Świetny lokal dla osób będących smakoszami piwa. W środku 11 kranów, asortyment ciągle się zmienia, ciągle coś nowego. Obsługa kompetentna, zna się na rzeczy, zawsze coś doradzi. Piwo profesjonalnie nalewane (a nie byle szybciej), zawsze w odpowiednim szkle. Do tego jeden z nielicznych lokali z zawsze czystą toaletą. Trochę drogo, ale za jakość trzeba płacić. Minusem jest trochę za mały bar, przy którym czasem robi się tłok.
Agentka już podczas rozmów, sprawiała wrażenie osoby dobrze przygotowanej, wsłuchującej się w potrzeby klienta. Na spotkaniu powiedziałem jaki produkt mnie interesuje, a co w ogóle nie wchodzi w rachubę. Obyło się bez wciskania mi na siłę rzeczy, który nie potrzebuję. Całe spotkanie trwało 15 minut, mimo, że z innymi agentami musiałem męczyć się czasem ponad godzinę. Ogólnie krótko zwięźle i na temat
Umówiłem się na spotkanie z agentem w sprawie zakupu ubezpieczenia na życie wraz z wypłatą świadczenia za poważne zachorowania i uszczerbek na zdrowiu - na kwotę 50 000zł i ze składką miesięczną maksymalnie 100zł. Agent przekonywał mnie, że lepsze jest samo ubezpieczenie na życie, ale na 200 000zł i z częścią inwestycyjną zamiast świadczeń, które ja chciałem. Mimo kilkakrotnego zwracania uwagi, że nie interesują mnie produkty inwestycyjne i chciałbym to, co mnie interesuje, agent przez ponad godzinę przekonywał mnie on, że jego opcja jest lepsza, bo.... gdybym przestał lub zapomniał opłacać składki to nie przepadnie mi ubezpieczenie. Strata czasu
Większość załogi miła i sympatyczna - ale nie wszyscy. Np pani pracująca przy regałach z pieczywem na zwróconą uwagę o wymieszanym pieczywie od różnych producentów, winę przerzuca na niereformowalnych klientów. W ladzie chłodniczej Delma w kilogramowych opakowaniach powciskana jest pomiędzy górnymi półkami po dwie - jedna na drugiej. Trudno wyszarpnąć rosłej osobie, a co dopiero osobie niskiej i w starszym wieku. Przy stanowisku garmażeryjnym odmówiono mi obsługi, gdyż nie miałem rzeczywiście koszyka (celowo, mała prowokacja). Przyczyną był totalny brak koszyków tak przy wejściu jak i na sklepie. Natomiast wózkami trudno przecisnąć się gankami pomiędzy wybierającymi klientami a powstawianymi po środku ganków dodatkowymi paletami z towarem. Musiałem odstać ponownie za koszykiem, których było w sklepie pięć. Później okazało się ze kilka koszyków kasjerki trzymały przy nogach, bo podobno klienci kradną ...tyle że nikt tak schowanych koszyłów nie widzi. Przy stanowiskach kasowych za mało miejsca na pakowanie opłaconego towaru. Zdarza się że klient z niewielką ilością zakupów musi czekać albo przeciskać się przed klienta który nie zdążył schować większej ilości towaru.. Zauważyłem brak przejrzystej informacji cenowej, w tym przypadku na półkach z cukrem. Nie wiadomo która cena do którego gatunku.Stanowisko alkoholowo- cukiernicze w zamyśle projektanta pewnie celowo wysunięte zostało poza linię kas po to, by klienci kupujący ciasto lub alkohol mieli pierwszeństwo tutaj w obsłudze, a wsparcie na tym stanowisku innych kas miało następować dopiero po obsłużeniu amatorów słodyczy.Niestety życie i głupie zarządzenia kierownictwa sklepu spowodowały, że to udogodnienie od lat jest już tylko wspomnieniem.Tuż przed zamknięciem sklepu, wejście klienta spotyka się ze zniechęcającymi uwagami pracowników.
