i chorych, którzy chcą zapłacić za leki grubszym banknotem.
Firma, któa specjalizuje się w sprzedaży biżuterii wykonywanej ręcznie. Jakiś czas temu wysłałem do tej firmy zapytanie odnośnie oferty złożonej na Allegro. Oferta dotyczyła zaiwszki do bronsoletki Charms. W tym samym dniu, w którym wysłałem zapytanie, to otrzymałem odpowiedź. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałem się, że będzie aż tak dokładna. Otrzymałem szczegółowy opis i wyjaśnienie odnośnie kosztów, przy większym zamówieniu. Widać, że zależy firmie, aby kolejny klient napisał pozytywna opinię za odbytą transakcję. Polecam innym.
Już nie wiem, ile razy mam odbierać telefon od konsultanta z firmy Aviva odnośnie ubezpieczenia samochodu. Do dnia dzisiejszego rozmawiałem już ze 3 razy. Natomiast w dniu dzisiejszym miałem kolejny telefon, także w sprawie ubezpieczenia samochodu. Za każdym razem informowałem konsultanta, że niedawno co przedłużyłem ubezpieczenie. Ponadto, w firmie zmieniałem dane dotyczące adresu i za każdym razem podają stary adres. Ileż razy można to zmieniać i ileż razy można informować, że dopiero co przedłużyłem umowę.
Poszłam na Pocztę, aby kupić znaczek na kartkę. Jak to ranem bywa, na poczcie panował spokój i cisza, a pracownicy w okienkach ze stoickim spokojem pracowali sobie, bijąc pieczątki i wklepując rachunki w komputer. Gdy weszłam, tylko trzy osoby stały w kolejce, pomimo tego i tak musiałam odstać swoje 5 minut. Otwartych okienek było dwa, w sumie wszystkich jest trzy. Odkąd pamiętam, nigdy nie udało mi się przyjść, aby wszystkie okienka były czynne. Obserwowałam tak tych pracowników i stwierdziłam, że oni, albo z przyzwyczajenia albo z braku motywacji do pracy, tak postępują. Chodzi mi o to, że często człowiek na poczcie czuje się jak intruz a obsługa nas petentów, jest dla pracowników poczty karą.
W pasażu między sklepami znajduje się punkt, gdzie można zakupić prawdziwy, świeżo wyciśnięty sok z różnych owoców. Stoisko obsługiwał pewien pan, który wyglądał na bardzo skoncentrowanego na swojej pracy, a przez to ani razu się nie uśmiechnął. Miał trochę klientów i pare razy zrobiła się lekka kolejka. Zauważyłam sporo dzbanków z sokami o różnej barwie. Przy kasie znajdował się duży cennik w formie podkładki, a obok reklama z sokiem dnia. Pan krzątał się w zawrotnym tempie po całym swoim miejscu pracy, ale na zwykły mały plastikowy kubek trzeba było jednak trochę poczekać.
Sklep CCC w CH Max w Chrzanowie, jest przestronny, dzięki czemu wygodnie chodzi się po sklepie w poszukiwaniu ciekawych butów. Zdziwiło mnie to, że sklep ten posiada dużo większy wybór butów, niż np. sklep CCC w CH M1 w Krakowie. Obuwie w tym sklepie wyeksponowane były tak, aby każdy był widoczny. Wszystko w tym sklepie miało swoje miejsce, wystawy były bardzo ładnie ubrane, przez co kusiły przechodzących klientów aby wejść. Torebki damskie, leżały w miejscu, które nie sposób było nie zobaczyć, tuż obok wejścia. Klientów było dość sporo, bo ok.30 osób, a personel tam pracujący, składał się z dwóch pań, z których żadna nie kwapiła się z pomocą do obsługi. Ponieważ mój mąż, zainteresował się jedną parą butów, poprosiliśmy panią, aby nam pomogla znaleźć odowiedni numer i kolor. Pracownik owszem poszukał i dał mężowi wybraną parę i na tym jego rola się skończyła. Dość długo się zastanawialiśmy nad tymi butami, bo mierzyliśmy jeszcze inne pary i pomimo, że pani stała i nic nie robiła, to i tak nie podeszła, nie zapytała, nie doradziła. Suma sumarum, mąż kupił te buty, zapłacił kartą a przy kasie pani zapytała się, czy nie chcemy pasty do tych butów. Podziękowaliśmy i udaliśmy się do wyjścia. Sklep zrobił na nas miłe wrażenie, jedno co bym zmieniła tam, to zatrudniłabym jeszcze jednego pracownika na wekendy, oraz przeszkoliła pracujący tam personel w podstawy standartu obsługi klienta.
