Byłem w mieście i chciałem oddać właśnie swój telefon do serwisu. Wchodząc do domu handlowego zauważyłem sklep Cropp Town i postanowiłem się po nim przejść. Na pierwszy rzut oka najbardziej widoczne są różnego rodzaju reklamy z przecenami i obniżkami, to dobrze świadczy, ponieważ ciuchy jakie tam znajdziemy są naprawdę drogie. A skoro przy ciuchach jesteśmy, sklep naprawdę tworzy klimat dla młodzieży. Gra specyficzna i głośna muzyka, a rzeczy są przeznaczone właśnie dla osób młodych. Sklep jest ponadto czysty, ekspedienci schludnie ubrani, szkoda tylko, że żaden do mnie nie podszedł i nie zaoferował swojej pomocy.
Moja opinia na temat akurat tej Biedronki nie będzie zbyt dobra, mianowicie strasznie długo kasierki obsługiwały klientów bo były dwa stanowiska tylko czynne. Kasierki między stanowiskami kasując klienyów urządzały sobie dyskusje na jakis przejmujący temat. Kto to widział takie podejście do klientów i do swojej pracy, nawet jeden Pan z kupujących zwracał tym Panią uwagę żeby się skupiły na swojej pracy bo oszukują przy wydawaniu reszty. Nie wiem jak to możliwe że taki supermarket o tak dużej renomie nie przeszkolił tych Pań z jakości obsługi, bo mnie życie osobiste tych Pań nie interesowało a rozmowa ich była głośna i przy klientach a do takich scen to dochodzić nie powinno.
Bardzo podobała mi się szybka i sprawna obsługa przez pracowników restauracji. W kolejce czekałem około 3 minut, pracownik bardzo precyzyjnie spytał mnie potrzebuje i szybko podał mi jedzenie. Natomiast jedzenie jest bardzo dobrej jakości, klient ma bardzo duży wybór produktów. Bardzo fajnym pomysłem jest, że można pić sobie Cole i Fantę ile się chcę. Poza tym w restauracji było bardzo czysto, nie zauważyłem nigdzie brudnej podłogi i brudu na stolikach.
Obserwacja dotyczy programu lojalnościowego E.LECLERC. Swego czasu market ten był mi "po drodze", dlatego zostałam posiadaczem karty lojalnościowej, na koncie której gromadzone były punkty premiowe z tytułu dokonywanych zakupów. Można je było wymieniać na szereg rozmaitych gadżetów. Ktoś znajomy dostał przykładowo całkiem przyzwoity toster, za który w markecie AGD zapłaciłby ok. 350 zł. Jak to mówią, lepszy rydz niż nic. W wyniku zmiany okoliczności, po pewnym czasie zmieniłam market, w którym robię comiesięczne tzw. "duże" zakupy. Pomimo zgromadzenia na karcie sporej ilości punktów jakoś nie miałam okazji wymienić ich na cokolwiek. W końcu o sprawie zapomniałam.
E.LECLERC przypomniał o sobie niedawno.Szkoda, że w tak fatalnym stylu. 19 lutego znalazłam w skrzynce pocztowej list zwykły, datowany na "styczeń 2010" (bez wskazania konkretnego dnia), który rozpoczynał się następująco: "Serdecznie dziękujemy za udział w akcji lojalnościowej i przypominamy, że nasza akcja dobiega końca z dniem 30 stycznia 2010 r." (sic!) Dalej, dużymi literami: NIE CZEKAJ DO OSTATNIEJ CHWILI. PRZYJDŹ ODEBRAĆ WYBRANY PREZENT JUŻ DZIŚ! W dalszej części LECLERC radośnie objaśnia szczegóły nowego programu, który od 1 lutego zastąpi ten stary. Kolejne informacje to opis przejawu łaskawości marketu, która polegać ma na tym, że jeśli dotychczas nie wykorzystałam punktów zebranych w programie "Lojalność popłaca", to przystępując do nowego programu będę mimo wszystko mogła z nich skorzystać, wszak pod pewnymi warunkami! Otóż, jeśli zdobędę nowe punkty między 1 a 14 lutego (nie wiadomo ani ile należy ich zebrać ani na czym nowe zasady zbierania polegają), wszystkie stare punkty będą przetransferowane do nowego programu, jeśli między 15 a 21, tylko połowa, a jeśli między 22 a 28, zaledwie 1/4. Reszta punktów w dwu ostatnich przypadkach przepada bezpowrotnie.