Sprzedawca rozmawiał ze mną niezrozumiale (jakbym była informatykiem), "obskoczyło" mnie aż trzech sprzedawców i jeden mówił przez drugiego. Jeden z nich powiedział, że "Windows 8 nie poleca nawet zmarłemu". Jak się okazało, laptop, który mi zaproponował, miał system operacyjny Windows 8.
Często korzystam z usług tej apteki. Jest ona w części samoobsługowa. Pracownicy są bardzo kompetentni i zawsze służą soją pomocą. Szybko, tanio, bez kolejek. Polecam!
Podczas wizyty w jednej z sieciowych kawiarni Starbucks miałam okazję obserwować personel, organizację pracy oraz estetykę miejsca w którym spędzałam czas. Moja wizyta miała miejsce około godziny 14.00 w sobotę 20.04.Po wejściu głównymi drzwiami, w powietrzu unosił się przyjemny zapach świeżo mielonej kawy. Kiedy skierowałam się do lady kasowej zostałam uprzejmie i z uśmiechem przywitana przez jednego ze znajdujących się tam dwóch pracowników. Pracownicy wyglądali schludnie i czysto, ubrani byli w firmowe koszulki. Oprócz mnie w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze kilku klientów, przy kasie nie było kolejki, na ladzie panował ład i porządek. Przy ladzie zapytano mnie o wybór napoju, podałam więc rodzaj i rozmiar kawy na którą się zdecydowałam. Jako duży minus uznaję to, że nie zaproponowano mi dodatkowo ciasta, tarty itp., bo nie wykluczone, że którąś z tych rzeczy bym zamówiła. Po dokonaniu zapłaty oraz odebraniu kawy udałam się do "piwnicy" kawiarni, gdzie na niektórych stolikach (ok. 2) znajdowały się nie uprzątnięte kubki po poprzednich klientach, jednak po niedługim czasie (ok.7-9min.) zjawił się ktoś z personelu, kto zajął się brudnymi naczyniami. W miejscu, gdzie znajdują się słomki, serwetki i cukier panował bezład, tj. rozsypany był cukier, serwetki nie na swoim miejscu. W pomieszczeniu słychać było stonowaną muzykę, a światło o średnim natężeniu wprowadzało przyjemny, odprężający nastrój. Jeśli chodzi o samą kawę - w chwili podania - była ona aromatyczna i o odpowiedniej temperaturze. W między czasie zdarzyło mi się również odwiedzić WC, które pozostawiało wiele do życzenia. Panował tam niezbyt przyjemny zapach, ponadto pod zlewem była porozlewana woda, wnętrze kabin również wymagało odświeżenia, wyglądało to tak, jakby od rana zupełnie nikt tam nie sprzątał. Ogólne wrażenie jakie wywarła na mnie kawiarnia Starbucks na wrocławskim Rynku oceniam jako średnie, było sporo mocnych stron takich jak klimat miejsca, czyli muzyka, światło i zapachy, ale też kilka słabszych punktów, głównie jeśli chodzi o porządek w pomieszczeniu, być może wynikało to z niezbyt dobrej organizacji obecnych wówczas pracowników.
