Sklep Camaieu mieści się w Toruniu na terenie Galerii Copernicus. Zajmuje dosyć sporą powierzchnię, jednak w związku z tym, że oferuje bardzo szeroki asortyment towaru, jest w nim dosyć ciasno. W sklepie tym było jeszcze sporo towarów po promocyjnych cenach, jednak rozmieszczone były dosyć chaotycznie. Znajdowały się zarówno przy wejściu do sklepu, w bocznych jego częściach, jak również w tylnej jego części tuż przed przymierzalniami. Sprawiło mi więc sporo trudności wybranie czegoś atrakcyjnego, ponieważ promocyjne bluzki i swetry znajdowały się w każdej z tych lokalizacji i musiałam w zasadzie przejrzeć wszystko. Udało mi się w końcu wybrać coś dla siebie i udałam sie do przymierzalni. Jest ich kilka, uważam, że wystarczająca ilość, są również dosyć przestronne i nie ma problemu z miejscem na rzeczy zarówno przymierzane, jak i własne. Wybraną rzecz kupiłam. Pani przy kasie była bardzo uprzejma i sympatyczna. Poinformowała mnie o możliwości zwrotu towaru w ciągu 7 dni (towar przeceniony), sprawnie mnie obsłużyła. Generalnie jestem zadowolona z wizyty w tym sklepie, chociaż w związku z chaotycznym rozmieszczeniem odzieży promocyjnej, zajęło mi sporo czasu wyszukanie właściwej rzeczy. Jednak lepiej, gdy asortyment jest większy i możliwości wyboru lepsze, niż kilka artykułów promocyjnych i wybór ograniczony.
W zeszłą sobotę odwiedziłam Salon firmowy Plusa w celu podpisania cesji zmieniającej właściciela karty sim. Przywitanie było miłe. Usłyszałam dzień dobry, zaproszenie do stolika. Wypełnienie dokumentów poszło całkiem sprawnie. Osoba obsługująca była dość nowym pracownikiem bo nie do końca wiedziała jakie dokumenty trzeba złożyć aby dokonać podpisania takiej cesji- konsultowała się kolegami. Problem powstał gdy trzeba było podać telefon kontaktowy - podobno grzecznościowy, który miał być wpisany we wniosku. Okazało się jednak, że jeśli nie podam numeru telefonu ta cesja nie może zostać podpisana. Nie wnikam w politykę firmy PLUS ale Pan nie był w stanie wytłumaczyć mi w jakim celu jest podawany ten numer. Zdecydowałam, że podam numer mojego ojca - posida telefon a kartę w firmie PLAY. Przed podpisaniem cesji sama musiałam zapytać o kosztach podpisania dokumnetu. Okazało się, ze podpisanie cesji kosztuje 25 zł a kwota ta miała być dopisana do mojego rachunku. Zwróciłam temu Panu uwagę, że on sam powinnien poinformować mnie o kosztach związanych z podpisaniem tego dokumnetu. Pan po usłyszeniu tej uwagi zaczął się opryskliwie zachowywać i ewidentnie chciał się mnie pozbyć jak najszybciej. Po podpisaniu cesji w 4 egzemplarzach mieliśmy czekać na telefon kontaktowy w celu potwierdzenia akceptacji cesji. W przeciągu godzinu zadzwoniła do mnie obsługa, która poniformowała mnie, że ten podany numer telefonu kontaktowy nie jest numerem abonamentowym (nie sądzę, że ma to jakiś wpływ) i jedyną możliwością akceptacji cesji jest wpłacenia kaucji która wynoisła aż 760 zł. Po usłyszemiu takiej sumy stwierdziłam, że rezygnuje z cesji. Wróciłam jednak do salonu w celu otrzymania dokumentu stwierdzającego anulowanie wmniosku o cesję na którym widniał mój podpis. Pan obsługujący mnie wykonał kopię wniosku skreślony krzyżykiem. Oczywiście powstał problem gdy poprosiłam o wpisanie anulowania wniosku podpieczętowanie i podpisanie przez tego Pana. Wyszłam zawiedziona, zdenerwowana z nie załatwioną sprawą i myślą, że czas najwyższy zmienić operatora.
Po raz kolejny potwierdza sie wcześniejsza obserwacja, że w sklepie "MRÓWKA" należącym do P.S.B. codzienną praktyką stało się "wyrównywanie stanów" oraz robienie przez personel tańszych zakupów na koszt kllienta.