Podsumujmy. List dostałam w piątek 19 lutego. Weekendów nie mam zwyczaju marnować na zakupy, zatem najwcześniej mogłabym udać się do LECLERCA 21 lutego. Tak się jednak składa, że mam ciekawsze zajęcia i raczej nie miałabym czasu ani ochoty poświęcać na wymiany punktów pierwszego możliwego dnia kolejnego tygodnia. Tym bardziej, że nawet gdybym zmieniła zdanie w tym zakresie i tak "uratowałabym" tylko połowę punktów. A w razie wizyty w sklepie we wtorek 22 lutego, już tylko 1/4.
Medal z ziemniaka dla osoby, który obmyśliła strategię zakończenia starego programu po najmniejszych możliwych kosztach. Zakładam bowiem, że brak konkretnej daty w treści listu (styczeń 2010), jak również fakt, że otrzymałam go 3 tygodnie po zakończeniu programu i pod sam koniec okresu, w którym ewentualnie można było z zebranych dotąd punktów zrobić jakiś użytek, skonstruowanie takich warunków, by klient - czy tego chce czy nie - skorzystał z nowego programu (w celu odzyskania starych punktów) - nie jest dziełem przypadku, jak również nie dotyczy tylko mojej osoby. Jeśli o mnie chodzi, rezultat jest następujący: trzy razy się zastanowię, zanim pojadę na jakiekolwiek zakupy do rzeczonego sklepu. Moje gratulacje.
Po raz pierwszy (mam nadzieję, że po raz ostatni) miałem problem z firmą kurierską GLS a dotyczącą dostarczenia przesyłki. Chodzi tu o godzinę jej dostarczenia do adresata. W dniu, kiedy miałem dostać przesyłkę zadzwonił w godzinach porannych kurier i poinformował mnie, że ma dla mnie przesyłke i czy może mi ją już dowieść. Poinformowałem go, że w chwili obecnej jestem w pracy i będę w domu przed godziną 15:00 ale tu nastąpiło moje zdziwienie, gdyż pracownik poinformował mnie, że nie wie czy dostarczy do mnie przesyłkę o 15:00 gdyż o tej porze zdaje dokumenty i się rozlicza w firmie. Trochę mnie to zamurowało, gdyż myślałem, że jeżeli jest przesyłka to powinno się ją dostrczyć pod wskazany adres nie do godziny 15:00 ale nawet trochę później jeżeli jest taka potrzeba. Po krótkiej wymianie zdań ustaliłem z kurierem, że się z nim zdzwonię i odbiorę przesyłkę na mieście przed godziną 15:00. Po spotkaniu się z nim zauważyłem, że samochód w środku jest już pusty a moja paczka jest ostatnią przesyłką. Oczywiście nie było widać na twarzy kuriera przyjaznej miny, gdyż jak się domyśliłem nie był zadowolony, że jeszcze się nie rozlicza. Ponadto paczka była cała wybrudzona - w rozpuszczonym śniegu. Ale już nic się nie odzywałem. Wygląda na to, że firma kurierska GLS nastawiona jest bardziej na przesyłki dla firm, które pracują np. do 17:00 i że można do nich dostarczyć np. o godzinie 12:00. Inne firmy jak np. DHL lub też UPS dostarczają przesyłki nawet o godzinie 17:00 jeżeli jest taka potrzeba. Mam nadziję, że mój przypadek był odosobniony, gdyż takie podejście może zniechęcić innych klientów to korzystania z usług GLS.
