W związku z otwarciem blok obok nowego sklepu pomyślałem, że czas sprawdzić co oferuje nowy Carrefour Express. Choć na zewnątrz mocny sypało, to w środku całkiem przyjemnie i czysto. Tuż po wejściu, zabrałem zielony koszyk (widać, że nowe) z logo sklepu i udałem się na konkretne zakupy. Tuż przy wejściu był dział z warzywami. Co prawda wszystko ładnie poukładane i opisane, a torebki dostępne w widocznym miejscu, to jednak zmartwił mnie wygląd pietruszek. Albo stosują specjalne puchowe ubranka, żeby nie zmarzły, albo zmarzły i same założyły. Tak czy tak, widać, że już niejedno przeszły, bo sporo z nich było już poobcinanych. Podobnie wyglądała sprawa z marchewkami, ale te bardziej były przebrane. Kolejny dział: dział mięsno-nabiałowy. Już na wstępie zauważyłem ciekawą scenę. Młody chłopak miał dosyć skomplikowane zadanie pokrojenia serca żółtego na plasterki i przez pół sklepu pyta koleżanki, jak ustawić maszynę. Po informacji, że cienko, zapytywał 'czy 2 mm to cienko?', aż w końcu oddał maszynę w ręce zniecierpliwionej koleżanki, a sam zniknął w magazynie. Po przejściu pozostałych działów, które cechowały się ogólnym porządkiem i czystością, doszedłem z zakupami do kasy. Tam starsza pani poinformowała mnie, że czytnik kart , jeszcze nie został zainstalowany, ale zostanie to nadrobione w przyszłym tygodniu. Co do samej obsługi, nie mam zastrzeżeń, pomijając może fakt, że same warzywa kasowała w sumie prawie minutę odszukując i wklepując kody do aż 2 warzyw. Warto jednak wspomnieć, że te dość nowoczesne kasy, aż lśniły czystością i widać, że wprowadzono ciekawy układ podawczo-odbiorczy, jak na taką małą powierzchnię. Podsumowując .... co do jakości produktów - wiele do życzenia, co do jakości obsługi - również. Ale czego się spodziewać, w końcu otworzyli sklep dopiero 2 dni temu :)
Po przejściu przez odprawę bagażową na Lotnisku
Ławica w Poznaniu udałam się do sklepu w celu zakupienia alkoholu-prezent dla przyjaciół z Anglii. Weszłam do środka. Wewnątrz panował porządek, półki były po brzegi wypełnione towarem, artykuły ułożone wg firm. Podłoga oraz otoczenie kasy było czyste. Jeden z pracowników dokładał towar na półki a drugi obsługiwał klientów przy kasie. Wybrałam alkohol i udałam się do kasy. Kasjer (Pani Anna) przywitała mnie uprzejmie, skasowała towar i poprosiła o kartę pokładową w celu wprowadzenia nr-u karty, portu docelowego oraz nr-u lotu do systemu. Zapłaciłam kartą płatniczą. Produkt został zapakowany przez kasjera w opakowanie zabezpieczające i reklamówkę. Pracownik oddał mi kartę pokładową, kartę płatniczą, reklamówkę z zawartością oraz z uśmiechem podziękował za zakup i życzył miłego lotu.