Po raz trzeci w ciagu kilku miesięcy zdarzyło się, że cena widniejąca na półce jest znacząco inna, niż ta, której żądano przy kasie.
Przykład : pospolita kratka wentylacyjna opisana na półce ceną 6,90 w drodze do kasy zdrtożała do 17,00zł. Na opakowaniach jednostkowych w znaczącej większości nie ma naniesionych cen, co pozwala personelowi na dowolne kombinacje : " Brakuje ci droższego towaru, a masz tańszy w nadmiarze ? Skasuj tańszy towar wyższą cena i wyrównaj stany. Potrzeba ci do domu czegoś lepszego ? Skasuj tańszy towar drożej i sam kup drozszy taniej ( masz paragon i nikt się nie przyczepi, że kradniesz ).
Wiem, ze to poważne zarzuty, ale spotykam się z tym procederem właśnie w tym jednym sklepie od dość dawna ( ponad rok ) i sytuacja zawsze ma podobny scenariusz : klasjer nie wczytuje towaru kodem z opakowania, lecz wybiera ręcznie z listy. Odruchowo już zapaniętyję poszczególne ceny, dlatego wyłapuję takie przypadki. najwyraźniej szefostwo firmy albo nie panuje nad sytuacją, albo jest mu ona obojętną .
Zwiazku z ciężką chorobą i nie możnością wykonywania pracy zarobkowej poprosiłem o obniżkę abonamentu!! Dostałem odpowiedź że NIE!! Firma zasłania się zawsze 30 dniowym okresem odpowiedzi na reklamacje!mimo to telefonują z BOK że jak wydłużę umowę o 3 lata to będę mógł 5 miesięcy wcześniej obniżyć abonament! Bezduszność i cynizm!!!
W celu podjęcia gotówki z firmowego konta udałam się do kredyt banku. Juz na wejsciu musiałam 10 minut czekać bo była awaria systemu. Po usunięciu awarii kolejne 10 min czekałam w kolejce. Wyraz twarzy pani kasjerki kiedy do niej podeszłam był co najmniej odstraszający jakby chciała powiedzieć " Więcej klientów nie było?". Kiedy okazało sie że nie mam przy sobie pieczątki pani wpadła w furię. Ręce się jej trzęsły.A że gotówkę mi już wypłaciła i prawdopodobnie nie wiedziała co zrobić więc podniosła głos i powiedziała " Jutro przyniesie pani pieczątkę". Widać opuściła pani wykłady z obsługi klienta i nie nauczyła się używać słowa PROSZĘ.
Wizyta w teatrze 14 marca 2010 roku potwierdziła moją opinię na temat jakości obsługi w tej instytucji. Teatr Powszechny dba jedynie o wybranych klientów. Natomiast jako instytucja państwowa powinna mieć nieco odmienne cele i zadania od tych, które przyświecają prywatnym inicjatywom. Tymczasem niestety strategia marketingowa teatru odbija się na jakości obsługi.
Nie jest tajemnicą, że target Teatru Powszechnego stanowią w większości dobrze sytuowani Łodzianie, często biznesmani szukający łatwej rozrywki. Oczywiście to także klient, którego nie można lekceważyć. Na jego zapotrzebowania odpowiada zatem oferta repertuarowa teatru, która składa się głównie z fars i komedii. Nieporozumieniem w tym przypadku wydaje się organizacja Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych przez ten teatr. Bo Festiwal jest trudny i wymagający. Pokazuje najlepsze spektakle z całego kraju i nie tylko, ale prawie nigdy komedie. Dlatego od wielu lat na czas trwania festiwalu publicznością próbują (!) stać się miłośnicy i badacze teatru, a także studenci. Zaliczam się do tej grupy. Zasiadam na widowni, ponieważ to jedyna szansa zobaczyć w Łodzi najwartościowsze dokonania sceny polskiej danego roku. Staje się klientem tymczasowym, ale niestety wyjątkowo niewygodnym. Szansę też mam nie zawsze.