Na weekend wybrałam się do Warszawy. Odcinek prawie 150 km pokonałam busem Garden Service. Kilka dni wcześniej dokonałam telefonicznej rezerwacji dwóch miejsc w busie. Pojedynczy bilet na trasie Biała Podlaska- Warszawa kosztował 17 zł.
Na przystanku zjawiłam się 15 minut przed odjazdem, aby potwierdzić rezerwację. Nie wszyscy pasażerowie mieli zarezerwowane miejsca, dlatego był problem z miejscami siedzącymi. Przyznam, że powstała kłopotliwa sytuacja. Wraz ze swoim chłopakiem wygonie usiedliśmy na siedzeniach. Kobieta po 50-ce nie miała rezerwacji,ale poprosiła kierowcę aby mogła jechać na stojąco. Moim zdaniem kierowca nie powinien się na to zgodzić. Kobieta stała obok nas i było nam niezręcznie siedzieć ponad dwie godziny kiedy starsza osoba stoi.
Do Warszawy, mimo niekorzystnych warunków pogodowych dojechaliśmy punktualnie o czasie.
Jestem klientką PKP od wielu lat. Moje zdanie na temat polskiej kolei jest bardzo ukształtowane i raczej nie jest korzystne. Dzisiaj jednak pochwalę PKP.
Na dworze była śnieżna zamieć a temperatura była minusowa. Jest to pierwszy dzień ostrej zimy. Tradycyjnie drogowcy są zaskoczeni zimą, myślałam że podobnie będzie z koleją. Byłam jednak pozytywnie zaskoczona.
Pociąg relacji Łuków- Terespol na stacji Biała Podlaska pojawił się punktualnie o godz 12.35. Nie miał ani minuty opóźnienia. Kiedy zmarznięta i mokra wsiadłam do pociągu byłam mile zaskoczona. W pociągu było przyjemnie i ciepło. Temperatura były wypośrodkowana i nie było ani za zimno ani za gorąco.
Pracownik sprawdzający bilety był sympatyczny i żartował. Mężczyzna powiedział, że najłatwiej poznać osoby które dopiero wsiadły po śniegu na butach. W ten sposób sprawdzał bilety tylko osobom, które dopiero co pojawiły się w pociągu.
W Jysku kupiłam ozdoby choinkowe, ale nadal nie miałam lampek na choinkę. Wprawdzie jest jeszcze sporo czasu, jednak wole mieć wszystko dopilnowane wcześniej.
Artykuły świąteczne znajdują się zaraz przy kasach, dlatego nie miałam problemu z ich odnalezieniem i nie musiałam tracić czasu na spacerowanie po sklepie.
W Nomi był dosyć spory wybór lampek. Szczerze mówiąc nie znam się na tego typu rzeczach więc przydałaby mi się pomoc pracownika. W zasięgu mojego wzroku jedynym pracownikiem była ciągle zajęta kasjerka. Po chwili jeden z pracowników w firmowych ogrodniczkach przeszedł obok mnie. Zaczepiłam go i poprosiłam o pomoc. Mężczyzna powiedział, że w tej chwili obsługuje innego klienta i wróci do mnie za chwilę. Owa chwila trwała dosyć długo, dlatego sama wybrałam lampki i nie czekałam na pracownika.
Nie jest to pierwsza sytuacja kiedy pracownicy Nomi są zajęci i nie mają czasu na pomoc. Może firma powinna zastanowić się nad zatrudnieniem większej ilości pracowników.
Już kilka razy zamierzałam wstąpić do bufetu zlokalizowanego na pierwszym piętrze biurowca przy alejach jerozolimskich ale jakoś się nie składało. Dziś postanawiam to zmienić i w końcu skorzystać z jego oferty. Wygląd lokalu, pomieszczenia zaadaptowanego na potrzeby gastronomiczne, jest raczej mało nowoczesny, przywodzi na myśl swoją aranżacją pracownicze bufety z czasów PRL. Na ścianie na plastowej tablicy napisane jasnym pisakiem menu, dość nieczytelne. W regale ciasta a w chłodniczej ladzie surówki i sałatka. Ta ostatnia wygląda apetycznie. Pytam się więc o jej cenę. Pani odpowiada iż kosztuje ona 25 złotych za kilogram a koszt małej miseczki wynosi około 5 zł. Decyduję się na jej zakup i proszę o przygotowanie takiej porcji. Po zważeniu okazuje się iż cena to 7 zł ale zgadzam się i na to, choć pani gwoli ścisłości nie informuje mnie o wadze porcji. Dzisiejsza śnieżna pogoda zabrała mi większą część i tak skromnej ostatnimi czasy mojej energii a więc jestem dość ugodowa, bierna i zgodna. Zajmuję stolik pod oknem. Stolików jest 5 białych, drewnianych okrągłych, przykrytych obrusem i szklanym dopasowanym blatem. Szósty ustawiony tuż przy drzwiach jest drewniany, kwadratowy na srebrnych nogach. Na stolikach stoi pieprz i sól oraz białe ceramiczne serwetniki. Na kilku dostawiona jest buteleczka przyprawy magii i ten zestaw również nasuwa skojarzenie z stołówkami z poprzedniego wieku. Z swojego miejsca mam dobry widok na to co dzieje się za ladą. Tam na szafce ustawionej wzdłuż ściany panuje bałagan widzę tubki kremów, reklamówki, na blacie leżą klucze i damska torebka. Pod nią na podłodze stoją klapki.
