Bardzo zaskoczył mnie pewien fakt, który zaobserwowałam. Chciałam kupić produkt spożywczy znanej, dobrej firmy (której jakość przekłada się na cenę). Jednak gdy przyjrzałam się dokładniej zawartości słoiczka okazało się, że jest on zepsuty. Chciałam wziąć inny, ale on też był podejrzany, jak zresztą wszystkie wystawione na półce. Byłam bardzo zdziwiona, ponieważ data ważności była długa. Znając życie ktoś straci pieniądze na ten produkt, bo sklep go raczej nie wycofa. Oby się tylko nikt nie pochorował.
Kiedy robiłam zakupy zaobserwowałam kolejną awanturę przy kasie. Jak się okazało towar, który wzięła na stoisku mięsnym kosztował więcej niż było podane. Akurat w momencie gdy pani szła do kasy ekspedientka z działu mięsnego zmieniała cenę za produkt. Różnica była dość znacząca, a klientka bardzo się zdenerwowała. Sądzę, że takie rzeczy jak zmiana ceny nie powinny być robione w ciągu dnia.
Wieczorem postanowiłem odwiedzić jeden z moich ulubionych sklepów osiedlowych. Ów punkt handlowy nazywa się Barbara, mieści się na parterze w bloku numer 10 przy ulicy Porucznika Łagody. Często zapuszczając się z czworonogiem na spacer mam przyjemność robić zakupy w tym sklepie. Po wejściu oczom naszym ukazuje się dosyć małe pomieszczenie, ale wnętrze jest bardzo dobrze rozplanowane. Jest tu miejsce zarówno na lady chłodnicze jak i na półki. Towar jest doskonale wyeksponowany, część dostępna jest na zasadzie samoobsługi. Pracownicy czyli właściciele są przemiłymi osobami, chętnie udzielają informacji na temat asortymentu. Obsługa jest szybka, sprawna. Po zakończonej transakcji klient zawsze otrzymuje paragon. Towary ważone są na oczach klienta, wyświetlacz wagi jest duży i czytelny. Ceny są przyzwoite, szczególnie cena lokalnego piwa jest konkurencyjna. Jedyny mankament to nieco wąskie przejście, ale to jest uwarunkowane możliwościami lokalowymi. Gorąco polecam odwiedzić ten sklepik. Ogólnie przyznaję piąteczkę, głównie za wspaniałą atmosferę panującą w tym sklepie.
Wybrałam się dzisiaj na zakupy i jestem pozytywnie zaskoczona obsługą w sklepie Cubus. Weszłam tam z zamiarem "przejrzenia asortymentu a jednak obsługująca mnie bardzo sympatyczna pani potrafiła bez najmniejszego problemu namówić mnie na zakup ślicznej bielizny jak i kilku rzeczy dla mojej wnuczki. Obsługa była sprawna i bardzo sympatyczna:pani potrafiła bardzo trafnie dobierać rozmiary zarówno dla mnie jak i dla mojej wnuczki. Co najważniejsze-towarzyszył temu przede wszystkim uśmiech! Zakupy w tym sklepie uważam za bardzo udane!!!
A więc ze sklejonym żołądkiem, jako świeżo upieczony Pan Kebabik (o czym możecie przeczytać w poprzedniej obserwacji) pojechałem szukać kolejnego lokalu. Czułem się jak goniec u Barei, któremu właśnie zabrano zupę sprzed nosa i musi jechać do Viktorii coś zjeść. Mój nos nieomylnie zaprowadził mnie w okolice dworca autobusowego, gdzie znajduje się tzw. „Łomżyńskie zagłębie kebabowe”. Po zaparkowaniu auta wkroczyłem do „Grill-Baru”. Wewnątrz lokalu znajduje się kilka stolików, oraz niestety automaty do gier. Przyznać trzeba że wybór szeroko pojętych fast-foodów był duży. Prócz kebabów w różnych wariacjach można tu zjeść także wszelakiej maści zapiekanki, hot-dogi. Ceny są porównywalne do innych barów. Niestety za ladą stała pani, która należała do kategorii biernych sprzedawców. Nic nie zaproponowała, nie doradziła, nawet jej chyba nie zależało żebym coś zamówił. Ale byłem zbyt głodny więc poprosiłem o dużego kebaba. Dopytałem się i usłyszałem, że serwują do bułki mięso drobiowe. Pani przyjęła pieniądze i tą samą ręką włożyła bułkę do opiekacza, a następnie (o zgrozo) ścięte mięso do mikrofalówki. Po chwili otrzymałem bułkę z nadzieniem. Niestety byłem tak nienasycony, że zjadłem, a powinienem wyrzucić toto do kosza. Mięso z mikrofalówki było suche, wiórowate i niesmaczne. Bułka rozwalająca się i zbyt mało przypieczona. Sosy, najwyraźniej kupowane gotowe o konsystencji i smaku plastiku. Jedynie warzywa smakowały jako tako, ale było ich za dużo w stosunku do mięsa. Zrozumiałem więc dlaczego kobieta nie życzyła mi smacznego, może odezwało się w niej coś co nazywa się sumieniem. Nie polecam wizyty i spożywania czegokolwiek w tym barze, ale zdaję sobie sprawę, że mając lokalizację przy dworcu i tak ten lokal się obroni.