Nie chce mi się wierzyć, że misją Teatru Powszechnego jest wychowywanie swoich widzów, na co dzień karmionych lżejszym repertuarem. Ale jeśli nawet przyjmiemy taką wersję, zastanawia, dlaczego na organizację tego festiwalu samorząd i Ministerstwo Kultury wydają tak olbrzymie pieniądze. Nasuwa się smutna konstatacja - przyjaciele przyjaciołom. Bo o ile Ministerstwo może zupełnie nie zdawać sobie sprawy z sytuacji wokół festiwalu, to już samorząd doskonale wie, komu teatr go organizuje. Kolegom z Urzędu Miasta? Tylko widzom Teatru Powszechnego? Bo jedynie o nich się dba i traktuje z szacunkiem.
Kilka razy nie udało mi się w żaden sposób kupić wcześniej biletu na wydarzenia festiwalu. Krążą już legendy o ogromnych kolejkach i wyprzedawaniu biletów w 2 godziny. Warto chyba zaznaczyć, że do kasy trafia tylko pewna ich część. Pozostała zamienia się w darmowe zaproszenia dla przyjaciół teatru i personelu, a także dla władz miasta. A ceny biletów są bardzo wygórowane, co sprawia, że automatycznie wykluczona zostaje m.in. brać studencka. Pozostaje oczywiście metoda ostateczna, czyli zakupienie tzw. „wejściówki” na wolne miejsca tuż przed spektaklem. Jednak wymaga ona nie lada szczęścia i ustawienia się w kolejce przy kasie dwie godziny wcześniej. Pojęcia „wcześniej” nie znają zupełnie widzowie uprzywilejowani, tzw. „zaproszeńcy”. Im wolno w zasadzie wszystko. Notoryczne opóźnienia na festiwalu są zasługą wbiegających 10,czasem 15 minut po czasie burmistrzów, marszałków i znanych lekarzy. Zawsze z uśmiechem i szczęściem na twarzy (wynikającym ze zbliżającego się kontaktu z wielką sztuką) mijają grupę rozczarowanych studentów, którzy chwilę wcześniej usłyszeli od obsługi, że nie dostanie się na swojego ulubionego reżysera, bo „nie da się już wcisnąć nawet szpilki.” Znam to uczucie z osobistego, parokrotnego doświadczenia. Rani boleśnie zwłaszcza w porównaniu z podobną sytuacją z drugiej strony. Kiedy spóźniłam się na spektakl (mając bilet) – kochane MPK- i ubłagiwałam obsługę, żeby pozwoliła mi wejść chociaż na balkon, na podłogę koło drzwi, w odpowiedzi usłyszałam pytanie: „ A pani ma taki bilet – zaproszenie do odebrania u nas?”. Miałam taki z kasy. „A to nie”.
Zupełnie nie rozumiem, w jaki sposób formułowana jest oferta festiwalu. Rozśmiesza mnie też jego elitarność. Zwłaszcza, że ci z niego korzystający często nie dostrzegają wyższości spektaklu znanego polskiego reżysera nad "Szalonymi nożyczkami" Teatru Powszechnego. Czy nie mogliby ustąpić miejsca tym, którzy są naprawdę zainteresowani?
Proszę mi wybaczyć ton goryczy, ale wkrada się nieustannie, usilnie i zachłannie, podobnie jak ja na widownię podczas Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych.
