Jogurty bardzo często przedatowane, nie sprawdzając na miejscu daty przydatności do spożycia po raz kolejny przyniosłam jogurty przeterminowane ( data przydatności do spożycia 31.01, 19.01).
Obsługa nie chętna do pomocy (zazwyczaj "z innego działu). Kasjerki mają problem wydawaniem gotówki (zazwyczaj - 100% - na niekorzyść klienta).
Postanowiłem zamówić sobie książkę poprzez swoje konto internetowe w Empik.com, ale niestety strona od kilku tygodni działa w bardzo ograniczony sposób. Do tej pory nigdy nie miałem problemów z zamawianiem produktów za pomocą tej strony, natomiast od jakichś dwóch tygodni strona funkcjonuje bardzo powoli, co strasznie irytuje. Wybieram towar, przechodzę do rodzaju przesyłki, a potem już niestety nie da się nic zrobić. Aby zamówić towar, trzeba podjąć kilka prób. Ostatecznie straciłem cierpliwość i zamówiłem towar za pomocą innej firmy, bo nie dość że ten sam towar jest tam tańszy to jeszcze strona działa bez problemów.
Moi rodzice kupili w ostatnim czasie tablet iPad i chcieli zobaczyć nowe akcesoria do tego sprzętu. Korzystając z okazji we trójkę wstąpiliśmy do sklepu Apple w Browarze. Boks trochę mały i ciasnawy - dużo klientów. Towar był ładnie zaprezentowany - można było dotknąć i wypróbować działające egzemplarze - nie atrapy co było bardzo przyjemne i przydatne. Mama zapytała stojącą przy stoisku hostessę o słuchawki i uzyskała wyczerpującą informację. Tato sprawdził działa nie iPhona, który był wystawiony. Obsłucha sklepu była zajęta klientami. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do tego sklepu. Po chwili wyszliśmy.
Chciałam kupić nowy szalik, więc poszłam do sklepu Van Graaf w Starym Browarze. Byłam w towarzystwie taty i mamy. Jak weszłam do sklepu na poziomie pierwszym sklepu ujrzałam kilka stolików z dość dużym rozgardiaszem swetrów - wyprzedaż. Klientki rozrzucały ubrania szukając innych modeli. Ja od razu wjechałam na wyższy poziom ruchomymi schodami - rodzice ze mną. Na dziale dodatków było kilka szalików i czapek już przecenionych pod koniec sezonu. Po kilku minutach znalazłam odpowiedni szalik, przymierzyłam też kilka czapek. Na horyzoncie była jedna ekspedientka, ale nie podeszła - zresztą nie byłą nawet potrzebna. W momencie gdy już miałam w ręce odpowiednią rzecz i zaczęłam się rozglądać za kasą pojawiła się starsza pani (ekspedientka) i zabrała szalik dając w zamian bilecik i odesłała nas do kasy na niższym poziomie. Dodatek został wysłany windą niżej. Przy kasie, za ladą znajdowały się (chyba) 4 ekspedientki - wszystkie zajęte obsługą klientów. Po 2 min przyszła kolej na nas - zapłaciliśmy. W międzyczasie powiedziałam do mamy, że o takim szaliku marzyłam - wtedy ekspedientka z uśmiechem przyznała, że miło jest mieć tak zadowolonych klientów. Zostaliśmy bardzo dobrze (zresztą jak zwykle) obsłużeni. Plusem tego sklepu (wg mnie) jest to że wiek ekspedientek to ok 35-55 lat. Ma się poczucie, że ma się do czynienia z osobami "znającymi się na rzeczy", profesjonalistami. Panie są ubrane elegancko i skromnie. Są uprzejme i dyskretne - nie narzucają się z pomocą kiedy nie trzeba, pojawiają się (zazwyczaj) dopiero jak zauważą, że klient naprawdę ich szuka i potrzebuje pomocy - dla mnie to plus bo lubię spokojnie i bez natrętnego wzroku obsługi pooglądać asortyment. Dodatkowo jakość ubrań jest w sklepie naprawdę wysoka.