Niedługo przyjdzie mi chyba zmienić nicka na Pan Kebabik, bo znów kolejny odcinek niekończącej się opowieści o łomżyńskich lokalach serwujących bułkę z pokrojonym mięsem. W dzisiejszym odcinek będzie horrorem, gdyż zamiast kebabu wystąpi w nim jego duch. A więc tradycyjnie po pracy, gdy wracałem z trasy usłyszałem w słuchawce, że obiadu nie ma i żebym zjadł coś na mieście. Zajechałem więc do baru, znajdującego się w budce na parkingu przy sklepie Lux przy alei Legionów 105. Wielki napis na przyczepie i namiocie głosił, że kupię tutaj kebab. Po wejściu do środka stwierdziłem analogię do dowcipu z czasów PRL-u, który tutaj przytoczę: „Czym się różni przedwojenny sklep mięsny od powojennego? Przed wojną na sklepie było napisane: rzeźnik, a w środku było mięso. Teraz nad sklepem wisi szyld: mięso, a w środku jest tylko rzeźnik”. I tak było w tym przypadku – w środku zamiast wałka z mięsem stał dobrze odżywiony pan, który stwierdził, że kebaba nie ma. Nie rozumiem, napis na zewnątrz wielki jak wół, pora akurat obiadowo-kolacyjna, a zgłodniały klient musi obejść się smakiem. Nie reflektowałem na inne pozycje z skromniutkiego menu, zważywszy, że masywny pan raczej nawet nie usiłował mnie zachęcić do zjedzenia czegokolwiek. Wygląd miejsca także nie przekonywał – było tam dosyć siermiężnie. Głodny opuściłem więc ten smętny przybytek i pojechałem wreszcie coś zjeść. Bo kebaba zjadłem, ale o tym w następnym odcinku.
H&M na Matarni w Gdańsku to duży podzielony na sektory sklep. H&M to jedna z moich ulubionych marek, niechętnie jednak robię zakupy tym sklepie. Odnoszę wrażenie, że zawsze panuje tam bałagan, a personel nie jest zainteresowany ani obsługą klienta ani tym bardziej dbaniem o porządek. Nie wiem, czy spowodowane jest to niewystarczającą liczba pracowników czy taka jest filozofia firmy. Nie podoba mi się sposób, w jaki pracownicy podchodzą do klientów.Trzeba sie nieżle nagimnastykować żeby coś znaleśc,a jak juz znalazłam to poszukać odpowiedniego rozmiaru,gdyz ze strony personelu nie ma na co liczyć.Nie polecam tego sklepu.
