Udaliśmy się z żoną do sklepu dla dzieci Coccodrillo, sklep jak sklep pomyślałem, choć przyznać trzeba, że otoczenie i okolica nie jest specjalnie okazała. W środku panował przyjemny chłodek, było jasno, czysto i wszystko jakoś uporządkowane. Poukładane ubranka i wszędzie dało się zauważyć ład w ekspozycji. Po naszym wejściu, nie trzeba było długo czekać na obsługę, w chwilę po wejściu, pani była już przy nas. Miła sympatyczna i pomocna, kompletnie zaangażowana w obsługę i co przede wszystkim dało się zauważyć, nie próbowała na siłę wcisnąć nam towaru a rzeczywiście starała się doradzić, aktywnie szukała rzeczy, o które była pytana, udzielała wszelkich, kompletnych informacji. Koniec, końców, wyszliśmy z tego sklepu z kilkoma ciuszkami. Miła obsługa, duży wybór asortymentu, bardzo dobre ceny, to przeważyło o decyzji zakupu. Ponadto transakcja płatności została wykonana prawidłowo, otrzymaliśmy paragon i zaproszenie do ponownej wizyty. Pani dodatkowo dała nam Katalog na sezon i informację, że mamy czas do 7 dni na wymianę na inny towar w razie by coś nie pasowało – miło, przynajmniej nie trzeba było się martwić, czy nas nie wyśmieją jak coś okaże się za duże i będziemy chcieli wymienić. Pełna kultura panuje w tym sklepie, polecam amatorom, bardziej amatorkom tego rodzaju sklepów, bo na pewno się nie zawiodą. Negatyw to lokalizacja, z boku centrum, brak reklam a informację o istnieniu tego sklepu rozchodzi się pocztą pantoflową, tu pozostaje pole do popisu dla właściciela sieci.
Hotel Pod Wierzbą [restauracja i sala]- w moim odczuciu organizowanie imprezy w tym miejscu, pozostawia wiele pytań i wątpliwości. Owszem wygląd jest przyzwoity, lecz kuchnia nie spełnia oczekiwań, bynajmniej moich. Podawane dania nie mają właściwego smaku, a część z nich lepiej sobie odpuścić. Porcję nie zachwycają wielkością, proszę się nie zdziwić. Obsługa działa szybko i sprawnie. Jedynie dania z grill-a były na dobrym poziomie. Czystość OK.
Wczoraj byłam w klubie sportowym Sportera w Łodzi. Zajecia odbywają się na wysokim poziomie,trener podczas treningu pokazuje jak wykonywać ćwiczenie, bierze pod uwagę , że są na sali również nowe osoby, obrócz tego jak ktoś źle wykonuje podchodzi i poprawia jak powinno się wykonać ćwiczenie. Najbardziej podobało mi sie to, że po zajęciach można było podejść a trener udzielił porady.
Bardzo lubię zaglądać do Empiku, więc kiedy przebywałam w C. H. Rywal postanowiłam wpaść do salonu i kupić kartkę ślubną dla znajomych.
Z racji wczesnej popołudniowej godziny nie panował tam zbyt duży ruch. Przy stanowisku kasowym stały dwie pracownice mimo, że nie było tam ani jednego klienta. Korzystniej byłoby gdyby jedna z pań porządkowała książki bądź pomagała klientom na sali sprzedaży.
Od razu skierowała się w kierunku stanowiska z kartkami okolicznościowymi. Przyznam, że panował tam niemały bałagan. Karnety były niechlujnie powciskane za plastikową pleksę. Niektóre z nich były przez to pogięte i uszkodzone.
Skupiłam się na oglądaniu karnetów ślubnych. Był ich tam spory wybór. Znalazłam tam zabawną serię z firmy Art Nuvo. Wybrałam jedną z kartek i podeszłam z nią do kasy. Wcześniej nie sprawdziłam na czytniku ile ta kartka kosztuje. Zdziwiłam się kiedy kasjerka powiedziała mi, że to zapłaty mam 6,90. Moim zdaniem cena była zbyt wygórowana jak na zwykłą, prostą kartkę. Mimo swoich obiekcji zapłaciłam za nią i opuściłam sklep.
Wraz z grupą znajomych postanowiliśmy wyskoczyć wieczorkiem na piwo. Tego dnia pogoda była w kratkę, lecz kiedy dotarliśmy do lokalu świeciło piękne słońce. Postanowiliśmy skorzystać i usiąść w ogródku piwnym przed lokalem. Kiedy podeszliśmy do stolika okazało się, że krzesełka są mokre (jakieś pół godziny wcześniej lał deszcz). Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że barmanka obsługująca ogródek piwny w najlepsze rozmawiała przez telefon i nie miała zamiaru powycierać stolików i krzesełek. Łaskawie poczekaliśmy aż pracownica skończy rozmowę. Wówczas mój chłopak podszedł do niej i poprosił o przygotowanie nam stolika. Pracownica zareagowała na tą prośbę bardzo szybko i już po chwili mieliśmy suchy stolik.
