Do banku udałam się wraz z mężem, aby otworzyć konto dla siebie. Po wejściu od razu jedna z pań poprosiła nas do siebie. Nie wstała jednak, gdy podeszliśmy do biurka. Doradczyni poprosiła mnie o dowód osobisty, po czym przez 10 minut robiła coś na komputerze (nie mówiła co, a szkoda). Miałam więc czas, aby obejrzeć jej strój. Część wystająca ponad biurkiem - jak najbardziej ok. Krótkie, ładnie ułożone włosy, bluzka koszulowa, żakiet. Zerknęłam jednak z nudów pod biurko i to, co zobaczyłam, zaskoczyło mnie. Opadnięte do kostek, skręcone, "pończoszane" skarpetki do nieco krótkich spodni i buty baletki. Dwa inne światy. Wywnioskowałam, że nie istnieją tam żadne standardy ubioru. Doradczyni uprzejmie odpowiadała na wszelkie pytania. Była kompetentnym pracownikiem. Trochę irytowało mnie jednak, że wszystko tłumaczy mojemu mężowi, nie mnie, mimo, że chodziło o moje konto. Dwa razy dodała "proszę pomóc żonie, gdyby sobie nie poradziła". Dlaczego miałabym sobie nie poradzić? Na jakiej podstawie tak wnioskowała? Pani nie wierzy we własną płeć? W wolnym czasie obejrzałam także stary kurz na biurku i telefonie stacjonarnym. Doradczyni pożegnała nas miło i zaprosiła w razie pytańdo kontaktu.
Biedronka przy ul. Szerokiej to od dawna temat na czasie wśród ludzi, którzy toruńską starówkę odwiedzają. Uważam, że Biedronka jest bardzo dobrze wkomponowana w klimat miasta i potrzebna zarówno turystom, jak i mieszkańcom. Zawsze kiedy tam jestem mam miłe odczucia, ponieważ obsługa jest naprawdę bardzo sympatyczna. Pracuje tam dziewczyna, która bardzo szybko obsługuje na kasie, bez żadnego rzucania przedmiotami. Biedronka przy Szerokiej należy do sklepów małych powierzchniowo, jednak jest bardzo dobrze rozplanowana i zagospodarowana.
Grajfer to sklep, w którym znajdują się gry planszowe różnych rodzajów. Po wejściu do sklepu zauważyłam kilku chłopców, którzy grali w grę planszową na stoliku w kąciku gier. Bardzo fajny pomysł na stworzenie kącika gier, które można obejrzeć i chwilkę zagrać. Chłopcy odpowiedzieli na kilka moich pytań dotyczących aktualnie modnych gier. Pani pokazałam ofertę, naprawdę bardzo duży asortyment w sklepie zachęca do zakupu.
Razem z siostrą wybrałyśmy się do hurtowni, aby zakupić kilka drobnostek. pani miło nas przywitała, nie naciskała od razu na zakupy, pozwoliła rozejrzeć się po sklepie. Uważam, że jest to ważne, zwłaszcza wtedy, gdy w sklepie nikogo nie ma i człowiek czuje się jakoś tak nieswojo. Po dokonaniu zakupów Pani zaproponowała jeszcze bardzo fajną promocję na odżywkę, pożegnała nas i zaprosiła do ponownego odwiedzenia sklepu.
Poszukiwania prezentu dla kuzyna mającego 10 lat rozpoczęły się od Empiku. Chciałam kupić dla niego karty z piłkarzami na Euro 2012. Zapytałam pani o te karty, ale dość nieuprzejmym głosem odpowiedziała, że nie ma już kart w zestawach. Ponownie zapytałam o albumy do tych kart, odpowiedziała, że nie ma i nie mają już zamiaru zamawiać. Nie zaproponowała innego pomysłu, nie miała w ogólne ochoty na obsługiwanie klientów. Niestety bez zakupów.
Tankowałam gaz na stacji Carrefour. Siostra musiała zatankować gaz, więc musiałyśmy czekać na Pana, który nas obsłuży. na dystrybutorze wisiała karta, aby przed rozpoczęciem tankowania zdjąć korek od wlewu gazu, jednak Pan na stacji podszedł do nas bardzo szybko, sam zdjął korek i zatankował auto. bardzo miła obsługa i bardzo przystępne ceny.