W drodze do domu z moimi maluchami postanowiłem zajechać do McDonald'sa aby zrobić im małą niespodziankę. Wiem, że nie powinno się karmić małych dzieci fast-foodami ale pomyślałem, że raz na miesiąc mogą zjeść. Po wjechaniu na teren restauracji zauważyłem, że jest dość dużo samochodów więc można było się domyślić, że także w środku jest dużo klientów i się nie pomyliłem. Po ustawieniu się w kolejce zauważyłem, że prawie wszystkie kasy są otwarte a procownicy starają się aby kliencie oczekiwali na obsłużenie jak najkrócej. Po dotarciu do kasy zamówiłem produkty, na które miałem ochotę. Poinformowałem także, że wszystko proszę zapakować na wynos. Pracownica przed rozpoczęciem składania zamówienia powtórzyła moje zamówienie aby sprawdzić, że wszystko jest w porządku. Oczekując na zamówione produkty zwróciłem uwagę, iż pomimo dużego ruchu wszędzie panuje porządek. Widać, że pracownicy dbają o to aby wizerunek firmy był podtrzymywany jako firma otwarta na klienta, gdzie można szybko i w czystości zjeść. W pewnym momencie do moich "maluchów" podeszła jedna z pracownic i wręczyła im po firmowej linijce. Oczywiście, maluchy były zadowolone. Po około 3 minutach pracownica u której zamawiałem produkty powróciła z dużą torbą, gdzie znajdowały się zamówione asortymenty. Wręczając mi torbę, pracownica życzyła mi smacznego i zaprosiła ponownie. W domu konsumując produkty zauważyłem, że frytki są mało wysmażone. Ale to był tylko ten jeden minus, gdyż inne produkty były "prawidłowe".
Wybraliśmy się ze znajomymi po pracy na kawę. Wybraliśmy grecką restaurację usytuowaną nad morzem. Powitał nas bardzo miły Pan który poinformował nas gdzie jest sala dla nie palących. Zaproponował odwieszenie naszych płaszczy oraz zaprowadził nas do stolika. Podał nam karty dań i dał nam czas do namysłu nad zamówieniem. Kiedy byliśmy gotowi odebrał od nas zamówienie. Po kilku minutach otrzymaliśmy kawę i ciasto. Kiedy zabierał puste talerze zawsze nas pytał czy nam smakowało. Kawa i słodkości dobre choć drogie. Koleżanka poprosiła cytrynę do herbaty w związku z tym zamiast pięciu złotych musiała zapłacić dziewięć złotych. Kiedy uznaliśmy że pora wychodzić Pan wystawił nam rachunek,wskazał miejsce gdzie są nasze płaszcze i pożegnał nas zapraszając ponownie.
Mama poprosiła mnie o wykupienie lekarstw przepisanych przez lekarza. Udałem się do wskazanej apteki aby zrealizować recepty. Obsługiwały cztery osoby więc nie było kolejki. Pani bardzo miła szybko i sprawnie zabrała się do kompletowania lekarstw. Sama poinformowała mnie że dla jednego z przepisanych medykamentów może mi zaproponować zamiennik o identycznym składzie dzięki czemu zapłacę tylko jeden grosz a nie ponad 10 złotych. Ponieważ zapisany był również antybiotyk Pani zapytała mnie czy mama ma coś osłonowego. Kiedy powiedziałem że ma Pani poinformowała mnie że mama powinna pamiętać aby leki osłonowe brać pomiędzy dawkami antybiotyku co bardzo poprawia działanie leku. Na koniec Pani zapakowała mi lekarstwa do siatki i pożegnała mnie uśmiechem życząc miłego dnia. Pragnę jeszcze wspomnieć że w aptece tej znajduje się kącik dla dziecka w którym dziecko może porysować sobie podczas gdy rodzic robi zakupy. Polecam wszystkim tę aptekę.