Ponieważ dostałam w prezencie od firmy "Duka" bon rabatowy 50% który trzeba było zrealizować do 29. lutego wybrałam się w sobotę do tego sklepu z mamą. Jest on zlokalizowany na pierwszym piętrze "nowej" części niedaleko ruchomych schodów do wyjścia. Gdy weszłam do sklepu to było już w nim dwoje klientów. Wybierali porcelanę. Ekspedienci chodzili po sklepie - była ich trójka - jeden mężczyzna i dwie kobiety. Chodziłyśmy z mamą po sklepie ok. 3-4 minuty i rozglądałyśmy się by wybrać artykuły. Po tym czasie podeszła do nas dziewczyna (ekspedientka, blondynka w kucyku) i zaproponowała pomoc. Ja podziękowałam. Mama pytała o coś, ale nie słyszałam o co - ale widziałam, że była zadowolona z odpowiedzi. Po ok. 3 min poprosiłam jednak o wyjęcie silikonowych foremek na mufinki bo nie byłam pewna kształtu. Pani wszystko mi pokazała i wytłumaczyła. Po chwili wybrałyśmy z mamą brytfannę i kilka drobiazgów do kuchni. Podeszła do nas ta sama dziewczyna i wzięła nadmiar rzeczy, żebyśmy nie dźwigały i mogły się dalej rozglądać. Dałam kartę rabatową - powiedziała z uśmiechem, że będzie pilnować jej jak oka w głowie. Po chwili wróciłyśmy z mamą do kasy i chciałyśmy zapłacić. Przy nas Blondynka z kucykiem uczyła drugą ekspedientkę (chyba nową) jak się nabija rabat. To niestety było problemem bo nowa zaczęła się mylić, ciągle wymieniały się przy komputerze. Zaczęły się do siebie śmiać i jakby nie były w ogóle zestresowane całym zamieszaniem. Trochę to trwało a ja z mamą zaczęłyśmy się niecierpliwić. W końcu ekspedient, który cały czas robił coś za ladą przejął wszystko, skasował, wpisał jeszcze raz sprawnie i podliczył zakupy. W tym czasie ekspedientka blondynka zaczęła powoli pakować ceramiczne zakupy, owijać. Chcieli ciężką ceramiczną brytfannę włożyć do papierowej torby z resztą rzeczy - ja zaprotestowałam bo bałam się że się wszystko przerwie - na moje życzenie podzielili pakunek na dwie części. Zakupy odebrałam z mamą po ok godzinie - reszta wizyty przebiegła poprawnie. Pożegnano nas i wyszłyśmy. Sklep był wysprzątany, towar ładnie poukładany. Generalnie polecam.
Jest to sklep godny miana kompetentnego. Super współpraca, produkty są dobrej jakości, szybka wysyłka-robiłam zakupy w tym sklepie już jakiś czas temu, ale wróciłam do niego ponownie wybierając internetową wysyłkę i powiem szczerze, że warto było postawić właśnie na ten sklep. Obsługa miła, a ceny niewysokie -gorąco polecam.
Ostatnio korzystałam z usług tego sklepu. Bardzo szybko oraz profesjonalnie mnie obsłużono, zestaw komputerowy który zamówiłam początkowo do odbioru był za 5 dni ale już dzień po złożeniu zamowienia dostałam wiadomość o przygotowaniu towaru do odbioru. Jeśli chodzi o ceny, co tu dużo pisać po prostu było najtaniej. Obsługa była miła i fachowa. polecam!
Niedawno dokonałam pierwszego zakupu w sklepie NEO24. Zakupiłam ekspres do kawy, odkurzacz oraz aparat do czyszczenia zębów. Płatność była kartą kredytową. Wyboru dokonałam w niedzielę, a już we wtorek odebrałam towar. To mój pierwszy kontakt z tym właśnie sklepem i zapewne nie ostatni. Jestem w pełni zadowolona. Miły kontakt teżzachęca do powrotu. Nie ryzykujcie, kupując gdzie indziej ponieważ tu uzyskacie pełny komplet informacji o statusie swego zamówienia, a sam towar jest pierwszej klasy. Z czystym sumieniem polecam zakupy właśnie tam.