Perfumeria Sephora na Matarni w Gdańsku to bardzo przestronny sklep. Asortyment jest bardzo zróżnicowany od balsamów, żeli pod prysznic na tusze do rzęs kończąc. Produkty są bardzo estetycznie i schludnie poukładane. Wybór kosmetyków bardzo duży. Cała oferta odpowiednio wyeksponowana. Ceny towarów dobrze widoczne i trzeba przyznać dość wysokie. Wewnątrz jest czysto schludnie, w powietrzu unosi się przyjemny zapach. Wnętrze sklepu jest tak zorganizowane by można się było swobodnie poruszać. Obsługa już od wejścia proponuje swoją pomoc, czasami odrobinę zbyt nachalnie. Konsultanci bardzo dobrze znający aktualna ofertę sklepu i potrafiący doradzić zgodnie z preferencjami poszczególnych klientów. Z uśmiechem na twarzy wszystko wyczerpująco i jasno tłumaczą. Otwarcie wymieniają wady i zalety poszczególnych produktów. Dzięki ich pomocy zakupy są o wiele łatwiejsze. Pracownicy ubrani według obowiązujących standardów, z dobrze widocznym identyfikatorem. Obsługa na kasie przebiega szybko i sprawnie. Do zakupu dołączane są również różnego rodzaju próbki, istnieje również możliwość zapakowania produktu na prezent. Ochroniarz dyskretnie obserwuje otoczenie sklepu. Jestem jak najbardziej zadowolona. Polecam.
Na stronę internetową www.simply-market.pl zajrzałam by zapoznać się bliżej i dokładniej z zasadami konkursu z okazji 6 urodzin tej sieci.
Udało się , choć znam prostsze przekazywanie najważniejszych informacji jak czas akcji, podstawowe zasady czy wzór poprawnie wysłanego sms.
To wszystko wyczytuję z regulaminu, a znaczniej wygodnie by było by można to przeczytać na pod stronie. Cóż nie to nie.
Mogę napisać dzięki temu słów kilka o samej witrynie.
Trzeba to oddać, jest ona bardzo czytelna, intuicyjna i oprócz tego że informacja o konkursie ogranicza się do linku przekierunkowującego nas do regulaminu to witrynie tej nie można nic więcej chyba zarzucić.
Na górze strony po całości poziomy pasek ze zdjęciami przykładowego wnętrza sklepu, na nim logo marketu, rysunkowy sybol „s” z koszykiem, i zielone tabliczki do podstron:
Poznaj Simply czyli słów kilka o firmie która prowadzi tę sieć)
Nasza oferta (aktualne gazetki z promocyjnym asortymentem)
Sklepy
Dołącz do Nas (oferty pracy)
Pod spodem płynący ciągiem pasek z hasłem „Simply market tani i przyjazny”
Dalej na białym tle trzy prostokąty po bokach zbliżone do kwadratu w środku poprzecznie rozciągnięty i większy.
W pierwszym oknie menu , w drugim pierwsze strony wspomnianych gazetek w ostatnim małe zdjęcia.
Nie sposób się tu pogubić i zagubić.
I wcześniej czy później przypadkiem bądź nie trafimy np. na przepisy.
Zakładka do nich jest widoczna po kliknięciu w zieloną tabliczkę nasza oferta której rozszerzenie stanowi właśnie pod strona kulinarna obok nowości, promocji i konkursów.
Ten urodzinowy w żaden sposób nie jest na stronie promowany, żadnej informacji na stronie głównej nie ma.
Co ciekawe w obecne trwającej promocji obowiązują różne gazetki nawet dotyczące sklepów w tych samych miastach.
Przechodząc koło księgarni Dedalus
nie specjalnie się opieram się pokusie by wejść do środka.
Z autopsji wiem że książki tu są tu dużo tańsze niż w księgarni.
Choć raczej nie znajdziemy tu nowości wydawniczych to i tak z bogatej oferty każdy może coś dla siebie wypatrzeć. Klient raczej jest zdany sam na siebie.
Ale towar jest uporządkowany, czytelnie i logicznie powykładany więc idzie sobie poradzić i samemu.
Dziś w oko wpada mi zbiór czterech powieści z biblioteki
Reader's Digest.
Opasłe tomisko za 10 zł .
Czytam krótkie opisy .Zapowiada się ciekawie. Decyduję się na zakup.
Przy kasie nie ma kolejki. Usytuowana jest zaraz za wejściem. Pracownik młoda dziewczyna przyjmuje sprawnie należność, na moją prośbę książkę pakuje do reklamówki a ja na nie jeden wieczór mam lekturę.
I choć co do zasady książki kupuję najczęściej w księgarniach internetowych (Merlin, Matras ,czasem Epik czasem jest to Weltbild)
to dla oferty Dedalusa robię wyjątek i co do formy i co do unikania zakupów spontanicznych i nie planowych.