Sklep znajduje się na rogu przy deptaku. W środku ma on bardzo małą powierzchnię. Przed kołowrotkiem napis, żeby wziąć koszyk. W sklepie dostępne były też wózki, ale poruszanie się nimi pomiędzy wąskimi przejściami może stanowić problem. Tuż za kołowrotkiem, na regałach były alkohole, akurat po piwo udałem się do sklepu, więc nie musiałem długo szukać. Obok stała pani, która układała towar. Spontanicznie przywitała mnie słowami ”dzień dobry”, uśmiechając się przy tym. W strefie sprzedaży jest wydzielone stanowisko z mięsem i wędlinami. Pani obsługująca je była ubrana w firmowy fartuch i czapkę. Szyby w lodówkach były czyste, a wędliny wyglądały na świeże. Ich ceny były natomiast lekko wygórowane. Ogólnie ceny w sklepie wyższe niż normalnie. W sklepie było czysto, produkty na półkach ciasno, ale ładnie wyłożone. Sklep ma dwa stanowiska kasowe. Na jednym z nich pani liczyła kasę. Obsługiwała mnie pani w średnim wieku. Nie witała się ze mną, nie pożegnała. Skasowała towar i właściwie to było wszystko z jej strony. Klientce przede mną, która się pakowała, proponowała jakiś program punktowy. Mnie o nim nawet nie wspomniała. Wizyta była szybka, ale mogę stwierdzić, że sklep mały, ale zadbany, dobrze wyposażony, lecz ceny podwyższone, a obsługa zachowuje się różnie.
Uszkodzony kompresor, ale sprawny odkurzacz. Niska cena paliw w stosunku do większości konkurencji (dobry wpływ braku programów lojalnościowych). Okolica dystrybutorów czysta, same dystrybutory sprawne. Minus za nieoczyszczone wciąż po mrozach pojemniki ze szczotką do czyszczenia szyb. Na sali z kasami czysto, obsługa sprawna, ubrana zgodnie ze standardami. Widoczni pracownicy do tankowania LPG.
Jest to sklep, który znajduje się naprzeciwko sklepu należącego do sieci Stokrotka. Każdemu może się wydawać, że Stokrotka wygra z każdym bo ma dobre ceny. Ale to nie dokońca jest prawdą. Euro Sam nie jest zbyt dużym sklepem z powodu zbyt małej powierzchni, jednakże posiada dość dużo listę produktów. Podobnie jak w Stokrotce można zakupić tu świeże warzywa i owoce. W sklepie tym można spotkać dużo promocji - praktycznie w każdym segmencie są ceny promocyjne. Duża część tych promocji składa się z produktów, których termin przydatności się zbliża - np. zostało ok. tygodnia produktom o krótszych terminach do około miesiąca u których normalny termin przydatności jest dość długi. Obsługa nastawiona jest na potrzeby klienta. W każdej chwili można spotkać się z życzliwością i chęcią pomocy. Nic dziwnego, że zawsze w tym sklepie można spotkać dużą ilość klientów pomimo przeciskania się alejkami pomiędzy regałami. W momencie ustawienia się większej kolejki momentalnie otwierana jest druga kasa aby kliencie nie musieli czekać zbyt długo.
Nowo powstały sklep. Pierwsze wrażenie raczej negatywne - co jest bardzo ważne. Obsługa "ospała", często się zdarza, że jest czynna tylko jedna kasa nawet przy dużej ilości Klientów. Organizacja sklepu nie najgorsza, ceny porównywalne do innych sklepów w tej samej miejscowości. Akcja promocyjna przed otwarciem dobrze przemyślana samo otwarcie pozostawia dużo do życzenia.
Komis samochodowy robi wrażenie dobrze zorganizowanego, ładny dobrze wyeksponowany szyld, duży wybór samochodów zarówno krajowych jak i sprowadzonych. Obsługa kompetentna nastawiona na zadowolenie Klienta. Profesjonalne doradztwo, szeroki zakres możliwości sfinalizowania transakcji. Atrakcyjne ceny z możliwością indywidualnej negocjacji. Pomoc przy wszelkiego rodzaju sprawach związanych z rejestracją auta sprowadzonego czy przerejestrowaniem auta krajowego.
Bardzo polecam zakupy w ty sklepie, gdzie obsługa pracowników jest bardzo dobra. Bardzo w profesjonalny sposób mogą doradzić w doborze odpowiedniego ubrania. Poza tym oferuje bardo dobrej jakości odzież w przystępnych cenach. Bardzo podoba mi się storna wizualna sklepu, pod względem ułożenia odzieży na stojakach i półkach. Bardzo dużym atutem sklepu jest to, że jest dużo promocji, co przyciąga klientów na zakupy. Nie widziałem nigdzie żadnego bruku i kurzu na półkach, wszędzie było czysto.