W sobotę podczas spaceru po galerii handlowej Stary Browar chciałam kupić perfumy, które mi się ostatnio skończyły. Weszłam z mamą do perfumerii Douglas zlokalizowanej w "starej części" Browaru na parterze nieopodal głównego wejścia. Ponieważ wiedziałam jakiej marki szukam skierowałam się do regałów opisanych "Chanel" i zaczęłam szukać ulubionych perfum. Po ok. 3 minutach ekspedientka podeszła do nas i zaproponowała pomoc. Powiedziałam, że szukamy Chanel Mademoiselle wody perfumowanej 100 ml. Ekspedientka z uśmiechem podała nam pudełeczko. Chciałam jeszcze wypróbować perfumy, niestety nie było testera - żadnego zapachu Chanel. Zapytano nas, czy jeszcze czegoś szukamy. Miałyśmy już wszystko, więc zaproszono nas do kasy. Po drodze mama przypomniała sobie, że chciała zobaczyć pomadki Chanel. Pani obsługująca podeszłą z nami do regału z kosmetykami, pokazała nam oddzielnie błyszczyki, szminki. W jednym miejscu nie było ceny. Ponieważ obsługująca pani nie wiedziała gdzie można znaleźć cenę od razu poprosiła koleżankę o pomoc (była obok). Od razu poznałyśmy cenę, ale nie zdecydowałyśmy się na zakup. Skierowałyśmy się do punktu kasowego. Tam pani powiedziała, ze zaraz przyjdzie bo przygotuje jeszcze coś dla nas. Zniknęła na zapleczu na 2 minuty i przyniosła próbki. Co trochę mnie zniechęciło to to, że perfumy były dla mnie (kosztowały ponad 500 zł) a praktycznie całą rozmowę ekspedientką przeprowadzała z moją mamą. Czułam się trochę jak nieletnia córka (mam 25 lat). Nawet wszystkie próbki były przeznaczone tylko dla mojej mamy. Nawet jak mama powiedziała, że jest uczulona ekspedientka uparła się, że kosmetyki z próbek są hipoalergiczne i na pewno nie uczulą (szczerze mówiąc nie jestem przekonana) i nie wymieniła ich. Na koniec transakcji dostałyśmy kalendarium wydarzeń i zostałam zaproszona na pokaz makijażu (nie wiem czy za darmo czy nie). Na koniec zostałyśmy uprzejmie pożegnane i odeszłyśmy. Podsumowując perfumeria była (jak zwykle w weekendy) zatłoczona. Było dużo ekspedientek, jak zwykle dobrze ubranych i mocno umalowanych (takie chyba są ich standardy). Niestety męczące jest to, że klient jest tam trochę osaczany. Natychmiast jak wejdzie i gdziekolwiek się obróci jest pytany czy w czymś mu nie pomóc. To jest dość męczące gdy podczas jednej wizyty 3 lub 4 ekspedientki ciągle chcą "pomóc". Panie obsługujące charakteryzują się dużą pewnością siebie. Sklep był czysty i oprócz wyżej wymienionych mankamentów nie zauważyłam innych. Towar był dobrze i ładnie wyeksponowany.
Dzisiaj kolacyjną porą postanawiamy trochę z chęci a trochę z konieczności posilić się PizzaPai
Przypomniałam sobie że mam kupony tej restauracji z że mamy po drodze to czemu nie.
Dziś stawiamy na tortille z kuponem dwie w cenie 12,50 a już je zamawiając decydujemy się na wariację sałatki caprese zamiast bazylii tu jest roszponka, dodano czarne całe drylowane oliwki z klasycznych dodatków tej „włoszczyzny” został pomidor i mozarella.
Wielce apetycznie wyglądają placki pizzy za szybą ale nie , trzymamy się planu i zostajemy przy pierwszym wyborze.
Pani miła i uśmiechnięta dziewczyna inkasuje należność.
Rachunek niecałe 20 zł na tą chwilę wydaje się ok. i wskazuje na nie wygórowaną cenę.
Ale tak naprawdę sałatka go bardzo wyśrubowuje, a ekonomiczny bilans zostaje zachowany tylko dzięki zniżce na tortille.
A więc symbolicznej wielkości porcja sałatki (choć to bez znaczenia bo cena jest wyrażona w zł/waga ) trafia do zamykanej dużej plastikowej michy a tortille do pieca.
Pani prosi o przejście z boku i tam dalsze oczekiwanie które ma trwać ok. 3 minut.