Ta okręgowa spółdzielnia mleczarska w swym nabiałowym portfelu produktów ma wszystko.
Mleko i jego przetwory nie wyłączając mleka w proszku.
Gro asortymentu jest sygnowane marką Hej z charakterystycznym dość rozpoznawalnym logo górala z ciupagą w drewnianej rzeźbionej ramce. Niektóre z produktów znajdziemy też pod nazwą Ale .
Na warszawskim rynku głównie widać mleko UHT oraz serki homogenizowane.
To te ostatnie od czasu kupuję, są dostępne m.in. w Auchan, Simply jak i w mniejszych sklepikach osiedlowych.
Firma posiada swoją stronę www w tradycyjnym wydaniu.
Tam możemy zapoznać się z jej ofertą, tak przedstawioną że i indywidualny jak i hurtowy odbiorca ma dostępne wszelkie niezbędne informacje.
Mamy adresy hurtowni, sklepów firmowych oraz gazetki aktualnymi promocjami.
Nie pominięto akcji szklanka mleka w której firma bierze udział dostarczając kartoniki mleka do szkół.
Pod zakładką Bon Appetit znajdziemy jeden przepis na sernik babci Krysi.
Ot firmowa strona.
Choć prosta i minimalistyczna jest dobrą wizytówką firmy.
Prosta w nawigacji, szybko się ładująca.
Oczywiście fajnie by było gdyby była bardziej rozbudowana o działy kulinarne, dla dzieci i tym podobne ale najwidoczniej ma ona być jedynie kanałem do prezentacji firmy i na tym opiera się jej konstrukcja.
Kim Lan jest producentem zupek instant z makronem.
Postawiono na smaki które śmiało można nazwać tradycyjnymi i często goszczącymi na polskich stołach.
Choć kontrowersyjne nieco mi się wydaje mi się połączenie czerwonego barszczu z makaronem ,ale cóż każda zmora znajdzie ponoć swego amatora.
Oprócz barszczu mamy coś rosołowego jest propozycja zupy pomidorowej oraz serowej z ziołami.
Dużego wyboru nie mamy.
Strona www przypisana marce jest dość oryginalna.
Pomarańczowe ciepłe tło z nielicznymi przetarciami , na środku kniga nad nią logo Kim Lan.
Mamy dwie wypustki pod lewymi stronicami (o Kim Lan/Zupy) a pod prawymi kartami zakładka ciekawostki.
By to wszystko przewertować trzeba trochę cierpliwości.
Ale gdy się nią wykażemy przeczytać możemy kilka faktów o wybranych warzywach, o preferencjach i kulinarnych przyzwyczajeniach polaków.
Samym produktom jako takim stosunkowo mało poświęcono uwagi.
O firmie też nie za wiele się dowiemy.
Brakuje spisu treści co bardzo by ułatwiło odszukanie tego co na daną chwilę nas interesuje i zaoszczędziło błądzenia.
Drugie zamówienie nagrody z Katalogu Klubu Super obserwatora.
Decyduję się na bon Sodexho,
Sama składałam no tabene taką propozycję by on był jedną z gwarantowanych nagród, cieszy fakt że i inni obserwatorzy tak uważali i dzięki naszym głosom tę nagrodę między innymi mamy do wyboru.
Samo wypełnienie formularza nie stwarza problemu.
Numer telefonu podany podczas rejestracji w programie mam 10 cyfrowy, tu wymagany jest be zera ot taka mała pułapka i nie dogodność, ale łatwa do pokonania.
Od razu po finalizacji piszę do administratorów prośbę o wysyłkę za pośrednictwem Poczty Polskiej.
Jak się okaże takiej możliwości nie ma.
Jedynie bilety do kina są tak wysyłane.
Oprócz wartości co je odróżnia logistycznie od bonów?
Takie moje dygresyjne pytanko.
Czy nie można by wykazać się odrobiną dobrej woli , elastyczności i otwartości na potrzeby obserwatorów i dać im możliwość wyboru z jakiego pocztowego/kurierskiego pośrednika chcą skorzystać…..
Na szczęście koperta została pozostawiona przez kuriera w skrzynce, więc nie musiałam go „łapać”.
Nie raczył się on ze mną wcześniej skontaktować.