Zamówiliśmy po piwie Perła Export z sokiem imbirowym. Koszt jednego piwa wynosił 4,50, co jest moim zdaniem dosyć niedrogą ceną.
Będąc na Placu Wolności zauważyłam, że powstał nowy sklep z torebkami. Nie miałam w planach zakupu torebki więc wstąpiłam tam jedynie z ciekawości. Sklep ma dosyć sporą powierzchnię i wszystkie oferowane tam przedmioty są dobrze wyeksponowane. Nie lubię gdy w sklepach panuje przepych i oglądając jedną rzecz zrzuca się na ziemie dwie inne. Tutaj było zupełnie inaczej.
Sklep sprawia wrażenie bardzo eleganckiego i gustownego. Są tam zarówno skórzane jak i skóropodobne torebki. Wielkie torby podróżne, torebki miejskie oraz torebeczki koktajlowe. Cena jest dosyć przystępna. Jednak w większości przypadków wynosi ponad 100 zł.
Kiedy weszłam do sklepu sprzedawczyni od razu podniosła się z krzesła. Nie narzucała mi się ze swoją pomocą, jednak dyskretnie obserwowała co robię, aby w razie potrzeby pospieszyć mi z pomocą. Sprzedawczyni uśmiechała się do mnie i sprawiała wrażenie osoby przyjaznej i życzliwej wobec klientów.
Wracając do domu postanowiłam wstąpić do tego sklepu i kupić sobie loda. Kiedy weszła do sklepu nie mogłam dostrzec sprzedawczyni. Lodówka z lodami i tak znajdowała się drugim pomieszczeniu sklepu więc postanowiłam tam pójść. Dopiero gdy szłam do drugiego pomieszczenia zauważyłam pracownicę, która siedziała na stołku i w najlepsze czytała gazetę. Sprzedawczyni nawet nie podniosła na mnie wzroku.
W drugiej części sklepi znajdował się jeden klient. Mężczyzna kupował jedynie zakład totolotka więc mój czas oczekiwania był krótki. Mimo napisu, że towar podaje sprzedawca sama wyjęłam loda z zamrażarki. Sprzedawczyni, aby go wyjąć musiałaby przejść przez połowę sklepu. Wybrałam loda firmy Oscar i zapłaciłam za niego 1,40. Jak się okazało lód nie był dobrze zamarznięty.
Kasjerka, która mnie obsługiwała wydała mi się uprzejmą i sympatyczną osobą. Była to młoda dziewczyna, około 23 letnia. Pracownica była niskiego wzrostu i miała okulary.
Przechodząc obok sklepu papierniczego Jędrek przypomniałam sobie, że mam kupić balony na wieczór panieński. Kiedy weszłam do sklepi na moje powitanie odpowiedziały dwie pracownice. Czynne były dwa stanowiska kasowe i przy każdym z nich stała jedna osoba. Ustawiłam się w kolejce bliżej wejścia. Klientka przede mną kupowała lalkę dla dziecka. Kiedy chciała zapłacić kartą okazało się, że w sklepie nie ma takiej możliwości. Klientka głośno zwróciła uwagę, że sklep powinien iść z duchem czasu i transakcja kartą jest w dzisiejszych czasach normą. Pracownica tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że to zależy od właściciela a nie od niej. Kiedy nadeszła moja kolej poprosiłam o 10 baloników w różnych kolorach. Pracownica wybrała mi balony i podała kwotę do zapłaty. Cena jednego balonu wynosiła 0,30 groszy. Sprzedawczyni wzięła ode mnie pieniądze i położyła na ladę baloniki. Poprosiłam ją o reklamówkę, żeby balony nie uszkodziły mi się w torebce. Pracownica podała mi ją i okazało się, że jest ona bezpłatna. Zastanawiam się dlaczego nie otrzymałam jej od razu.
Wieczór panieński mojej koleżanka zbliża się wielkimi krokami a ja nadal nie mam pomysłu na upominek dla niej. Przechodząc ulicą Warszawską w witrynie kwiaciarnia zauważyłam śmieszne upominki na różne okazje. Postanowiłam tam wstąpić i zorientować się czy dostanę tam coś ciekawego. Kiedy weszłam do księgarni na moje powitanie odpowiedziało dwóch pracowników ( wydawało mi się nawet, że właścicieli), była to kobieta i mężczyzna po 50-tce. W kwiaciarni panował duszący zapach kwiatów. Moja alergia uaktywniła się momentalnie. Oprócz mnie w sklepie było dwóch klientów, obsługiwała ich kobieta.
Postanowiłam poprosić o pomoc pracownika i powiedziałam, że poszukuję czegoś na wieczór panieński. Sprzedawca zaproponował mi kilka przedmiotów typu kapcie w kształcie penisa, wałek dla przyszłej panny młodej oraz dyplom z okazji wieczoru panieńskiego. Wszystkie te przedmioty kojarzyły mi się z kiczem, a nie chciałam aby upominek ode mnie był tendencyjne. Podziękowałam więc sprzedawcy i postanowiłam opuścić sklep. Zauważyłam, że sprzedawca był poirytowany że wychodzę ze sklepu bez zakupu. Mężczyzna nawet burknął coś pod nosem, ale niestety nie usłyszałam co.