Lot do Londynu był zaplanowany na 10:40, natomiast o tej godzinie znalazłam się na pokładzie samolotu. Przy wejścu stewardessa powitała mnie serdecznie oraz sprawdziła kartę pokładową zaznaczając nr lotu. Weszłam do środka, włożyłam walizkę do szafki oraz zajęłam miejsce przy oknie. Przed lotem dwie stewardessy oraz dwóch stewardesów zamknęli szafki, policzyli pasażerów oraz wykonali procedurę pokazu zachowania podczas ewentualnej ewakuacji. Pracownicy sprawdzili czy wszystcy są zapięci w pasy bezpieczeństwa i czy wszystkie bagaże są zabezpieczone w szafkach a okna odsłoniete. Pilot przywitał serdecznie wszystkich pasażerów i lot rozpoczął się. W trakcie lotu stewardessy i stewardesi proponowali zakup prasy, zdrapek, możliwość skorzystania z bufetu oraz zakup towarów (np. perfumę). Lot trwał 1,5h, dwa razy wystapiły turbulencje. Pracownicy stworzyli miła atmosferę, byli bardzo pomocni. Przy wyjściu z pokładu w Londynie-Stansted podziekowano mi za lot oraz życzono miłego dnia. Uważam, iż kompetencje pracowników, obsługa, czystość oraz wygląd miejsca była na najwyższym poziomie, jednakże brakowało trochę języka polskiego, ponieważ nie wszyscy posażerowie znają język angielski a obsługa mówiła przez cały czas właśnie w tym języku.
Zostałam skierowana na zabieg laparoskopii - oddział ginekologia. Szpital został mi polecony przez mojego lekarza. Gdy przyszłam ze skierowaniem zostałam zapisana na następny tydzień. Siostra oddziałowa zapisała mi na kartce co mam przynieść do szpitala. W dniu zgłoszenia na izbie przyjęć zostały przyjęte moje dokumenty, a także zrobiono mi EKG. Sale na oddziale wyremontowane, leżałam na 4 osobowej, ale w dniu mojego przyjęcia panie, które tam leżały zostały wypisane. Toaleta z prysznicem zaraz przy pokoju tak jakby w przedpokoju. Czysto, schludnie, pielęgniarki bardzo pomocne i sympatyczne. Lekarze profesjonalni. W szpitalu spędziłam 2 i pół doby. Zabieg choć tylko jest "zabiegiem" to nie była to "czysta przyjemność". Jednak miła i profesjonalna obsługa pomogła ten czas przetrwać. Dość długo czekałam na wynik histopatologii, ale przypuszcza, że to z powodu okresu świątecznego.
W Jastrzębiu miałam coś do załatwienia. Gdy wszystkie sprawy zakończyłam okazało się, że do busa, którym zawsze jechałam do Katowic jest jeszcze trochę czasu. Na Dworcu okazało się, że jest nowa firma przewozowa, która jedzie tą trasą. Wsiadłam bez mrugnięcia okiem. Nawet 15 min. jest w takich chwilach ważne. Tym bardziej, że bus był nowy, schludny. Rozczarowała mnie jednak jednak długość jazdy. Zamiast tak jak zwykle godziny i 15 min. jechałam 1 godz. i 45 min. Kierowcę Jedynie mogą jedynie tłumaczyć niesprzyjające warunki pogodowe, ale jazda do Żor trwała 45 min! Pozytywna była reakcja kierowcy, który pomagał osobie niepełnosprawnej wejść do busa - w jednym momencie go prawie wnosił. W samym busie było też w miarę ciepło.
W dniu 18.01. pojawiłam sie na lotnisku Ławica. Planowany lot do Londynu był na godz. 10:40 samolotem firmy Raynair. W związku z tym, iż miałam tylko bagaż podręczny natychmiast udałam się do stanowiaska odprawy. Przy pulpicie siedział pracownik, który sprawdził kartę pokładową oraz dowód osobisty. Podeszłam do punktu sprawdzania bagażu. Włożyłam do skrzynki walizkę. Przede mną stanął pracownik i poinformował mnie o obowiązku wyciągnięcia laptopa, przezroczystej torebki z kosmetykami oraz zdjecia butów i płaszcza. Przed bramką stał pracownik, który poprosił mnie o przejście. Bramka nie "zapiszczała", pracownik sprawdzający bagaż również nie miał zastrzeżeń, w związku z tym ubrałam buty i płaszcz, spakowałam walizkę i poszłam do punktu kontroli paszportowej. W okiemku kontroli znajdowł się pracownik, który sprawdził dowód osobisty, kartę pokładową i porównał zdjęcie ze mną. Podeszłam do przejścia nr 6 i czekałam na kolejną kontolę-wielkości bagażu podręcznego (zgodnie z wytycznymi firmy Raynair). Wynik kontroli był pozytywny, pracownik odciął część karty pokładowej i przepuścil do wyjścia z budynku lotniska. Niestety okazało się, iż lot był opóźniony. Cała kontrola przebiega w bardzo chłodnej, surowej atosferze, praktycznie bez słów kultury osobistej. Otoczenie każdego miejsca kpntroli było bardzo czyste.