Ale wszystko pozytywnie i bezproblemowo się skończyło.
Nie minęły dwa dni gdy bon już miałam u siebie.
DUŻY PLUS.
Zmówienie złożyłam 11.09, zaraz potem dostałam na @ informację o jego przyjęciu do realizacji.
Następnego dnia, 12.09 w poniedziałek druga wiadomość o jego realizacji i fakcie wysyłki.
13.09 tak jak napisałam kopertę miałam w swojej skrzynce.
Tym razem komunikacja ze strony portalu jakoscobslugi.pl jest na nie nagannym, profesjonalnym i w pełni zadawalającym poziomie.
Boleję nad faktem niemożności wyboru co do sposobu dostarczenia nagrody czy to bonu czy innej.
Miło by było gdyby wypowiedzieli się inni obserwatorzy czy jedyna opcja - dostawa kurierem DPD im pasuje czy tak jak mi bardzo brakuje możliwości wyboru dostawy.
Poczta Polska, paczkomaty InPost czy odbiór w kiosku Ruch?
Każdy mógłby wybrać to co dla nie go jest najwygodniejsze.
Mam rację?
< NIKA >, dziękujemy za opinię. Bony Sodexho wysyłamy za pośrednictwem firmy kurierskiej w trosce o to, by nagroda szybko i bezpiecznie trafiła w ręce Super Obserwatora. Pozdrawiamy, zespół portalu.
Restauracja sieciowa (fast...
Restauracja sieciowa (fast food) - typowy wystrój typowe dania. Czysto, obsługa szybka, sprawna i miła.
Kelner cały czas uśmiechnięty, kilka razy podchodził do stolika pytając czy wszystko w porządku, czy dania smakują. Dawał nam do zrozumienia, że jest w pobliżu gdyby coś było potrzebne.
Jedzenie smaczne na ile być może w fast foodzie - za to stosunek ceny do jakości i ilości wysoki i godny polecenia.
Dziękujemy za przekazanie obserwacji dotyczących wizyty w restauracji Sphinx. Zadowolony Gość to cel działania naszych restauracji, dlatego chętnie analizujemy wszelkie zgłoszenia od Gości. Jest nam miło, że jakość serwowanych dań została przez Pana doceniona, a poziom obsługi kelnerskiej sprostał Pana oczekiwaniom. Każdego dnia staramy się, aby zapewnić naszym Gościom pyszne dania i wysoki standard obsługi w każdej z naszych restauracji. Serdecznie zapraszamy do sieci restauracji SPHINX. Pozdrawiam / Sfinks Polska S.A.
Jedyna z prawdziwego...
Jedyna z prawdziwego zdarzenia kawiarnia w 70 tys. mieście. Można tutaj przyjść na kawę z dziewczyną, żoną, matką, kontrahentem itd. Bardzo miło, przytulnie - cicha nastrojowa muzyka a do tego przyjemny zapach kawy.
Asortyment typowo kawiarniany - miłośnik kawy znajdzie tutaj swoją ulubioną a do tego może dobrać niezły deserek (torty, ciasta).
Dla wielbicieli słodkości są także super lody, kolorowe drinki i inne desery.
Ceny - to jedyny - ale powiedzmy drobny mankament lokalu. Jak na Tomaszów, biedne miasto dość wysokie. Na szczęście nikt nie musi przychodzić i pić od razu pięć kaw pojadając połową tortu.
Personel miły, potrafi opowiedzieć o każdej pozycji menu, doradzić.
Na koniec ważny atut - jest gdzie zaparkować a lokal jest niedaleko centrum miasta i łatwo do niego trafić.
Polecam. Ja będę stałym - choć nie częstym klientem (ceny).
Spotkał katar Katarzynę, Katarzyna pod pierzynę…..
Niestety ucapiło i mnie przeziębienie.
Przechodząc więc koło apteki postanawiam do niej wejść i kupić jakiś arsenał obronny zanim mnie na dobre rozłoży.
Idę na pocztę i po drodze do niej mijam aptekę przy Placu Szembeka która występuje pod szyldem Świat Zdrowia (Apteka Przy Szembeka)
W oknach plakaty promocyjną ofertą. I to właśnie promocja na febrisan skłania mnie ostatecznie do wejścia.
5 zł mniej to spora obniżka.