Nocleg na zamku w Rynie, podczas pobytu wakacyjnego na Mazurach, wybrałem z dwóch powodów. Po pierwsze zawsze wciagają mnie miejsca typu zamki i pałace, a po drugie widziałem w telwizji reportaż, który w bardzo korzystny sposób przedstawił zamkową ofertę. Nocel zarezerwowałem mailowo. Bardzo szybko, bo tego samego dnia, otrzymałem mailowe potwierdzenie rezerwacji. Zameldowanie w recepcji odbyło się bardzo sprawnie. Otrzymałem pokój zgodnie z rezerwacją. Zarówno na dziedzińcu hotelu, przy parkingu, a także w recepcji i całym zamku było bardzo czysto i przyjemnie. Obsługa w recepcji również bardzo uprzejma. W pokoju dwuosobowym były komfortowe warunki, bardzo spodobal mi się wystrój pokoju, stylizowany na dawne czasy. Tylko łazienka była na wskroś nowoczesna. Restauracja w zamku składała się z kilku pomieszczeń. Jedzenie bardzo smaczne, a obsługa wzorowa. Wieczorem skorzystałem z hotelowego centrum rekreacji. Podświetlany basen w zamkowym podziemiu jest bardzo efektowny. Szatnie i toalety bardzo czyste i zadbane. Dostępne były czyste, białe ręczniki. Ogólne wrażenie z pobytu bardzo dobre. Dodam jednak, że zakwaterowanie na zamku w Rynie nie jest tanie.
Zawsze myślałem, że vitamin-shop, obok którego prawie codziennie przechodzę, to sklep dla sportowców i kulturystów. Aż wreszcie odważyłem się zajrzeć do środka. Pomieszczenie bardzo ciekawie zaaranżowane, schludne i przyjemne. Na półkschj duża ilość różnego rodzaju odzywek, wzmacniaczy, preparatów, które - jak się okazuje - są dla każdego, dla kogo ważne jest zdrowie, prawidłowa dieta, wzbogacenie organizu minerałami i witaminami. Obsługa jest bardzo fachowa i profesjonalna. Jest dostęp do różnego rodzaju ulotek i materiałów reklamowych. Zakupiłem preparat zawierajacy magnez, jako suplement diety, który polecił mi sprzedawca.
Od dwóch dni, dzięki inicjatywie Teatru Lalek Banialuka, Bielsko przeżywa wspaniały czas święta teatru - festiwal sztuki lalkarskiej. Przez pełne pięć dni w różnych miejscach miasta odbywaja się spektakle i pokazy, nie tylko dla dzieci. Trudno usiedzieć w domu, gdy za rogiem dzieje się coś ciekawego, tym bardziej, że dzięki festiwalowi i teatrowi w miescie zrobiło się bardzo ciekawie i kolorowo. Główne przedstawienia odbywaja się w centrum miasta i na scenie przy parku Słowackiego. Program festiwalu jest bardzo bogaty, bardzo różnorodny, a co wazne na większość pokazów i przedstawień wstęp jest wolny. Szeroka informacja już od wielu dni pozwoliła na zaplanowanie czasu wolnego, by coś ciekawego przezyć i zobaczyć. Trzeba dodać, że i na codzień, teatr Banialuka działa bardzo prężnie i proponuje bardzo ciekawe przedstawienia.
Odwiedziny w Biedronce były bardzo pozytywne. Piątkowe popołudnie, dość sporo ludzi. Towar wszędzie ułożony, asortyment promocyjny ładnie wyeksponowany, Panie krzątały się po sklepie. Ceny jak zwykle przystępne, produkty dobrej jakości. Trzy kasy obsługiwały klientów co dawało efekt szybkiego załatwienia swoich spraw. Jedyny minus to Pan przed sklepem, który prosił o kilka groszy "na piwko", ale temu akurat w tej dzielnicy Torunia nie można się dziwić.