Planowałam kurs do Jastrzębia. Sprawdziłam rozkład jazdy na stronie internetowej. Na przystanek przyszłam 15 min wcześniej, bus stał, ale kierowcy nie było. Poszłam jeszcze w tym czasie do sklepu. Byłam ponownie 10 min później - okazało się, że autobus jest pełny. Na szczęście były jeszcze 3 miejsca wolne. Droga przebiegła wg rozkładu jazdy i informacji podanej na stronie. Do Jastrzębia dojechałam w 1 godz. i 5 min. (przystanek przy McD.) Bus dość wygodny, choć było odrobinę chłodno. Ceny promocyjne przypuszczam wymuszone przez niedawno powstałą konkurencję. Jednak ogólnie szybko i sprawnie.
Multikino w Rzeszowie, znajduje się w nowootwartym centrum handlowo - kulturalnym Millennium Hall. W Multikinie znajduje się 9 sal projekcyjnych. Omawiana wizyta,była moją trzecią wyzytą. Tak jak poprzednio, tym razem korzystałem z promocyjnej oferty tzw. "Twarzowy Wtorek". Multikino od poniedziałku do środy oferje możliwość skorzystania z niższych cen niż standardowe ceny w ciągu tygodnia roboczego oraz cen obowiązujących podczas weekendów. Na żniżki mogą liczyćw poniedziałki amatorzy coli, we wtorki posiadacze kont na portalu Facebook, a w środy klienci Orange. Multikino w spomnianej galerii znajduje się w dogodnym miejscu na ostatnim piętrze. Blisko wejścia do Multikina znajdują się windy, szczególnie przydatne dla osób korzystających z podziemnego parkingu. Obok znajduje się tak zwany kącik gastronomiczny, gdzie ulokowały się punkty gastronomiczne oferujące różnego rdzaju dania, od kanapek, przez fast food, dania typowie dla kuchni polskiej oraz azjatyckiej, po naleśnikarnię i punkt ze świeżymi sokami. W samym Multikinie w głównej poczekalni jest również minikawiarnia. W kasach można nabyć bilety, ale również kupić napoje i przekąski. Sale kinowe są różnych rozmiarów. Między rzędami krzeseł zastosowano różnicę wysokości tak, aby osoby siedzące na poprzedzających fotellach nie zasłaniały obrazu. Przy każdym fotelu, podłokietniki wyposażone zostały w otwory na kubki z napojami. Minusem w Multikinie są dość wąskie fotele. Jeżeli obok siebie siedzi dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn, to każdy z nich odczuwa dyskomofort z powodu braku mijesca - koniecznie trzeba kulić ramiona. W porównaniu do innego multipleksu w Rzeszowie, Multikino oferuje gorszy standard siedzeń. Rekompensatą niewygód są niższe ceny i korzystniejsze promocje dla klientów. Obsługa kina jest niezwykle przyjazna i życzliwa. Każdemu klientowi bileterka informuje jak należy dość do sali. Sposób zakupu biletów jest bardzo wygodny. Poprzez stronę internetową można zarezerwować miejsca na dany seans albo od razu wykupić bilet. Przy tej opcji istnieje możliwość rezygnacji z papierowego biletu, ponieważ bilet przesyłany jest na telefon komórkowy w postaci kodów obrazkowych. Udoskonaliłbym ten system w możliwość zakupu biletu wraz ze zniżkami w ramach twarzowych wtorków czy środami z Orange. Jak na razie, przy tej formie rabatów istnieje tylko możliiwość rezerwacji bieltów.