Tak więc wchodzę. W środku cisza i spokój. Słyszę zaproszenie dochodzące z okienka.
Podchodzę do niego.
Witam się z Panią Farmaceutką.
Kobieta ubrana jest w biały kitel, życzliwie i zachęcająco się uśmiecha.
Z marszu proszę o Febrisan.
Zapytuję czy mogę wraz zażywać coś takiego jak Rutinoskorbin, mniejsza o nazwę handlową, chodzi o skład.
Pani bez wahania podaje mi medykament, ale cena jak dla mnie jest dość jego wysoka, pytam o coś tańszego. Po pertraktacjach zostajemy jednak przy poczciwym i stosowanym najczęściej przeze mnie Rutinoskorbin. Chwile trwa zanim dostanę jego ilość w dawce jaka w pełni jak mi się wydaje wystarczy.
Nie potrzebuję całego opakowania, wystarczy listek.
Zostaję pożegnana z uśmiechem który towarzyszył mi praktycznie cały czas pod czas obsługi.
Szybciutko w miejscu zadbanym uporządkowanym z gazetką o profilu medycznym opuszczam aptekę.
Nie dam się choróbsku.
Choć marka Marks & Spencer
kojarzy się głównie z branżą odzieżową to nie tylko to znajdziemy w tej sieci.
W nie we wszystkich ale w niektórych sklepach są działy z asortymentem spożywczym .
Od czasu do czasu warto ulec pokusie i czymś made in brytyjskim swoje podniebienie uraczyć mniej lub bardziej wyrafinowanym.
Herbata, kawa.
Słodycze. Sosy, zupy i mięsa w puszce, bakalie, słone przekąski a nawet pieczywo tu możemy nabyć.
Są także mrożonki.
Miejsce jest zadbane zresztą jak cały sklep , fajnie i przyjemnie dokonujemy tu zakupów. Może i ceny trochę nie kiedy straszą polski portfel, ale nie są na tyle wysokie by były zaporowe .
Jak napisałam od czasu do czasu warto i tu się zaopatrzyć w jakieś przysmaki przekonać się co się jada po za naszymi granicami….
Przy kasie nie ma kolejki .
Kasjerki zresztą też nie ma.
Ta zjawia się po chwili z uśmiechem się wita, zapytuje o kartę.
A tej jakimś dziwnym rządzeniem losu jakoś jeszcze nie mam choć zaglądam tu dość często.
Płacę za zakupy, proszę o formularz do otrzymania Katy, może i poszerzę kolekcję plastików.
Sprzedawca dziękuje mi za wizytę i dokonane zakupy zaprasza ponownie.
Pani ubrana jest schludnie w koszulę w paseczki do której ma przypięty identyfikator, firmowa smycz również odróżnia ją od klientów.
Pani jest naturalnie profesjonalna. Nie natarczywa, nie nagabuje, serdecznie się uśmiecha podtrzymuje kontakt werbalny i wzrokowy.
Tu zakupy poprawiają mi nastrój który po dość mało przyjemnych zakupach w Carrefour nie był najlepszy.
Miła atmosfera, życzliwy personel ciekawy selektywny asortyment. Czyściutko, jasno przestronie. Super.
Takie zakupy lubię. Takie zdecydowanie preferuję.
bluzka którą kupiłam wsytępuje w 3 kolorach natomiast były w 3 różnych częsciach sklepu, co było niewygodne. Pracownik pomógł mi znaleść odpowiedni kolor. Przy kasie zostałam obsłużona z usmiechem i serdecznie choć widać było już zmęczenie. Pani miała na plakietce imie Natala. Początkowo czynna była jedna kasa, ale otworzona druga gdyż dwie osoby wymieniały odzież zakupioną wcześniej co skróciło czas obsługi mimo dużego ruchu.
Ten supermarket pod szyldem
Carrefour
jest zlokalizowany w podziemiach domów towarowych Wars Sawa pamiętających jeszcze czasy PRL ’u choć najemcy już inni to nadal potocznie nazywa się te budynki domami centrum wespół z jeszcze jednym odrębnym Juniorem.
Mamy dwa wejścia.
Od strony Marszałkowskiej i od pasażu Wiecha.
I tu i tu na dół prowadzą schody ruchome.