Tankowałam dziś auto na stacji benzynowej Lukoil, cena ropy bardzo korzystna. Pomimo godziny 18 na stacji dość spory ruch. Oczywiście wszystkie auta stały tylko przy dystrybutorach z lewej strony, prawa pusta. Podjechałam z prawej, żeby skrócić sobie czas oczekiwania. Zatankowałam dość szybko, jednak na stacji obsługiwał tylko jeden pracownik, a kolejka po same drzwi. Oczywiście połowa osób płaciła kartą, więc czas oczekiwania się wydłużył. Najbardziej jednak uraziło mnie wejście jednego z klientów i obsłużenie Pana poza kolejką (chyba jakiś znajomy).
Niedzielny spacer na przedstawienie plenerowe, a po drodze lody w Delicji. Ten lokal to niemal miejsce kultowe w Bielsku. Istnieje, odkąd pamiętam. Lokal jest dość przestronny. Zawsze zadbany i czysty. Ma coś z poprzedniej epoki, ale być może dlatego ma w sobie to coś. Lody smakują tu zawsze, ceny są bardzo umiarkowane, a obsługa grzeczna i miła. w niedzielne popołudnia, mimo zwiększonej frekwencji, obsługa jest dość sprawna, nie trzeba długo czekać. Podobno najlepszym wzięciem i uznaniem cieszą się lody ambrozja i te lody też zwykle zamawiam. Lokal i miejsce w sam raz na niedzielny podwieczorek.
Kilka dni temu zadzwoniła do mnie przedstawicielka firmy Orange i zaproponowała mi usługę dotyczącą internetu. Akurat byłam w pracy i nie miałam czasu na długie rozmowy, a pani konsultantka nie zapytała się mnie nawet, czy mogę w danej chwili rozmawiać. Po prostu się przedstawiła, zapytała, czy rozmawia z pełnoletnim użytkownikiem telefonu, powiedziała w jakim celu dzwoni i "z grubej rury" zaczęła mi przedstawiać ofertę. Jestem przyzwyczajona do tego, że np. konsultanci mBanku zawsze pytają, czy mogę w danej chwili rozmawiać, a jeżeli akurat nie mogę, to umawiają się na taką godzinę, która mi odpowiada. Nie wiem, czy Orange nie stosuje takiej metody, czy owa pani po prostu o tym zapomniała, ale tak nie powinno się robić. Pani konsultantka przedstawiła mi ofertę i powiedziała, że prosi o podanie kodu abonenckiego, albo danych osobowych abonenta w celu uruchomienia pakietu. Takie podejście do sprawy jest żenujące. Odpowiedziałam, że dana oferta mnie nie interesuje, nie jest mi po prostu potrzebna, a ponadto jakiś czas temu zmieniłam ofertę abonamentu na niższą kwotę, więc nie będę aktywować czegoś, co sprawi, że znowu będę płacić więcej. Takie argumenty oczywiście nie poskutkowały i pani konsultantka zaczęła mnie przekonywać o tym, że ta oferta na pewno mi się przyda itp. itd. Rozumiem, że pewne osoby w taki właśnie sposób zarabiają, od podpisanych umów i zawartych ofert mają prowizje, ale są pewne granice. Po kolejnym moim tłumaczeniu faktu, że ten pakiet mnie nie interesuje, usłyszałam, że mój nowy telefon jest bardzo mobilny i sam łączy się z internetem, przez co będą wysokie rachunki. W tym momencie zaczęłam się śmiać i stwierdziłam, że doskonale wiem, czy mój telefon w danym momencie łączy się z internetem czy nie i że umiem w ustawieniach zaznaczyć taką opcję, by nie robił tego samoczynnie. To i tak nie poskutkowało. W tym momencie pani konsultantka zapytała mnie, czy umowa jest zawarta na mnie, czy na kogoś innego. Odpowiedziałam, że jestem tylko użytkownikiem telefonu, a właścicielem jest zupełnie ktoś inny. Poproszono mnie o podanie danych i numeru kontaktowego do właściciela. W ułamku sekundy pomyślałam, że może trzeba coś zweryfikować, że może takie sprawy trzeba załatwiać z osobą, która podpisywała umowę, a nie z użytkownikiem telefonu i już chciałam zacząć dyktować dane, ale coś mi zaświtało i zapytałam w jakim celu. "W celu uruchomienia pakietu internetowego". Po prostu wymiękłam. Jeżeli Orange myśli, że takim podejściem do klienta, czyli wymuszaniem i wmawianiem czegokolwiek, zatrzyma tego klienta na dłużej, to grubo się myli. Chyba bardziej powinny liczyć się dobre relacje z klientem i pewność, że zostanie na dłużej niż kasa i kolejne podpisane papierki. Jestem oburzona tą rozmową i mam cichą nadzieję, że trafiłam na jedyną taką przedstawicielkę firmy Orange, a pozostali umieją zrozumieć fakt, że coś komuś po prostu nie jest potrzebne.