W związku z brakiem artykułu z dziau mięso w poprzednim markecie, udałam się do E Leclerc. Podjechałam na parking, na którym nie było zbyt dużo aut. Parking był odśnieżony i czysty. Podeszłam do drzwi, których szyby nie były zbyt czyste. Weszłam do środka, zabrałam koszyk i udałam się po pożądany artykuł. Idąc zauważyłam, iż podłoga nie jest czysta. Podeszłam do stoiska z pakowanym mięsem - produkt był dostępny w przystepnej cenie, termin przydatności był prawidłowy. Stwierdziłam, iż zakupię również artykuł z działu owocowo-warzywnego. Gdy znalazłam się na dziale, widok oraz zapach skutecznie zniechęcił mnie do zakupu. Resztki towaru nie nadawały się do spożycia, a pracownicy nie zadbali o to, by w odpowiednim momencie zaoferować towar w niższej cenie (brak przecen). W związku z tym, iż market był otwarty do godz. 21, szybko udałam się do kasy. Pani ubrana w strój służbowy uprzejmie powitała mnie słowami "Dobry wieczór", bardzo machinalnie i szybko skasowała produkty, wydała resztę z 50zł oraz pożegnała słowami "Do zobaczenia". Wokół kasy było dość czysto, natomiast stwierdziłam bardzo duże braki towarowe na półkach oraz hakach w boksach kasowych.
Tego dnia udałam się do salonu Orange w celu wyjaśnienia pisma, które otrzymałam od firmy - wezwanie do zapłaty. Salon mieści się na końcu pasażu w budynku Kaufland. Przed wejściem do salonu stoi reklama w formie potykacza. Szyby okien salonu lsniły, wewnątrz było bardzo czysto i świeżo. Podłoga, blaty dwóch pulpitów do obsługi klientów, szyby szafek z produktami lśniły i zachęcały do przyjrzenia się oferowanym produktom. Za pulpitami znajdowało się dwóch pracowników ubranych w stroje służbowe. Podeszłam do pulpitu, zza którego szerokim uśmiechem powitał mnie pan Maciej słowami "Dzień dobry. W czym mogę pomóc?" Powiedzialam pracownikowi o sprawie, z którą przyszłam pokazując otrzymane pismo. Pan Maciej sprawdził w systemie (po otrzymaniu kodu abonenckiego) zasadność pisma i stwierdził, iż to musi być jakaś pomyłka. Wykonał także telefon, w celu potwierdzenia danych z systemu oraz wyjaśnienia sprawy. Przez cały czas pracownik uspokajał mnie oraz kompetentnie wyjaśniał sytuację, czym utwierdzał mnie w przekonaniu, iż rozwiązanie mojego problemu jest dla niego bardzo ważne. Po wyjasnieniu wszystkiego Pan Maciej przeprosił mnie w imieniu firmy, bardzo uprzejmie pożegnał i zaprosił do ponownego odwiedzenia placówki.
Przed sklepem dość sporo niedopałków papierosów które dość raziły w oczy. Samo wnętrze sklepu czyste. Brak palet na terenie sklepu które uniemożliwiają dotarcie do konkretnych produktów. Jakoś obsługi na terenie sklepu wysokich lotów. Pai z obsługi nie dość że zaprowadziła mnie na miejsce to jeszcze sama włożyła towar do mojej dłoni. Gorzej przy kasie bez entuzjazmu wita i żegna klientów a swoje czynności wykonuje bardzo schematycznie.