Widoku nie uprzyjemnia również duża miska wypełniona mielonym surowym mięsem wstawiona do lodówki o przeszklonych drzwiach należąca sądząc po jej frontach do Coca Coli. Mimo dość siemierżnego wyglądu sałatka zjedzona w takim klimacie bardzo mi smakuje. Jest świeża i w smaku zbliżona do tej domowej jaką sama robię. Pani chciało by się rzec bufetowa ubrana jest jedynie w spodnie dżinsowe i dopasowaną niebieską bluzkę podkreślającą dodatkowo jej puszyste kształty. Tak czy owak miejsce specyficzne o typie dziś już raczej nie spotykanym, domowo swojskim nieco zacofanym.
Piec, czyli smaki starej Warszawy do lokal mieszczący się na Krakowskim Przedmieściu.
Wystrój lokalu określiłabym jako bez wyrazu. Restauracja bardziej przypominała mi stołówkę niż lokal, w którym można posiedzieć dłużej i miło spędzić czas.
Odwiedziliśmy Piec o bardzo późnej bądź wczesnej godzinie, dokładnie o 3.20. Kiedy weszliśmy do środka spodziewaliśmy się, że zostaniemy odprawieni z kwitkiem. Byliśmy jednak zaskoczeni, bowiem kelner powitał nas bardzo przyjaźnie i zaprosił do środka.
Jeśli chodzi o menu to było ono dosyć bogate. Jednak według mnie ceny były raczej nie przystępne, dlatego nasze zamówienie składało się głównie z promocyjnych zestawów. Wśród przystawek za 10 zł były m. in barszczyk z pasztecikiem, galareta czy zestaw wędlin.
Obsługujący nas kelner był naprawdę sympatyczny. Kiedy składaliśmy zamówienia był bardzo cierpliwy i polecał nam wybrane dania.
Nie jestem stałą klientką tego supermarketu, ale dzisiaj przechodząc obok Stokrotki postanowiłam wstąpić do środka i zrobić małe zakupy spożywcze.
Na szczęście po godzinie 9 nie było zbyt wielu klientów,dlatego nie musiałam przeciskać się między regałami. Spacerując po sklepie zauważyłam, że jest on bardzo dobrze zaopatrzony i świetnie przygotowuje się do zbliżających się świąt. W sklepie było sporo promocji. Jedną z nich była promocyjna cena na majonez Hellmann's, który kosztował jedynie 3,99. Jego cena był niższa o około 1,50 zł.
Zauważyłam, że w sklepie można również zapłacić za swoje rachunki. Opłata wynosi od 1-2 zł, zaś cena uzależniona jest od operatora.
Kiedy podeszłam do kasy nie było innych klientów, więc mój czas oczekiwania był zerowy. Obsługująca mnie kasjerka był miła i używała zwrotów grzecznościowych.
Duży plus postanawiam przyznać bydgoskiej Galerii Pomorskiej, była pierwszą galerią handlową "z prawdziwego zdarzenia" mieszcząc w sobie kilkadziesiąt sklepów najlepszych marek. Bardzo dobrze zorganizowana, wszystko mieści się na jednym poziomie, co jest bardzo wygodne. Znjduje się tam również hipermarket carrefour, który oferuje klientom bogaty asortyment towarów w konkurencyjnych cenach.
W galerii jest zawsze bardzo czysto, non stop jeździ maszyna sprzątająca i myjąca podłogę. Personel miły i uśmiechnięty. Znajdują się także toalety, które są przestronne i zawsze utrzymane w należytej czystości. Oby tak dalej.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.