Moje spostrzeżenie dotyczy wyznaczonego miejsca dla palących pracowników PUP. Jest po pierwsze umiejscowione wewnątrz budynku co jest moim zdaniem nie do przyjęcia. Po drugie i najważniejsze nie mogę oprzeć sie wrażeniu jakbym wchodził do zwykłej knajpy, kiedy począwszy od wczesnych godzin rannych przekraczając próg urzędu zderzam się ze ścianą papierosowego dymu. Czy chcąc sobie zapalić nie można tego zrobic np. przed pracą? Oczywiście ktoś może czuć się nieswojo w przyjemnym, pachnącym wnętrzu budynku, ale niech nie skazuje wszystkich, którzy tam przychodzą na tę wątpliwą przyjemność duszenia się dymem tym bardziej jeśli jest to kobieta w ciąży, czego nawiasem mówiąc mogła doświadczyć moja żona. Sam do niedawna paliłem i wiem co to jest nałóg i chęć sięgnięcia po papierosa, ale o ile pamiętam nigdy nie zmuszałem nikogo z mojego otoczenia aby się zaciągał razem ze mną. Zostawmy ludziom wybór. Może jakaś strefa dla palących na zewnątrz budynku, z dala od wejścia, ewentualnie darmowy kurs rzucania palenia;)
Moja mama w telefonie ery włączyła darmową usługę "dowcip dnia" po tygodniu dostała wiadomość, że usługa darmowa się skończyła i jeżeli nie chce dalej dostawać tych wiadomości do ma zastosować się do poleceń które występują poniżej. Po zastosowaniu się do instrukcji dostała sms-a że błędnie wykonana komenda. Powtórzyła i po raz kolejny ta sama informacja i tak kilka razy. Dodam że za każdy taki sms musiała zapłacić. Poprosiła mnie,żebym się udała do punktu obsługi klienta. Poszłam, przywitał mnie niechlujnie ubrany mężczyzna z ręką w kieszenie i spytał w czym może pomóc. Po przedstawieniu problemu próbował wyłączyć usługą zgodnie z instrukcją w internecie. Okazało się,że nadal nie da się wyłączyć, czyli błędne informacje na ich stronie internetowej. Myślę, że celowe wprowadzanie klienta w koszta. Pan bezradnie rozłożył ręce i skierował mnie do centrum Ery na Piłsudskiego. Udałam się tam. Pani która mnie obsługiwała była bardzo nie miła tonem nie znoszącym sprzeciwu "poprosił mnie o numer telefonu". Bez słowa poklikała w komputerze i poinformowała mnie że usługa jest wyłączona. nie usłyszałam słowa przepraszam a na zwróconą uwagę że firma okrada klientów i powinna zgłosić to władzom w Warszawie nic nie powiedziała. Na moje do widzenie nie odpowiedziała. Osobiście odradzam korzystanie z usług tej firmy.
Wchodząc do marketu nie natknąłem sie na żadne śmieci. Strefa wejścia czysta. Na sali sprzedażowej podłoga czysta. Towar w każdym dziale ułożony równo oraz czytelnie, nie miałem kłopotu z odnalezieniem ceny danego towaru. Warzywa i owoco wyglądały na świeże i były uporządkowane. W markecie nie było tłoku. Czynne były dwie kasy. W kolejce czekałem kilka sekund. Zostałem przywitany słowami dzień dobry. Kupowałem jedną rzecz, płaciłem kartą i nie trwało to długo, ale podczas obsługi kasjerka zwróciła się z prośbą o coś do drugiej. Na koniec usłyszałem słowo dziękuje.
Pan na podjeździe zaproponował swoja pomoc, zachecił do kupna paliwa v-power i zaproponował dodatkową usługę pod postacią umycia szyby i zaprosił mnie do kasy, podjazd był czysty i odśnieżony bez plam oleju,peronowy również miał identyfikator.Kasjer miły zaproponował dodatkowy produkt(red bull shot) poinformował o bieżącej promocji(25l i szklanka za 2.99 lub 6.99 w zależności od zatankowanego paliwa), miał identyfikator w sklepie było czysto i schludnie,produkty były poukładane i łatwo dostępne lady były czyste a podłogi niedawno umyte,w toalecie było czysto i pachnąco,kartka był podpisana do godziny 14.Przed wyjściem Pan kasjer pożegnał mnie i zaprosił ponownie.
Razem z narzeczonym wybraliśmy się na urodzinową kolację do klubu Herezja. Zaciekawieni faktem, iż jest top także galeria, zdecydowaliśmy, że spośród wielu innych indyjskich restauracji, wybierzemy właśnie tę. Z zewnątrz budynek wygląda dosyć obskurnie i gdybym nie wiedziała, że w środku jest restauracja, raczej bym nie weszła. W drzwiach powitał nas pan pytaniem, czy przyszliśmy na "imprezę prezesowską". Widząc nasze skonsternowane miny szybko zmienił ton i zaprosił nas do sali na piętrze. Tam musieliśmy chwilę zaczekać na swój stolik... Obsługująca nas pani była niezwykle miła, doradzała, co wybrać. Zaproponowała nawet koktajle, których nie było w karcie. Jedzenie przepyszne, aczkolwiek spodziewałam się bogatszej karty menu. Czekaliśmy na podanie go dość długo, z czego wniosek że przygotowywane jest na miejscu, bez odgrzewania czy innego typu "szybkich akcji". Wystrój niezwykle oryginalny, wiele pięknych przedmiotów. Początkowo w tle słychać było muzykę arabską i indyjską, co nam się bardzo podobało. Później niestety zmieniono na bardzo klubową, a nie tego się spodziewaliśmy po takim miejscu. Siedzieliśmy przy stoliku "przejściowym" do innych sal, więc co chwilę ktoś koło nas przechodził, co trochę przeszkadzało w konwersacji. Mimo tego, byliśmy zadowoleni. Aż do pewnego momentu. Kiedy poprosiliśmy o rachunek, miła pani poinformowała nas, że terminal mają nieczynny, ale niedaleko znajduje się bankomat. A ona niestety zapomniała poinformować nas o tym fakcie wcześniej... Jak się okazało, to niedaleko to 2 ulice dalej. Ponadto, przy stoliku obok posadzono 6 osób, które spytały czy można tu palić. Kiedy z ust kelnerki usłyszałam "oczywiście" nie mogłam uwierzyć! Prosiliśmy przecież o stolik w części dla niepalących. W efekcie wyszliśmy nieco zdegustowani końcowym zachowaniem obsługi. Wydaje mi się, że próbują każdemu nowo przybyłemu gościowi sprawić przyjemność, zapominając o tej przyjemności już przy końcu wizyty...