Od kilku dni miałam ochotę na rybę. Poszłam więc na zakupy do Sklepu Rybnego, który znajduje się w centrum miasta przy dużym rynku. Przed sklepem, na szybach widnieją aktualne promocje, więc można się zastanowić nad zakupami już przed wejściem do środka. Gdy weszłam- zauważyłam, że w sklepie panuje porządek. Produkty w puszkach były równo poukładane na półkach, ryby leżały w lodzie, w skrzynkach. Wszystko wyglądało bardzo świeżo i apetycznie. Pracownice chętnie pomagają w wyborze ryby, trafiając w gusta klienta. Ceny ryb jak i przetworzonych produktów uważam za konkurencyjne. Często też mają tam bardzo korzystne promocje, które zachęcają niemało klientów. W mieście jest to jedyny sklep rybny, w którym można dostać tak bardzo świeże ryby. Asortyment w sklepie jest ogromny, więc każdy znajdzie coś dla siebie.
Kiedyś przy ul. Gagarina 5 w Jaworze mieścił się oddział banku PKO BP, a obok niego bankomat. Potem oddział został zamknięty, a bankomat pozostał. Teoretycznie powinien być czynny 24 godziny na dobę, ale w praktyce rzadko kiedy można wybrać z niego pieniądze i jest zaniedbywany. W ciągu ostatnich 2 tygodni kilka razy wybierałam się tam aby wypłacić pieniądze. Za każdym razem przed bankomatem stała mniejsza lub większa kolejka ludzi i za każdym razem traciłam czas, stojąc w niej na darmo. Ludzie wypłacali bez problemu pieniądze, ale mi się to nie udało, gdyż zawsze któraś z kolei osoba wychodziła z pomieszczenia informując pozostałych, że pojawia się komunikat "Bankomat będzie czynny wkrótce". Prawdopodobnie brakuje w nim pieniędzy, choć niektórzy twierdzą, że "po prostu czasem się psuje". Niezależnie od przyczyny taka sytuacja jest irytująca, bo inne bankomaty PKO znajdują się na ul. Poniatowskiego i żeby tam pójść i wrócić z powrotem w okolice Gagarina, trzeba przejść razem ok. 1,5 km. Nie wszyscy ludzie mają do tego zdrowie. Z bankomatu na Gagarina korzysta dużo osób i ta sytuacja powinna być rozwiązana.
Dziękujemy za zgłoszenie. Z każdej opinii i oceny wyciągniemy wnioski, aby poprawiać jakość obsługi Klientów.
Jakiś czas temu...
Jakiś czas temu w jaworskim Tesco zostały wprowadzone 4 samoobsługowe kasy. Korzystałam z nich kilka razy (wolę taką formę płacenia za zakupy niż z pomocą kasjera) i nie było żadnych problemów. Jednak podczas moich ostatnich 3 wizyt w Tesco w ostatnim tygodniu za każdym razem występował problem, który przedłużał mój pobyt w markecie zamiast go skracać. Pierwsza sytuacja dotyczyła zakupionego soku "Kubuś" w dużej butelce. Kasując swoje zakupy skasowałam sok i położyłam go na wadze. Wystąpił komunikat o niezgodności faktycznej wagi butelki z sokiem z wagą oczekiwaną. Automatyczny głos w kasie powtarzał, żebym czekała na pomoc. Nikt nie nadchodził. Po ok. 3 minutach udałam się do punktu obsługi klienta. Pani tam pracująca powiedziała, że przyjdzie, ale obsługiwała w tej chwili klientkę i nie mogła do mnie podejść. Po ok. 2 minutach zjawiła się inna pracownica, która "przejechała" swoim identyfikatorem przy kasie i mogłam kontynuować zakupy. Problem z sokiem (jak sama się zorientowałam) wynika z tego, że dawniej "Kubuś" był sprzedawany