Odchodzimy więc i stajemy z drugiego boku lokalu, we wnęce gdzie są stoliki do konsumpcji na miejscu. My bierzemy na wynos do konsumpcji po drodze bo czasu na rozsiadanie się nie mamy za wiele.
Obserwujemy nasze już tortille jak podpiekają się wielkim otwartym bez drzwi piecu. I dla tego zauważamy że coś się one nam za bardzo podpiekają. Ale nie marudzimy i mocno brązowe zabieramy ze sobą.
To ratuje wrażenia sensoryczne.
Placki są fajnie chrupiące w części gdzie nie były owinięte w folie aluminiową więc w połowie.
Dodatków jest raczej skromnie i oszczędnie.
I ostry pomidorowy sos.
Szkoda że podczas zamówienia nie padło zapytanie oto czy sos jest łagodny czy ostry.
W tym temacie już opanowałam wiedzę w KFC.
Ogólnie może być. Jednak zdecydowanie nie jest to to, co wspomnieniem smaku przyciągnie nas tu ponownie.
Nie osobisty odbiór okularów za skutkował koniecznością ponownej wizyty w salonie Lynx Optique gdzie były kupione oprawki i nowe szkła.
Szkła w porządku ale okular spadał z nosa.
Tak być nie może.
A więc dojechawszy do CH AUCHAN MODLIŃSKA od razu swoje kroki kierujemy właśnie do optyka.
Bez problemu okulary zostały dopasowane, Pani która się nimi zajęła była bardzo ale to bardzo zaangażowana i staranna w tym by okulary leżały jak ulał. Jej prezencja wizualna była nie nagana, schludna i zadbana.
Kupiłyśmy również preparat w spreju anty para który Pani taki naszym a właściwie córki potrzebą odpowiadający w tą a nie inną zimową aurę znalazła.
Zaprosiła również do odwiedzania salonu by okulary wyczyścić móc gratis.
Tak jak za pierwszym razem salon choć nie za duży to fajnie zaaranżowany, czysty zadbany i dobrze oświetlony.
Wychodzimy usatysfakcjonowane w pełni i zadowolone.
Takiej obsługi chciało by sobie życzyć na każdym kroku i w każdym momencie nawiązania relacji klient –sprzedawca/usługodawca.
Z ugruntowaną pozytywną i to bardzo oceną tego miejsca polecam.
Z dodać należy że ceny też nie są wyśrubowane i bardziej niż to konieczne nie nadwyrężymy naszego portfela
Spojrzałam przez dużą szybę drzwi do wnętrza tego lokalu i zobaczyłam gabloty chłodnicze.
Trudne to nie było gdyż w środku jest jasno a i asortyment w tych że gablotach jest potraktowany mocnymi lampami i dodatkowo staranie i planowo wyeksponowany.
To sprawia że nawet nie wchodząc do środka wiemy chociażby pobieżnie co jest w ofercie.
Fajne choć niekonwencjonalne polaczenie sklepu rybnego gdzie kupimy ryby świeże, wędzone czy też już jako gotowe dania jak również owoce morza np. małże za 5 zł sztuka oraz baru z menu kartą również z darów rzek i mórz.
Przypomniałam sobie też że koleżanka prosiła mnie o poszukanie surowych szprotek na patelnie i choć szukam ich jż jakiś czas to jak do tej pory bez skutku.
Tak więc po owe szprotki i by chwilkę się ogrzać wchodzę do tego jak napisałam na wstępie Bistro i marketu pod jednym dachem i jednym szyldem.
Wnętrze robi na mnie bardzo dobre wrażenie, urzeka czymś co trudno ubrać w słowa co sprawia jednakże że od progu czujemy się tu dobrze.
Fakt panuj tu dość ostry rybny zapach, ale jeżeli tak to mogę ująć, każdy inny był by w takim miejscu dziwny i zastanawiający.
Pani sprzedawczyni przywitała się ze mną z uśmiechem.
A potem bez zniecierpliwienia odpowiadała na poje pytania.
Bo jak już weszłam to chciałam już dokładnie poznać chociażby na przyszłość w czym mogę wybierać.
Towar ma cenowe tabliczki. Ceny może nie niskie ale dobra rybka do tanich nie należy przecież.