Któregoś dnia, będąc na stronie orange.pl rzuciła mi się w oczy zakładka pt. "Sprzedaj swój stary telefon". Postanowiłam kliknąć i dowiedzieć się, o co chodzi. Okazało się, że można sprzedać swoje stare telefony, które zostaną ponownie wykorzystane, albo poddane recyklingowi. Na stronie bez problemu znalazłam moje stare telefony i dowiedziałam się, ile każdy z nich jest warty. Założyłam konto, dokonałam zlecenia i dowiedziałam się, że po moje telefony zostanie wysłany kurier. Niestety, na kuriera musiałam trochę poczekać. Myślałam, że pójdzie to trochę sprawniej. Tak czy inaczej, zadzwoniono do mnie z firmy Greenfone i kurier został umówiony na dzień i godzinę, które mi odpowiadały. Po wręczeniu mojej paczki kurierowi, wszystko potoczyło się bardzo szybko. Na stronie internetowej bez problemu sprawdzałam na bieżąco, co się dzieje z moją przesyłką. Po przetestowaniu moich starych telefonów pojawiła się informacja o tym, na ile one zostały wycenione, a później już bardzo szybko na moim koncie pojawiły się pieniążki.
Jakiś czas temu na drzwiach mojego bloku i innych domów w mieście, pojawiły się kartki z informacją o zbiórce odzieży dla PCK. Na kartce widniała informacja o tym, kiedy odzież będzie zbierana i w jakich godzinach. Napisane było, żeby odzież i inne rzecz, które chce się oddać, wystawić przed dom, a oznakowany samochód je zabierze. Nie miałam zbytnio czasu, żeby robić wielkie porządki w szafie, więc na szybko wzięłam kilka rzeczy, które nie są mi już potrzebne i wystawiłam je przed dom. Tego dnia, którego odbywała się zbiórka, kilka razy wychodziłam z domu. Idąc przez miasto kilkakrotnie widziałam samochód PCK, ale nie widziałam, żeby gdzieś się zatrzymywał i zbierał wystawione rzeczy. Moje rzeczy też nie zostały zabrane. Nie wiem dlaczego, na pewno nie można powiedzieć, że nie było ich widać. Uważam, że pracownicy PCK powinni podchodzić do każdego budynku, na którym wywieszali informację, zrywać te kartki informacyjne i przy okazji zabierać wystawione paczki. Nie wiem, na jakiej zasadzie pracownicy PCK działali, ale cieszę się, że nie zrobiłam gigantycznych porządków, bo i tak moje rzeczy zabrałam z powrotem do domu.
Gospodarstwo ogrodnicze L.Majlerta na warszawskich Płudach specjalizuje się oczywiście w szparagach i innych świetnych warzywach. Sprzedają najświeższe i najlepsze warzywa w Warszawie. prosto z piwniczki na terenie gospodarstwa ogrodniczego. Wybór spory, a przede wszystkim szparagi, sałaty, zioła i in. Czyste, na wagę bądź na sztuki, samemu się wybiera, wszystko pięknie wyeksponowane, przygotowane, tylko brać do samochodu. No i nie drogo. Codziennie mozna tu przyjechać do 17, w soboty do 14. Korzystam od lat.