Poszłam do tego lombardu-komisu w celu uzyskania informacji na temat wymiany wyświetlacza w moim telefonie, Pan nie potrafił mi pomóc gdyż nawet nie potrafił odszukać w swoim systemie czy taki wyświetlacz mają na stanie czy trzeba będzie go zamawiać. Straciłam w tym sklepie mnóstwo czasu a i tak wyszłam z tym co weszłam bo telefon wciąż zepsuty, a Pan jak stwierdził nie naprawią tego wyświetlacza choć przy samym wejściu widnieje szyld "naprawa telefonów" .
Wchodząc do tego sklepu odrazu chciałam się cofnąć gdyż przeraził mnie natłok ludzi stojących w kolejce. W tym sklepie są dwa stanowiska kasowe, bardzo duża przestrzeń sprzedażowa i niestety Panie sprzedawczynie muszą się pożądnie nabiegać aby dostarczyć klientowi pożądany produkt. Moim zdaniem na tak duży sklep powinny być conajmniej trzy stanowiska kasowe i sprawniej klienci byli by obsługiwani co uszczęśliwiło by nas jako klientów jak i pracowników tego sklepu.
Pizzernia umiejscowiona jest w małym centrum handlowym, gdzie znajduje się także m.in. sklep Stokrotka. Po wejściu do środka pizzerni można było zauważyć tylko 1 klienta i nikogo z obsługi przy kasie. Po podejściu do kasy i po około 1 minucie oczekiwania zjawiła się pracownica, która oczekiwała na złożenie zamówienia - nie przywitała się i nie zapytała się w czym może pomóc. Po złożeniu zamówienia pracownica zaprosiła do stolika. Po przyniesieniu zamówionych produktów pracownica życzyła smaczengo i powróciła na zaplecze. Można powiedzieć, że wszystko było OK, ale tak nie do końca. Na początku pobytu pracownica nie przywitała się i nie poinformowała, jaki jest czas oczekiwania na pizze. Oprócz tego problemem podczas konumpcji były widelce. Były miękkie, że podczas krojenia wyginały się. Podsumowując: pizza była dobra ale obsługa już niezbyt otwarta na klienta. Małym minusem było także nie wręczenie kuponów promocyjnych pomimo zakupu produktu, który bierze udział w promocji.
Kebab House to nowo otwarta restauracja, w miejsce byłego kebabu Yakamoz. W lokalu zaszły znaczne zmiany. Przede wszystkim przybyło stolików. Stoliki są nowe, stylowe. Do każdego dostawione są cztery krzesła ze skórzanym obiciem. Na ścianach po obu stronach lokalu, na całej długości zamontowane są lustra. Zastanawiam mnie tylko, w jakim celu, może po to, by zobaczyć jak się wygląda po jedzeniu….Wyżej na ścianach zamontowane są głośniki, z których leci muzyka w przyjaznym tonie. Jeżeli chodzi o stanowisko obsługowe to zostało one znacznie zmniejszone. Teraz jest to tylko mała lodówka, z półka na górze. Nie ma żadnej lady. Nad stanowiskiem obsługi przy suficie zamontowane ogromne święcące reklamy, z najczęściej kupowanymi produktami. Obsługa lokalu to dwie młode dziewczyny. Zamówiłem kebab- roladę. Po krótkiej chwili jedna z pań przyniosła mi kebab do stolika. Był on zapakowany w folie oraz dodatkowo w woreczku. Podany był na białym talerzyku, na którym była serwetka. Kebab był gorący, a pani życzyła „smacznego”. Serwetki oraz menu z napojami były dostępne na każdym stoliku. Stolik był czysty, wokół niego bez zanieczyszczeń. Skorzystałem jeszcze z dostępnej ubikacji. Było w niej czysto. Dostępne były ręczniki papierowe. Polecam miejsce, ze względu na czystość i miła obsługę.