Wizytę odbyłam w dniu 27.04 br wraz z rodziną ok. godz 18. Już w wejściu restauracji przywitała nas Pani z obsługi, zapytała o stolik i zaproponowała pozostawienie płaszcza w szafie. Zaraz został nam wskazany zarezerwowany wcześniej stolik i podane menu. Obsługiwała nas pani Marta, przyjęła zamówienie po ok. 10 minutach, doradzając i opowiadając szczegółowo o wybranych potrawach. Po chwili otrzymaliśmy zamówione napoje, a niedługo później przystawki. Zamówiliśmy mix przystawek, tzazyki oraz zapiekany ser. Wszystkie dania były estetycznie podane, dobrze doprawione. Szczególnie smakowite były krewetki, pierogi nadziewane serem oraz "pulpeciki". Danie główne, które miałam okazję próbować to miecznik oraz warzywa grillowane. Miecznik był dosyć twardy, mało słony. Warzywa wyglądały na talerzu bardzo ładnie, ale smak nie do końca trafił w moje upodobania (szczególnie nijaki w smaku bakłażan, który generalnie lubię, a tutaj jakoś nie do końca). Na koniec zamówiliśmy desery, na które czekaliśmy ok. 15minut. Zdecydowaliśmy się na zmianę zamówienia pod wpływem podpowiedzi Pani Marty. Mieliśmy zamówić m.in.Giourti me sika ke meli, ale ostatecznie trafiły do nas: Chocolate fondant, Karamellas i Baklava. Dwa pierwsze - wyśmienite. Sernik był delikatny, ładnie podany, w dużej porcji. Chocolate fondant z lodami mięciutki, także delikatny, rozpływał się w ustach. Baklava - dla ludzi lubiących baaardzo słodkie desery. Mnie zemdliły dwa kęsy.Ogólnie restauracja zadbana, czysta (toalety dostosowane dla matek z dziećmi), z obsługą, która uważnie słucha gości i potrafi polecić dania godne uwagi. Jedyny przytyk, który można dać obsłudze to małe zaangażowanie, tj. nikt nie pytał nas czy dania nam smakują, czy czegoś nie potrzebujemy (np. dodatkowego talerza, serwetek, chlebka, następnego dania). W tle słychać szum muzyki, można swobodnie porozmawiać, idealne miejsce na spotkania rodzinne, dla przyjaciół, ale i na lunche biznesowe. Wystrój niestety nie przypomina Grecji jakby sugerowała to nazwa restauracji, zamiast obrazka ze Świętym powiesiłabym raczej obraz nawiązujący do mitologii greckiej:). Polecam, aczkolwiek trzeba uważać na niektóre dania.
Cynamonwe caffe przy basenie , chyba zmieniło kucharza. Zamówiłem pstrąga , dostałem danie szybko kelnerka podała go z duma na twarzy , był świetny. Ukłony dla kucharza i restauratorki za dobry wybór.Polecam wszystkim to miejsce .
Moje wizyty w tym banku zawsze kończą się negatywnym wrażeniem. Wchodząc do banku, pracownicy zauważają klienta i jeżeli są wolni to zapraszają do okienka. Więc wrażenie pod tym względem wydaje się pozytywne. Ale niestety plusy na tym się kończą. Najgorsze wrażenie wywiera na mnie jedna z pań pracujących w tym banku. Ja rozumiem że chce namówić klienta na jakąś ofertę ale robi to bardzo nachalnie. Nie pomagają tłumaczenia że nie jesteś zainteresowana propozycją i spieszysz się na pociąg. Ciągle zadaje pytania "ale dlaczego nie jest Pani zainteresowana tą ofertą?". Na pociąg niestety się spóźniłam... Sytuacja taka zdarzyła się dwukrotnie.
Jakość i ceny w sklepach "Biedronka" są na dobrym poziomie. Jednak jeżeli chodzi o obsługę klienta to jest fatalna (ul. Świrskiego 8). Kolejki są bardzo długie, kasy pozamykane, czynna jest jedynie jedna, ewentualnie dwie kasy. Klienci są zdenerwowani, proszą o otwarcie dodatkowych kas, jednak nie przynosi to oczekiwanego rezultatu. Mimo tego, że ten sklep jest w centrum miasta, staram się unikać tam zakupów, ze względu na długi czas oczekiwania w kolejce.
Kilka kas w tym jedna czynna.Jezeli sie kogos zawola to personel przyjdzie,ale mina pozostawia wiele do zyczenia tych pan.Date podaje w przyblizeniu,poniewaz to jest nagminne.Jezeli chce sie zakupy zrobic na wedlinach,mozna czekac,czekac i czekac.