w szklanych butelkach, a teraz jest w plastikowych, przez co jest lżejszy, a w Tesco nie wprowadzono tej zmiany. Ja zobaczyłam nowe butelki ok. 2-3 tygodnie temu, być może były wprowadzone wcześniej. Było dużo czasu, żeby te dane pozmieniać. Następnego dnia po tej sytuacji znów kupiłam Kubusia w Tesco i sytuacja powtórzyła się. Tym razem pani z obsługi nie była zajęta i przyszła od razu. Mówiła, że wie o tym problemie i że podobna sytuacja jest z Pepsi, a kupując duże Kubusie trzeba ustawiać się w kolejce do kasjera, bo na samoobsługowych kasach nie przejdzie. Wczoraj byłam w Tesco kolejny raz (już nie kupowałam Kubusia) i po zapłaceniu zakupów w kasie samoobsługowej automat zwrócił mi część pieniędzy. Alarm zauważył ochroniarz i pani z obsługi, którzy od razu zjawili się i rozwiązali sytuację (choć do końca nikt z nas nie był pewien, czy nie zapłaciłam w sumie o 5 zł za mało). Myślę, że pracownicy dobrze radzą sobie z takimi sytuacjami i szybko reagują, jednak nawet to nie pomoże, jeśli ktoś się spieszy i utknie przy kasie samoobsługowej, a pracownicy będą wtedy zajęci np. rozpatrywaniem czyjejś reklamacji w punkcie obsługi. Takie problemy jak zmiana wagi produktów Kubuś moim zdaniem już dawno powinny być rozwiązane, bo zapewne niejedna osoba kupuje ten sok i utyka przy kasie samoobsługowej. Przez to pracownicy zamiast być wyręczeni, są obciążani kolejnymi obowiązkami.
Do kina wybrałam się na film " W ciemności" wybrałam za namową kino Moskwa. Do tej pory nie lubiłam chodzić do tego kina ponieważ były niewygodne, obskurne siedzenia a osoba która siedziała przede mną zasłaniała mi głową. Bilety miałam zarezerwowane kilka godzin wcześniej, kiedy weszłam do środka była duża kolejka ale kobieta która obsługiwała robiła to sprawnie i szybko. Bilet ulgowy kosztował 13 zł nie musiałam okazywać żadnej legitymacji. Cena była naprawdę niska gdyż w kinie Helios musiałabym zapłacić 23 zł. Kiedy weszłam na sale zaskoczona byłam wymienionymi siedzeniami teraz były naprawdę wygodne.Oprócz tego na sali było czysto Film rozpoczął się z 5 minutowym opóźnieniem. Jedyna rzecz która mi przeszkadzała to, że osoba która siedziała przede mną zasłaniała mi głową no ale nie było tragedii, teraz będę chodziła tam do kina.
Podczas wycieczki postanowiłem coś kupić więc wstąpiłem do tego sklepu. Parking nie był rewelacyjnie czysty lecz nie naganny. Kosz na śmieci w strefie wejściowej sklepu nie był przepełniony, podłoga również była czysta. W sklepie moją prośbę odebrała bardzo miła pani, następnie szybkim krokiem zaprowadziła mnie do wybranego towaru mówiąc jego cenę. Pracownik wskazywał chęć pomocy i brak zniechęcenia do tej pracy, obsługiwał mnie on szybko i sprawnie. Następnie ze znalezieniem ceny do produktu lub odwrotnie, produktu do szybciej znalezionej ceny nie miałem problemu, wszystko było w porządku. Pracownicy wykonywali swoją pracę z sprawnością lecz nie była to praca na akord. Atutem tego sklepu jest dobre położenie dla mieszkańców pobliskich budynków i mieszkańców podjeżdżających do niego samochodami. Po dzisiejszej wizycie z czystym sumieniem mogę polecić ten sklep.