Obserwacja, którą miałem okazję dokonać w niedzielny poranek, w jednej z toruńskich "Biedronek" dotyczy fikcji czystości w sklepach tej sieci.
Wchodząc do sklepu i doskonale znając jego ofertę, rozpocząłem rozglądać się za produktem, którego zakupu miałem zamiar dokonać. Zawiedziony jego brakiem, nie chcąc jednocześnie wychodzić z pustymi rękoma z pustego sklepu, podszedłem do stoiska z warzywami i owocami nakładając sobie chwilę później jedno jabłko do foliowej torebki. Z owocem udałem się bezpośrednio do boksu kasowego, gdzie nie było kolejek. Kasjer, który mnie obsługiwał zważył jabłko i werbalnie poinformował mnie o kwocie do zapłaty. Mając w dłoni monetę 1 zł, podałem ją kasjerowi. Pech chciał, że moneta w oka mgnieniu przeleciała zarówno przez nieco rozchylone palce kasjera, jak również przez szczelinę dzielącą blat boksu kasowego, a wagę/elektroniczny czytnik kodów kreskowych. Obsługa zachowała się profesjonalnie, ponieważ automatycznie została mi wydana reszta, a pracownik znając sposób dotarcia do zagubionej monety, otworzył pokrywę blatu i rozpoczął poszukiwania. W tym momencie moim oczom ukazał się odrażający widok tego, co znajduje się bezpośrednio pod miejscem, gdzie ważone są produkty spożywcze, gdzie codziennie przesuwa się tony produktów. Wnętrze boksu kasowego było pełne drobnych nieczystości, gdzie mogłem dostrzec zarówno włosy jak i okruchy pieczywa. Reszta śmieci pozostała dla mnie zupełnie nie do zidentyfikowania. Wyglądało to zupełnie tak, jak gdyby pracownicy zamiatali tam wszystkie śmieci z widocznej części kasy. Brud i syf to dobre określenia tego co mogłem zobaczyć. Widok ten pozwolił mi stwierdzić, że najprawdopodobniej nikt nigdy tam nie sprzątał, a wystarczyłoby poświęcone 5 minut zabawy ze sprężonym powietrzem. Wartym uwagi jest fakt, iż pracownik sklepu wiedział jak dostać się do miejsca, gdzie znajdowała się moneta, więc nie istnieje tłumaczenie, że sytuacja ta była wynikiem niewiedzy, bądź też brakiem dostępu do tego miejsca.
Widok ten zniechęcił mnie na tyle, aby jak najszybciej opuścić sklep. Zakupione jabłko umyłem kilkakrotnie przed konsumpcją, a sklep jako całość otrzymuje ocenę -5, ponieważ nie sądzę, aby sytuacja uległa zmianie. Pozostaje pytanie retoryczne, kto za to odpowiada?
Oczekując na rozpoczęcie prezentacji drużyny sportowej w galerii Alfa zaszedłem do sklepu Tchibo. Po wejściu do sklepu pracownica przywitała mnie. Oglądając ofertę sklepu swą pomoc zaoferowała pracownica, która układała nowy towar na półkach. Podczas rozmowy pracownica zaproponowała zakup kawy w ziarnach lub też do konsumpcji na miejscu lub na wynos. Po zdecydowaniu się na zakup do konsumpcji na miejscu, pracownica zapytała się jaką kawę preferuję. Po przedstawieniu swoich preferencji pracownica zaproponowała jedną z kaw. Po krótkiej chwili kawa została przygotowana. Wręczając kawę pracownica wręczyła także aktualny katalog promocyjny. Wychodząc ze sklepu pracownica, która mnie obsługiwała przy kasie pożegnała się. Podczas pobytu w sklepie można było zauważyć, że pracownicy witają i żegnają każdego klienta a także, że są otwarci na ich potrzeby. Nie trzeba samemu szukać pracownika do pomocy bo on sam ją zaoferuje. Widać, że sieć Tchibo stawia na pierwszym miejscu zadowolenie klientów aby ci byli zdecydowaniu przyjść ponownie na zakupy.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.