Porozmawiałam, skosztowałam kotleta rybnego pokrojonego na kawałeczki do degustacji , nadziane na wykałaczki i ułożone na talerzu który stał na górze gabloty chłodniczej. Także był w taki sam sposób przygotowany łosoś i karp na spróbowanie.
Zerknęłam też na część bistro .
Stoliki miałam za plecami, stanowisko z daniami z menu nie co w głębi lokalu .
Jednak możemy liczyć ze kelnerka podejdzie do stolika kiedy przy nim zasiądziemy.
Przypadkiem wypadkiem znalazłam bardzo fajne miejsce które na pewno jeszcze nie raz i nie dwa odwiedzę.
Zwłaszcza że lubimy z rodzinką rybki które często goszczą u nas na stole czy jako składnik obiadowy kolacyjny czy też przekąska.
Lokalizacja pozwala nawet na to by do sklepu baru przyjechać specjalnie a nie tylko spontanicznie będąc akurat w okolicy.
W dniu 03.02.2012r. pojawiłam się w sklepie Pepco, który mieści się w budynku sieci Kaufland. Wejście było uporządkowane. Natychmiast skierowałam się do stoiska przy którym zauważyłam zastonki w beżowo-brązowym kolorze. Były śliczne. Przy kasie była jedna pani, na sali sprzedaży kręciły się dwie pracownice. Cały personel ubrany był w firmowe stroje-bluzy z napisem Pepco. Artykuły do dekoracji wnętrza znajdowały się na lewej ścianie i były ułożone kolorystycznie. W związku z tym, iż uwielbiam pomarańczowy kolor, wybrałam dwie poszewki na poduszki w tym tonie. W pewnym momencie zorientowałam się, iż słyszę "Radio Pepco". Przeszłam wszystkie alejki w celu zapoznania się z ofertą. W Pepco jest wiele pięknych i niedrogich rzeczy, które mieszczą się pod pojęciem wyposażenia domu (kuchni, pokoju, sypianli, łazienki...). Gdy chodziłam między alejkami, w pewnym momencie zauważyłam stojący regał z akcesoriami dnia Świętego Walentego. Ekspozycja była pięknie przygotowana: misie, podusie, wszystko czerwone, romantyczne. Cały sklep był uporządkowany. Gdy podeszłam do kasy nie było klientów. Pracownik przywitał mnie serdecznie i rozpoczął proces kasowania. Zapytał również czy życzę sobie zapakowania poszewek w reklamówkę. Po wydaniu reszty i paragonu, pracownik pożegnał mnie i zaprosił ponownie. Na pewno niebawem wrócę do sklepu sieci Pepco.
W dniu 02.02.2012r. postanowiłam odpocząć w Gdyni w hotelu Antares. Po dniu pracy pełnym emocji i stresu udałam się na ulicę Komandorską 59. Na parkingu było wolne miejsce, usytuowane najblizej wejścia do hotelu. Parking i chodnik był odsnieżony, natomiast tereny zielone pokryły się lekkim puchem. Wejście hotelu oraz wiatrołap był czysty. Drzwi i podłoga lśniła. Gdy pojawiłam się w drzwiach, recepcjonistka natychmiast wstała i ze szczerym uśmiechem powitała mnie serdecznie. Pracownik był ubrany w niebieską koszulę i posiadał identyfikator (Pani Dagmara). Podczas obsługi recepcjonistka zachowywała się profesjonalnie, pokazując wysoką kulturę osobistą, modelowała głosem, swoją postawą wskazywała pozytywne nastawienie do klienta. Podałam imię i nazwisko, po czym pracownik zapytał/stwierdził, że wcześniej korzystałam z usług hotelu. Otrzymałam klucz do pokoju numer 202. Pracownik zapytał czy bedę korzystała z internetu. Zapytałam od której godziny serwowane jest śniadanie. Pracownik odpowiedział, iż od godziny 6:30, życzył miłego pobytu i dobrej nocy. Hol, teren koło recepcji, podłoga, pulpit był uporzadkowany. Podeszłam do windy, która natychmiast otworzyła drzwi przede mną. Wewnątrz było bardzo czysto: wykładzina, lustro, ściany. Na holu drugiego pietra również było niemalże sterylnie. Weszłam do środka. W pokoju było zbyt zimno jak na pogodę panujacą na zewnątrz. Rozkręciłam grzejnik mieszczący się pod oknem na ścianie i w łazience. Dość szybko zrobiło się ciepło. W łazience był dostępny papier toaletowy, dwa mydełka i dwie małe buteleczki szamponu do włosów oraz