Od strony pasażu mamy windę.
A od marszałkowskiej możemy od razu zajść do Rossmanna który też jest na dole naprzeciw linii kas Carrefour
Kasy Carrefour są na dwóch krańcach hali sprzedaży co jest wygodne i przynajmniej teoretycznie powinno minimalizować kolejki.
Niestety w praktyce wygląda to mniej różowo i chociażby dziś przyszło mi w kolejce swoje odstać.
Mało tego kiedy już byłam prawie przy kasjerce ta poprosiła klientkę stojącą obok tabliczki na końcu taśmy by ją odkręciła.
I co okazuje się że kasa przyjmuje tylko płatności gotówkowe.
Kasjerka pyta się mnie jaką mam kartę, stwierdza e terminal odrzuca transakcje z bankiem PKO i choć ja mam inny bank ostatecznie proponuje bym już bez kolejki podeszła do kasy obok.
Budzi to oburzenie klientów tam stojących.
A przecież to nie moja wina że nie była widoczna informacja o awarii terminala ….
Cóż w dość napiętej atmosferze moje zakupy zostają zeskanowane.
Kasjerka to pracownik ubrany w ciemno niebieską koszulkę agencji Gold Servis.
Osoba ta była niczym robot, jedyne co do mnie powiedziała to dyspozycja o umieszczenie karty w terminalu że o uśmiechu nie wspominając.
Powiało chłodem i niechęcią.
I choć rozumiem że kolejka i zmęczenie może też doskwierać inne frustracje też mogą powodować nie zadowolenie ale czy musi to odbijać się rykoszetem na kliencie.
Na dziale tradycji gdzie kupowałam surimi na wagę pani je obsługująca była miła, zagadała i dała radę się uśmiechnąć.
Na 4 kasy czynne dwie(od wejścia /wyjścia ul. Marszałkowskiej).
Czy tak trudno zapewnić obsadę stanowisk kasowych i przewidzieć i chociażby sama lokalizacja sprawia i klientów tu jest duo a kasjerki na brak zajęcia na pewno by nie narzekały a klient mógłby opuścić sklep usatysfakcjonowany sprawną obsługą.
Sklep trochę zaniedbany, z brakami w towarze i pustymi gdzie nie gdzie miejscami na półkach.
I jak to bywa ceny są różne, ale ogólnie mona tu dokonać dość ekonomicznych zakupów podchodząc do nich zdrowo rozsądkowo i z rozwagą.
Na drzwiach wejściowych mlecznym kolorem napisano godziny otwarcia.
Ściany holu gdzie są schody ozdabia plastyczna dekoracja z paneli zdjęć w artystycznym ujęciu zespołów budynków w którym sklep się znajduje.
Dzisiejsze zakupy oceniam kiepsko.
Zbędnie czasochłonne, z koniecznością, z uwagi na braki modyfikacji listy planowanych zakupów i z zupełnie zbędnym zamieszaniem przy kasie jak i odpychającą postawą kasjerki z agencji.
Kasjerka do której kasy ustawiłam się w kolejce była także mało życzliwa nie za bardzo pewna czy terminal działa w końcu czy nie. Zauważyłam że brakuje jej drobnych w kasie i o te są proszeni klienci.
Przeprowadzka do kasy obok aprobowana przez pracownika była możliwa gdyż zakupów miałam nie wiele ale i tak spowodowała mój dyskomfort i naraziła na nie miłe uwagi ze strony klientów.
Wcale a wcale moja opinia o tej francuskiej sieci nie uległa zmianie i poprawie i jest on jak był na końcu mojej listy sklepów w których zakupów dokonuję.
Ostatnio miałem przyjemność odwiedzić tchibo w galerii Dominikańskiej,nie wiem co się stało z obsługa ale pani o długich spiętych na bok ciemny blond była tak nie przyjemna i wprost pozwolę sobie powiedzieć ze takie osoby nie powinny mieć styczność z klientami,przyszedłem napić się kawy a tu pani ze swoimi słowami obraża ludzi nie po to tam przychodzę,wrażenie sklepu tez daje do dużo myślenia,brakujące ceny opakowanie poniszczone!przykro mi że takie miejsca mają z jednych moich ulubionych sklepach gdzie można napić się świetnej kawy.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.