Dziś odwiedziłem sklep na ulicy podanej wyżej. Po podejściu bliżej do sklepu ujrzałem kilka paragonów w okolicy sklepu lecz nie przeszkadzało mi to w zakupach. Strefa wejścia w sklepie była czysta, nie potrzebne było jej dodatkowe sprzątanie, również kosz na śmieci nie był przepełniony. Przy zakończeniu zakupów spotkałem jednego z pracowników sklepu po czym zapytałem go o jeden z produktów który oferuje sklep. Pani ta z uśmiechem na twarzy nie czekając dłużej zaprowadziła mnie do produktu znajdującego się z drugiej strony sklepu. Pracownik wskazywał chęć pomocy i brak zniechęcenia do tej pracy, obsługiwał mnie on szybko i sprawnie. Koleinie zauważyłem że szukany produkt tak jak i inne są ułożone estetycznie na regałach. Sklep w którym miałem dziś okazje robić zakupy ma stosunkowo duży asortyment i niskie ceny przez co przyciąga sporo klientów. Sklep zasłużył na moje uznanie po dzisiejszej wizycie i obserwacjach. Po dzisiejszej wizycie z czystym sumieniem mogę polecić ten sklep.
Na zewnątrz restauracji było czysto. Wewnątrz podłoga, szyby i stoliki były czyste, wszystko było estetycznie poustawiane, drwi do sali dla palących były zamknięte. Na sali było ciepło, telewizory były wyłączone a z głośników słychać było nieco zbyt głośną muzykę. Miła i schludnie ubrana kelnerka pojawiła się 2 minuty po zajęciu przeze mnie stolika; zostawiła menu i wróciła za bar. Menu jest przejrzyste i bogate, jednak brakuje w nim informacji o ofercie dnia (zupa + drugie danie za 12 pln). Kiedy kelnerka podeszła po raz drugi (po około 4 minutach) zapytałem o aktualny skład oferty dnia po czym zamówiłem swój posiłek. Po chwili dostałem kawę (ciepłą i smaczną), a następnie zamówiony posiłek. Jedzenie było ciepłe, podane na podgrzanym talerzu, ładnie ozdobione i wyglądało apetycznie. Kiedy dołączył do mnie kolega kelnerka podeszła do naszego stolika i zapytała o jego zamówienie. Zamówił 'to co pan', pracownica nie miała kłopotów z przypomnieniem sobie mojego zamówienia. W trakcie naszego pobytu (90 minut) nie podchodziła ponownie. Kiedy wychodziliśmy zapłaciliśmy za posiłek przy barze. Kolega płacił gotówką (paragon i reszta wydane do ręki), ja bezproblemowo zapłaciłem kartą. Wychodząc zauważyliśmy przy barze materiały reklamowe restauracji: wizytówki i ulotki.
Jestem zadowolony z mojej wizyty Kredensie. Wracam tam zawsze, kiedy spotykam się z kimś na miasteczku akademickim.
Nie przepadam za tym sklepem i bardzo rzadko robię w nim zakupy, ale przechodząc dzisiaj obok niego zobaczyłam nową, ogromna reklamę wywieszoną na markecie. Reklama stanowczo zachęcała do wstąpienia do sklepu choćby na krótkie zakupy oferując pyszne mandarynki za jedyne 2,99 zł. Uwielbiam te owoce, więc postanowiłam się skusić i wejść na chwilę do marketu i kupić chociaż parę sztuk. Wchodząc tam nie spodziewałam się zobaczyć niczego szczególnego i przyjemnie zaskakującego, no i oczywiście miałam rację. Na samym wejściu zobaczyłam tłum ludzi na korytarzu, przy wejściu, między półkami sklepowymi, normalnie wszędzie! Zaznaczam, że było to przedpołudnie i większość normalnych ludzi znajduje się jeszcze wtedy w pracy, niestety tu było inaczej... Być może zachęciła ich ta reklama mandarynek i z tego powodu postanowili wyjść wcześniej z pracy. Największy tłum znajdował się właśnie przy stoisku z mandarynkami i tak na pierwsze spojrzenie na to co się tam działo miałam szczerą ochotę zrezygnować z zakupu tych owoców. Jednak poczekałam cierpliwie na boku parę sekund i trochę się rozluźniła