suszarka do włosów i dwa ręczniki do ciała, a także jeden pod nogi. Pod prysznicem była ciepła woda. W pokoju i łazience panował porzadek i było czysto. Na biurku znajdowały się dwie butelki wody mineralnej: gazowanej i niegazowanej. Wchodząc rano do łazienki poczułam nieprzyjemny chłód-grzejnik był prawie zimny. Szybko się ubrałam i postanowiłam iść na śniadanie. Aby wejść do restauracji trzeba przejść obok recepcji. Tam znajdowały się diwe pracownice, które rozmawiały na tematy służbowe i były ubrane w stroje firmowe. Na mój widok, niemalże chórkiem powiedziały: dzień dobry. W restauracji były dwie pracownice ubrane w różowe bluzki polo na krótki rękaw oraz długie brązowe fartuszki (krótkie, ciemne włosy). Obie panie były zajęte rozmową na temat innej pracownicy. Rozmowa była w tonie negatywnym i wywoływała u Pań wiele emocji. Zostałam zauważona po kilku minutach, gdy zapytałam czy będzie jajecznica. Pani dość oschle, w niezbyt miłym tonie odpowiedziaa mi: zaraz! Podałam numer mojego pokoju i zaczełam konpletować śniadanie. Produkty były ułożone na zasadzie stołu szwedzkiego. Wszystko było bardzo smaczne i świeże. Panie były tak zajęte kontynuacją rozmowy, że na salę wyszła pani kucharka, w celu uzupełnienia wędlin i serów. Gdy pojawiłam się w recepcji z powodu wyjazdu, pracownik (Pani Agnieszka) sprawdziła, iż płatność zostanie uiszczona na zasadzie przelewu, podziekowała mi za pobyt i życzyła miłego dnia. Uważam, iż kierownictwo hotelu powinno zastanowić się nad obcinaniem kosztów ciepła, co raczej jest kosztem zdrowia gości. Poza tym Panie z restauracji powinny zaliczyć kurs profesjonalnej obsługi klienta. Cena za dobę jest przystępna, ponieważ hotel nie pobiera opłaty za parking.
01.02.2012r. po całym dniu pracy, wróciłam do hotelu. To była druga doba pobytu w Meduzie. W recepcji była pracownica, która rano przyjmowała ode mnie klucz. Powitała mnie słowami: Dzień dobry i natychmiast podała klucz z numerem 17. Na holu hotelu paliło się w kominku, co stwarzało cudowną atmosferę. Usiadłam na chwilę na kanapie usytuowanej przy palenisku, skierowałam twarz do kominka i zamknęłam oczy. To była najprzyjemniejsza chwila tego dnia. Weszłam do pokoju, w którym było bardzo ciepło. Zauważyłam, iż pokój został posprzątany podczas mojej nieobecności: pościelone łóżko, złożona koszulka do spania, brak śmieci, nowe ręczniki. Przypomniałam sobie, iż rano wyjeżdżam koło godziny 7:00. Postanowiłam zamówić suchy prowiant, gdyż śniadanie miało być podane od 7:30. Zadzwoniłam do recepcji. Pracownik bardzo uprzejmie potwierdził, że złoży zamówienie w kuchni oraz życzył dobrej nocy. Rano wstałam o 6:00. Gdy pojawiłam się w recepcji, znajdował się tam inny pracownik. Pani była ubrana w białą bluzkę i marynarkę. Powiedziała uprzejmie : dzień dobry i zapytała czy ja jestem z pokoju numer 17, ponieważ czeka na mnie suchy prowiant. Oddałam klucz, otrzymałam pakunek od pracownika, który podziękował mi za pobyt i życzył miłego dnia. Zapytałam recepcjonistkę o pogodę i wyszłam do samochodu. Jadąc otworzyłam pakunek w celu sprawdzenia zawartości. Okazało się, iż w reklamówce były: trzy kanapki z szynką i serem żółtym, jabłko, pomidor, pomarańcza, jogurt naturalny i jogurt truskawkowy. Jedzonko było dobre, ale reklamówka nie wygladała estetycznie. Proponuję aby hotel zaopatrzył się w papierowe pudełka, w które można zapakować prowiant dla gości, którzy wyjeżdżają wcześnie rano (może być z nadrukiem reklamy hotelu). Cały pobyt oceniam pozytywnie. Wśród niewielu hoteli, w których czuję się wspaniale, bezpiecznie i odpoczywam jest właśnie hotel Meduza, który w lato, wiosnę, jesień czy zimę jest zawsze zadbany i ma wielki urok. Poza tym cena za pokój jest bardzo przystępna (jak na tak piękny hotel).