Od dziś obowiązuje nowy rozkład jazdy. Rozkład jazdy wyłącznie z pozoru jest rzeczą bezwzględną i powinien obowiązywać zarówno na tablicy z rozkładem jazdy, ale i na peronie. W rzeczywistości jest rzeczą dość swobodną. Pociąg TLK do Szczecina według rozkładu jazdy powinien odjeżdżać o 6:00. Na peronie okazuje się, że na wyświetlaczu wiszącym nad rozkładem drukowanym widnieje godzina 6:01. Ciekawe ile jeszcze niekonsekwencji jest w działaniu PKP?
Wybrałam się ze znajomymi do pizzerii w Szczyrzycu. Lokal urządzony ciekawie, do wyboru stoliki z fotelami oraz z krzesłami, kącik do zabawy dla dzieci (co nie często się zdarza w tego typu lokalach), dwa stoły bilardowe (z czego jeden był zepsuty).
Duże zastrzeżenia do obsługi. Po wejściu do lokalu i zajęciu miejsc, karty nie było na stole, trzeba było po nią iść. Kelnerka nawet nie zainteresowała się nowymi klientami (mimo, że nikogo nie było oprócz nas), zamówienie trzeba było złożyć przy barze, samemu odebrać zamówioną pizze, napoje i dodatki, jak również samemu zwrócić naczynia. Koleżanka zamówiła dodatkowy napój i nie słyszała że jest już gotowy, ponieważ zrobił się ruch. Kelnerka przyniosła go po dłuższej chwili, z pretensjami, że "wołała, że napój gotowy, nikt nie słyszał i musiała go sama przynieść". Porównanie cen do jakości obsługi bardzo niskie. Pizza smaczna, ale jadłam lepsze.
Firma pionier - pośrednik, w wyrażeniu opinii klientów w stosunku do obsługi. Dzięki temu, każdy przyszły klient może sprawdzić opinię innych klientów dotyczących wybranej firmy. Po zmianie strony internetowej łatwiej można znaleść opinie uczestników. Dużym plusem jest szybsze wyszukiwanie firm aby poznać opinię innych klientów. Na starej stronie czas oczekiwanie na znalezienie danych strasznie się dłużył. Ale to już jest przeszłość. Także kolorystyka użyta na stronie jest bardziej przyjemna dla oka. Małym minusem jest brak możliwości sprawdzenia za ile punktów są dane gwiazdki, które są teraz widoczne przy kazdym użytkowniku.
Dziękujemy bardzo, +5 to dla nas szczególne wyróżnienie. Staramy się aby nasza strona była coraz lepsza i szybsza, chociaż nie jest to proste, przy tak ogromnej liczbie użytkowników, z których niemal każdy ma nieco inne potrzeby. Jeśli chodzi o system gwiazdek, to szczegółową punktację widzą na razie jedynie osoby które są także zarejestrowane jako audytorzy SecretClient. Pomyślimy w przyszłości o szerszej informacji. Pozdrawiamy i czekamy na kolejne opinie.
Wrocław przez dwa...