Obsługa bardzo nie miła to mało powiedziane.Powinni zmienić personel i to prawie w całosci.Sa tam ze dwie panie,uprzejme reszta do kitu.WPodaje datę jednego incydentu,ale bylo ich wiele.
Poznańska Palmiarnia może zachwycić każdego swoją ofertą. Różnorodność roślin, którą dodatkowo wzbogacają eksponowane gady, czy chociażby pawilon z rybami, spotyka się z bardzo dużym zainteresowaniem zwiedzających grup. Od czasu do czasu można także trafić na okazjonalne wystawy. Podczas zwiedzania nie można się nudzić. Warto przy okazji pobytu w Poznaniu odwiedzić palmiarnię. Jedyny mankament, to tandetnie wyglądające pamiątki, których zbyt wygórowana cena czasami może powalić z nóg, ale mimo to asortyment sprzedaje się, jak ,,ciepłe bułeczki'' tym bardziej, że kupującymi są najczęściej dzieci, które wiadomo chcą przywieźć sobie pamiątkę, przypominającą im wizytę w Palmiarni.
Kilka dni temu odwiedziłem poznańskie zoo. Powiem, że jest przereklamowane. Żadnych atrakcji, mało zwierząt i kiepsko pod względem gastronomii. Jedyne, co można zobaczyć, to cztery słonie, cztery wielbłądy, kilka ospałych żubrów i parę rozleniwionych tygrysów syberyjskich. Brakuje chociażby jednego lwa, nosorożców, żyraf, niedźwiedzi, krokodyli oraz wielu innych zwierząt, które mogłyby być prawdziwą atrakcją chociażby dla zwiedzających grup dzieci. Po wielu kilometrach, które człowiek przedrepcze, czeka na niego np. łyk kawy za wcale niemałe pieniądze i niezbyt miła obsługa, która nastawiona jest maksymalnie na zysk. Mówiąc krótko, można się nieźle umęczyć, a niewiele zobaczyć.
Dnia 26 kwietnia 2013 roku odwiedziłem wraz ze znajomym restaurację SPHINX w Warszawie na Nowym Świecie. Niestety od samego początku poziom obsługi reprezentowany przez kelnera o imieniu Mikołaj był tragiczny. Kelner sprawił wrażenie, że chciało się wyjść z restauracji. Podkładki, kartę oraz sztućce kładł bardzo nerwowo. Na danie czekałem powyżej 15 minut, gdy kelner przyniósł postawił je na stole bardzo nieostrożnie tj. stuknął bardzo talerzami jak w barze mlecznym za czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Kiedy spróbowałem karkówki okazała się żylasta i gumowata. W porównaniu do innych restauracji Sphinx - pieniądze były wydane w tej restauracji w błoto, bo lepiej już można zjeść w McDonald's czy KFC. Kelner dopiero po upomnieniu się o sos przyniósł go z widoczną niechęcią. Bułki do dania były przypalone i były widoczne na nich palce. Ryż miał wg mnie za dużo przyprawy, która sprawiała, że był żółty co zabiło tak naprawdę jego smak. Jedyne co dobre było w daniu to zestaw surówek i sok bananowy. Jeśli chodzi o wystrój restauracji to bardzo w niej przytulnie i miło. Restauracji bym nie polecił znajomym, a uwagę odnośnie zachowania kelnera i wydaniu przez niego reszty w bardzo drobnej walucie tj. 10-20 groszy, które w sumie robiły 5 zł jak również niesmaczne dania przy wyjściu zgłosiłem menedżerowi sali. Kelner był niegrzeczny i złośliwy, dodatkowo pożegnał mnie słowami "dziękuję i zapraszam ponownie", które odebrałem jako drwinę co było przysłowiowym gwoździem do trumny do tego, by już nigdy nie wejść ponownie to tej restauracji… Szkoda… Stracił napiwek, a zyskał super komentarz!
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.