Generalnie ok. Ale od strony zaplecza dość pora ilość drobnych śmieci. Artykuły łatwo dostępne. Brak jednak reklamówek na stosiku z pieczywem i warzywami i owocami. Rażąca ilość kartonów zaraz przy stosiku z pieczywem. Dodam że do magazynu były dosłownie, sprawdzone przeze mnie, dwa kroki. Co najbardziej mnie zirytowało to długa kolejka do kasy. Byłem 5 a dodatkowa kasa została uruchomiona dopiero gdy za mną pojawiło się kolejne kilka osób.
Zrobiłam wielkie zakupy w markecie i miałam w obu rękach dwie wielkie torby, a musiałam jeszcze kupić gazetę codzienną z programem telewizyjnym i najnowszymi informacjami z regionu. Weszłam do kiosku, na szczęście potrzebna mi gazeta znajdowała się przy samym wejściu. Był tam zresztą ułożony cały stos gazet i to w taki sposób, że nie spadała reszta, gdy jedną z góry się zdjęło. Miałam wrażenie, że to specjalnie dla mnie, bo naprawdę nie miałam już trzeciej ręki, by je złapać w razie czego. W ogóle na pozostałych półkach było podobnie, ładnie, równo ułożone gazety, zero jakiegoś kurzu czy innych podobnych rzeczy. No i bardzo duże zaopatrzenie, nie tylko w prasę codzienną, ale też w czasopisma różnego rodzaju. Wyjątkowo miła była dla mnie ekspedientka, która nie żądała podania gazety, tylko nachyliła się nad ladą i zeskanowała gazetę, którą ja trzymałam niemal pod pachą, bo nie miałam innej możliwości. Poczekała nawet cierpliwie, podczas gdy ja starałam się uwolnić mój portfel z torebki i znaleźć jakieś drobne. Trwało to trochę, ale wyszperałam z portfela całe 2,20 zł i zapłaciłam za gazetę. Pani ekspedientka była bardzo zadowolona, że zapłaciłam jej drobnym, bo zawsze ma problem z wydawaniem, a w ten sposób udało mi się jej trochę pomóc. Podziękowała mi szczerze za te drobniaki, tzn. kilka dziesięciogroszówek i dwudziestogroszówek i bardzo miło mnie pożegnała.
Przy okazji odwiedzania sklepu odzieżowego wpadłam też do sąsiadującego obok sklepu z torebkami. Sklep wyraźnie zachęcał do wejścia, bo już przed wejściem do niego ustawionych było kilka wieszaków z torbami i torbeczkami. Kiedy weszłam do sklepu poczułam się jak w eleganckiej i wytwornej galerii. Wszędzie unosił się zapach skórzanych torebek, co nie oznacza oczywiście, że tylko takie tam były dostępne. Sklep jest jak najbardziej dla normalnych ludzi, to znaczy z normalnymi, przystępnymi cenami. Muszę przyznać, że sklep jest bardzo zaopatrzony. W asortymencie sklepu dostępne były malutkie torebeczki wieczorowe, z długim paskiem lub z łańcuszkiem, większe torebki, zarówno eleganckie z materiału imitującego skórę, jak i sportowe w różnych rozmiarach i fasonach. Dostępne też były wspomniane torebki z prawdziwej skóry, ich cena była zdecydowanie najwyższa z wszystkich dostępnych. Bardzo spodobał mi się sposób ułożenia towarów, wszystkie torebki były podzielone kategoriami na małe, większe, największe, ale też ze względu na materiał z jakiego uszyto torebkę. Dodatkowo każda z nich była ustawiona na półce tak, że prawie nie dotykała sąsiadujących z nią toreb. Każdą można było bez problemu obejrzeć bez obaw, że którąś się strąci lub przewróci. Każda półka lśniła czystością, podobnie jak cały sklep, nawet podłoga była czysta. W ofercie sklepu dostępne były też torby podróżne, bagażowe i małe plecaki. Takie torby kosztowały około 100 zł, w zależności od rozmiaru czy użyto materiału. Ale oczywiście za 300 zł też można było kupić torbę podróżną. Najmniejsze dostępne torebeczki były w cenach 30 zł i wyżej, zależało to od tego jak bardzo fikuśna i z jakiego materiału była zrobiona. Większe, normalne torebki były w cenach 45 zł- 120 zł. Moim zdaniem każdy coś by tam znalazł dla siebie odpowiedniego. Niestety ekspedientka była osobą, która wyraźnie psuła wizerunek sklepu. Kiedy weszłam w ogóle nie zwróciła na mnie uwagi, czytała sobie gazetę przez cały czas jak oglądałam torebki. Nie miła najmniejszego zamiaru zachęcić mnie do zakupu, czy pomóc w wyborze jakiegoś towaru. I to był główny powód mojego szybkiego wyjścia z tego sklepu.