Wrocław przez dwa stulecia był pod władaniem Korony Czeskiej. Mimo tego i mimo bliskości Czech brakowało śladów czeskiej kuchni. Teraz jednak miłosnicy knedlików mają okazję spróbowąć tej potrawy, oczywiście z gulaszem i kapustą. Jest też wybór czeskich piw - ze znakomitym ciemnym primatoraem, a do niego prawdziwe utopence. Jest tez Hermelin w zalewie. Z klasyki brakuje tyloko vepr'o-knedlo-zelo.
Wczoraj wieczorem pojechałem zatankować samochód na stację BP w Zielonej Górze. Podjechałem pod dystrybutor z paliwem BP Ultimate Diesel. Niestety dystrybutor był uszkodzony. Poszedłem więc zgłosić problem pracownikowi, który natychmiast poszedł naprawić usterkę. Po chwili wszystko było w porządku. Błyskawiczna reakcja pracownika.
Sklep Solara w Manufakturze jest super - zapada w pamięć. Po wejściu do sklepu ekspedientka zaoferowała swoją pomoc. Po paru minutach druga delikatnie zaznaczyła, że w razie czego jest obok. Dla mnie najważniejsze jest, że gdy potrzebuję pomocy to mam się kogo spytać, ale nie lubię jak ktoś mi depta po piętach. Panie w Solarze nie były nachalne. Elegancki, ale nie rzucający się w oczy ubiór idealnie pasował do wystroju salonu. W sklepach tej marki podoba mi się panujący porządek. Akcesoria mają swoje miejsce, ciuchy wiszą w odpowiedniej odległości. Niestety niektóre rzeczy moim zdaniem wycenione są za wysoko.(+4)
Wyższa Szkoła Wychowania Fizycznego i Turystyki w Białymstoku charakteryzuje się dbałością o swoich studentów, wysoce wykwalifikowana kadra wykładowców oraz nauczycieli akademickich stara się trzymać wysoki poziom w przekazywaniu wiedzy jak również kładą nacisk na zachowanie (kulturę osobistą). Jest to jedna z najlepszych w Polsce Szkół Wyższych kształcąca przyszłych nauczycieli wychowania fizycznego oraz trenerów różnych dziedzin sportowych. Atmosfera w uczelni jest bardzo przyjazna.
W związku z tym, że wiosna lada moment zawita do naszego kraju postanowiłam wybrać się przy okazji zakupów spożywczych do kilku sklepów z odzieżą aby sprawić sobie nowe jeansy. Kilka lat temu zakupiła świetnie leżące jeansy właśnie w sklepie House i tam skierowałam swoje pierwsze kroki. Nie byłam jednak dawno w tym sklepie, dlatego czułam się już na samym wejściu zagubiona: nie wiedziałam gdzie znajdę nowe kolekcje spodni damskich. Poza tym miałam już w myślach lekko sprecyzowany wzór wymarzonych spodni. Kiedy weszłam liczyłam od razu więc na szybką pomoc. W sklepie nie było żadnego klienta, przy samym wejściu stała młoda osoba z obsługi - kobieta. Ucieszyłam się niezmiernie, ponieważ zdałam sobie sprawę, że będę miała fachową pomoc. Jakże się przeliczyłam! Pani rozmawiała, a raczej próbowała połączyć się z kimś przez telefon komórkowy, nie przywitała się ze mną, nie nawiązała kontaktu wzrokowego. Poczułam się jak intruz lub osoba, która pomyliła sklepy... Przeszłam do dalszej części sklepu, Pani cały czas zajęta była telefonem. Błagalnym wzrokiem spojrzałam w jej stronę, jednak nie odważyłam się podejść i przerwać jej. W związku z tym, że nie mogłam znaleźć wzorów spodni, odeszłam z kwitkiem. Spodnie zakupiłam obok w innym sklepie i jestem bardzo zadowolona. Szefowie tego sklepu mają chyba za duże utargi i nie obchodzi ich już los klienta.
Kierowca zamknął mi drzwi przed nosem,a ze względu na pogodę(padał deszcz ze śniegiem) zostałem ochlapany.Firma nie poczuwa się do winy !
Brak kultury i zorientowania na klienta.Kolejny raz okazało się,że komunikacja miejska nie patrzy na klienta,byle jechać ! I stało się tak,żona pojechała,a ja zmoczony musiałem iść piechotą.
Wydaje mi się,że kierowcy MPK nie tylko w Poznaniu obowiązkowo powinni przechodzić szkolenia psychologiczne,z zachowań czysto ludzkich
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.