atmosfera i mogłam spokojnie obejrzeć wystawione owoce. Już z daleka było widać, że są one albo dość mocno przebrane przez klientów, albo ich jakość od samego początku była taka niska. Większość mandarynek miała jakieś skazy, zgniecenia, albo po prostu była zgnieciona i rozlewała się na pozostałe owoce. Widać było, że w skrzynkach ustawionych pod spodem mandarynki są trochę lepszej jakości, ale nie można było ich nawet przesunąć, bo były bardzo ciężkie. Wszyscy wybierali lepsze mandarynki tylko z tych skrzynek ułożonych na najwyższym poziomie, bo te w niżej ustawionych skrzynkach były po prostu niedostępne. Moim zdaniem obsługa powinna kontrolować w jakiś sposób tą sytuację i pomagać klientom udostępniając im owoce lepszej jakości. Tymczasem pan z obsługi sklepu owszem był tuż obok tego stoiska, ale zajmował się zupełnie czymś innym i nie zwracał uwagi na to co działo się przy stoisku z mandarynkami. Jakoś udało mi się wybrać kilka sztuk owoców, ale była to naprawdę trudna sztuka. Obok tego stoiska leżały sobie spokojnie w koszykach, przez nikogo nie oblegane, owoce pomelo. Kosztowały tylko 4,99 zł za sztukę, więc postanowiłam, że przy okazji mogę sobie też kupić. Owoc jest bardzo duży i bardzo smaczny, więc na pewno opłaca się go kupić za taką cenę. Wraz z moimi mandarynkami skierowałam się do wagi, ale tam oczywiście nie można było z niej skorzystać, bo zabrakło papieru w drukarce. Nie wspomnę nawet, że obsługa nie zauważyła tego faktu, a wszyscy klienci tłoczyli się przy dwóch pozostałych wagach. Oczywiście musiałam odstać swoje w kolejce do wagi. Po straconych 20 minutach postanowiłam pójść od razu do kasy, bo nie miałam ochoty na dalsze zakupy w takich fatalnych warunkach. Po drodze do kasy natknęłam się na kilka palet z towarami albo samych towarów walających się na podłodze przed półkami sklepowymi. Ciekawym zjawiskiem była też pani z obsługi sklepu, która podczas największego natłoku klientów postanowiła zacząć myć półki sklepowe... Uważam, ze było to bardzo potrzebne, bo półki rzeczywiście trochę pozarastały brudem, ale może akurat nie w takim momencie. Pani zdjęła wszystkie towary z jednej z półek, ustawiła je na podłodze, zaczęła wywijać brudną szmatą i nie tylko... No i oczywiście dzięki swoim działaniom zablokowała przejście dla klientów. Po wielu trudach i przeszkodach dotarłam w końcu do linii kas, a tam okazało się, że przy każdej z otwartych kas jest kilometrowa kolejka. W dodatku otwartych była tylko połowa z dostępnych kas. Odczekałam w kolejce kolejne 10 minut, a kiedy w końcu nadeszła moja chwila i stanęłam naprzeciwko kasjerki to i tak znów musiałam poczekać, bo pani kasjerka akurat dostała SMS-a.... Nie dość, że nie powiedziała mi nawet głupiego dzień dobry, tylko ja jej powiedziałam, to jeszcze zupełnie zignorowała moją osobę. Jak zaczęła wydawać mi resztę, to myślałam, że nigdy nie skończy. Specjalnie okazywała swoją złośliwość, ociągała się, była bardzo niemiła dla klientów. Nie mogę powiedzieć niczego dobrego o jej osobie i jej zachowaniu. I właśnie dlatego nie lubię chodzić do tego marketu, tam każde zakupy wyglądają właśnie tak, jak wyżej opisałam.
Witam, chya powyższą wypowiedź pisali sami pracownicy! Obsługa jest fatalna!!!!! Panie sa niemiłe, nie udzielają rad, odsyłają do lekarzy! Czas oczekiwania jest długi. Niektóre ceny owszem są korzystne, ale jak wszędzie. Nie polecam tej apteki. Są w pobliżu o wiele lepsze, zwłaszcza ta przy kościele.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.