W Lotto była akurat kumulacja 21 milionów, więc i ja postanowiłam spróbować swojego szczęścia. Wybrałam się akurat na zakupy, a kiosk lotka znajduje się w pasażu marketu, więc miałam bardzo po drodze. Od razu po wejściu do marketu zauważyłam długą kolejkę ustawiającą się do kasy przy toto lotku, ale wcale mnie to nie zraziło. Gdy podeszłam bliżej zobaczyłam, że każdy obstawia swoją „szczęśliwą szóstkę”, a w miejscu, gdzie ułożone były kupony losowe po prostu nie było gdzie nawet igły wetknąć. Kuponów co prawda było bardzo dużo, wszystkie były ładnie ułożone w pudełeczku, ale niestety nie było już dostępnych ołóweczków do wypełniania tychże kuponów. Klienci jeden od drugiego wydzierali sobie pisaki i własnoręcznie wypełniali kupony totka. Zdecydowałam, że nie chcę brać udziału w wojnie o ołówki i postanowiłam zagrać na „chybił-trafił”. Ustawiłam się w kolejce do kasy, co też nie było proste, bo pomieszczenie totka jest bardzo małe, a klientów jak już wcześniej wspomniałam było wielu. Jednak nawet się nie obejrzałam, a już ekspedientka poprosiła mnie do kasy. Stałam w kolejce maksymalnie minutę, po prostu byłam w szoku. Pani obsługująca klientów była już wyraźnie zmęczona tym nagłym nawałem maniaków lotto, ale nie dawała tego po sobie poznać. Bardzo chętnie obsługiwała wszystkich klientów po kolei, co więcej robiła to zdecydowanie i szybko. Zadziwiała mnie swoją sprawnością i szybkością obsługiwania maszyny lotto, miała już taką wprawę, że nawet nie patrzyła na maszynę. Po prostu obsługiwała ją na pamięć. W bardzo miły sposób podała mi mój kupon, ja zaś zapłaciłam za niego 3 zł, z równoczesną nadzieją, że maszyna wylosowała mi szczęśliwą szóstkę!
Udałam się do sklepu Zara w nowo otwartym C.H. Kaskada w celu reklamacji butów, problem polegał na tym że nie posiałam za nie paragonu ani żadnego innego dowodu zapłaty, jednak wcześniej słyszałam że w sieci inditex jest możliwość reklamacji produktu na który nie ma się paragonu bez możliwości zwrotu gotówki.
Kiedy podeszłam do kasy to też właśnie potwierdziła mi ekspedientka
i po chwili podeszła do mnie druga równie miła pani i wytłumaczyła całkowicie zasady takiej reklamacji,po czym zaczęła wypełniać formularz "Zgłoszenia niezgodności towaru z umową".
Cały proces przebiegł bardzo sprawnie,obydwie panie były bardzo miłe, żadna z nich nie próbowała mnie zniechęcić do reklamacji ani też nie szukała "dziury w całym", a zasady zostały jasno przedstawione na samym początku.
Polecam
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.