To najgorszy z warszawskich marketów sieci Leroy Merlin. Nie lubię tu robić zakupów, ale byłam osobą towarzyszącą. Jak zwykle dużo kupujących i trudno uzyskać merytoryczną informację od pracowników obsługi. Nie ma ich w zasięgu wzroku, ewentualnie trzeba bardzo długo czekać, żeby o cokolwiek zapytać. Przy punktach informacyjnych czekają poirytowani klienci chcąc uzyskać informację. Oglądaliśmy w części ogrodniczej kosiarki spalinowe. sprzedawca nie był specjalnie zainteresowany, żeby doradzać. Sami musieliśmy porównywać ofertę sklepu. Jak zwykle, można przejść cały sklep i nie uzyskać żadnej informacji od sprzedawców. Sklep nie jest ani tani, ani nie ma zbyt atrakcyjnej oferty. Zewsząd obserwują nas kamery, przechadzają się pracownicy ochrony, a jakiejkolwiek pomocy w wyborze towaru próżno oczekiwać. Strona internetowa też nie jest pomocna w czymkolwiek. Zdecydowanie po raz kolejny odradzam wizytę w sklepie. W alejce rozlała się jakaś ciecz i przez cały nasz pobyt w sklepie nikt nie sprzątnął kałuży. Przy kasach też kolejki. I ciągle pytają o kod domowy, pewnie żeby ulotki wysyłać.
Zamówiona na parking galerii Sfera taksówka z Jedynki podjechała w ciagu trzech minut pod umówione drzwi galerii. Bardzo sprawnie i szybko. To firma, na której jeszcze nigdy się nie zawiodłem. Taksówkarz, osoba młoda, sam włożył torbę z zakupami do bagażnika. Samochód był czysty i zadbany, z miłym zapachem w środku. Kierowca w mojej obecności włączył taksometr. W samochodzie bardzo cicho grało radio, działała klimatyzacja. Na miejscu, po zapłaceniu, otrzymałem wydruk rachunku. Kierowca odliczył od rachunku 10% rabatu. Kierowca wyjął i podał mi moje rzeczy i podziękował za kurs.
Prawie cztery godziny spędziłem dziś w Galerii Sfera. Lubię to miejsce, bo sprzyja mi atmosfera, jaka tu panuje. Dzięki temu, że galeria to właściwie dwa osobne budynki, nie ma zbyt wielkiego tłumu. Galeria jest przyjemna i czysta. Jest tu też spokojnie, bo z głośników odtwarzane są tylko niezbęne komunikaty. Jest dużo miejsca do odpoczynku i przerwy w zakupach, tak jesli chodzi o punkty gastronomiczne, jak i ławki w alejach i przy fontannie. Toalety dla klientów są zawsze czyste, pachnące i zadbane. Sprawne są wszystkie windy i schody ruchome. Galeria jest dozorowana przez zespół ochrony. Jest przestrzennie i jasno, a obecna zieleń uspoka wzrok. Wybór i oferta sklepów bardzo duża i urozmaicona. Bardzo sprawnie działa punkt informacji. Jest też sporo piktogramów i oznakowań oraz plany umożliwiajace łatwe poruszanie się po całej galerii. Całość jest bardzo przyjazna klientowi.
Kupowanie kwiatów w salonie kwiatowym w CH Sfera I jest naprawdę bardzo przyjemne. Już na zewnątrz spodobało mi się kilka gotowych bukietów, ale sprzedawczyni zaproponowała, że może zrobić ładny, ciekawy bukiet. Wybrałem czerwone róże, poczekałem może 4 minuty i mym oczom ukazał się naprawdę wspaniały bukiet. Trzeba mieć zapał i talent, by z siedmiu kwiatów zrobić takie cudo. Czekając na bukiet, zauwazyłem że salon kwiatowy jest naprawdę dobrze zaopatrzony, a pomieszczenie bardzo schludne i przyjemne. Obok kwiatów są dostępne kartki okolicznościowe i drobne upominiki. Tymczasem moje kwiaty zostały jeszcze pięknie opakowane. Z uśmiechem na twarzy zapłaciłem - cena umiarkowana.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.