Kolejną odwiedzoną przeze mnie księgarnią, była Księgarnia Podlaska. Tam również ruch był niewielki a na sali sprzedaży znajdowało się trzech klientów. Jeden z pracowników siedział przy stanowisku kasowym, natomiast drugi pomagał klientowi skompletować książki. Podeszłam do pracownika za kasą, który akurat nie miał klientów. Zapytałam czy znajdę pakiet „ Zanim będę uczniem”. W tej księgarni również owy pakiet był niedostępny. Jednak w przeciwieństwie do Taniej Książki, istniała możliwość zamówienia tego zestawu. Pracownik poinformował mnie, że dostawy są praktycznie codziennie i mogę dowiadywać się o realizację zamówienia telefonicznie. Ta opcja bardzo mi odpowiadała.
Przeszłam się jeszcze chwilę po księgarni. Zauważyłam, że jest tam bardzo czysto. Książki na półkach wyglądały jakby były ustawione od linijki. Na regałach nie dostrzegłam śladu kurzu.
Koleżanka poprosiła mnie, abym będąc na mieście kupiła jej dziecku zestaw podręczników do sześciolatków „Zanim będę uczniem”. Wybrałam się więc do Taniej Książki, aby zapytać o ten pakiet.
Kiedy weszłam do księgarni, zdziwiłam się że świeci ona pustkami. Na sali sprzedaży zauważyłam dwie pracownice, które były zajęte metkowaniem i roznoszeniem towaru. Żadna z pań nawet nie podniosła na mnie wzroku. Podeszłam więc do jednej z nich i poprosiłam o pomoc. Kobieta była wyraźnie poirytowana tym, że przerywam jej dotychczasowe zajęcie. Pokazałam jej rozpiszę z książkami. Okazało się, że tego pakietu nie ma w ofercie księgarni. Kiedy zapytałam czy byłaby ewentualna możliwość zamówienia pakietu sprzedawczyni powiedziała, żebym przeszła się jeszcze po innych księgarniach bo oni takich wynalazków nie zamawiają. Gratuluję właścicielom takiej obsługi. Przy takim podejściu pracowników sklep może spokojnie pójść z torbami. Spotkałam się tam z totalnym lekceważeniem klienta i barkiem wychodzenia naprzeciw potrzebom klientów, którzy nota bene utrzymują ową sprzedawczynię.
Będąc z chłopakiem na spacerze postanowiliśmy wstąpić na lody gałkowe do cukierni. Kiedy weszliśmy do cukierni była tam jedna pracownica i jeden klient, który akurat wybierał smaki. Mieliśmy więc czas, aby zapoznać się z ofertą cukierni. Oprócz lodów można tam kupić słodkie pieczywo oraz różnego rodzaju wypieki. Na ścianie znajdowała się informacja, że cukiernia przyjmuje zamówienia na torty okolicznościowe typu wesela, urodziny oraz wieczory kawalerskie i panieńskie. Zainteresowała mnie szczególnie ta ostatnia opcja. Zapytałam więc sprzedawczynię o ofertę tortów. Sprzedawczyni pokazała mi katalog z tortami. Jeśli chodzi o wieczór panieński to jest możliwość zamówienia jednego rodzaju tortu z ciekawym motywem na wierzchu koszt takiego tortu w zależności od wagi wynosi około 50 zł.
Wybraliśmy smaki lodów i zamówiliśmy po dwie gałki. Koszt jednej gałki wynosi 1,30.
Jeśli chodzi o wystrój cukierni to moim zdaniem pozostawia on wiele do życzenia. Cukiernia wygląda bardziej jak sklep spożywczy, a nie miejsce gdzie można posiedzieć i zjeść ciastko czy wypić kawę. W Białej Podlaskiej brakuje takiego miejsca więc warto byłoby zainwestować w zmianę image tej cukierni.
Uwielbiam biżuterię, więc będąc w C. H. Rywal postanowiłam wstąpić do salonu, aby rozejrzeć się za jakimiś ładnymi kolczykami. Kiedy weszłam do sklepu od razu zauważyłam spalone żarówki na salonie oraz odczułam brak klimatyzacji. Powitały mnie dwie pracownice stojące za ladą. Jedna z nich, około 40 letnia blondynka, podeszła do mnie i zapytała czy mogłaby mi w czymś pomóc. Chciałam się rozejrzeć, więc podziękowałam jej za tą propozycję.
Gabloty w salonie były czyste, nie zauważyłam tam żadnych smug czy plam. Spodobała mi się jedna para kolczyków. Zapytałam sprzedawczynię czy mogłabym przyjrzeć się kolczykom z bliska. Pracownica wyjęła kolczyki i wyłożyła je na tacę. Zaproponowała mi, że mogę je przymierzyć. Bardzo chętnie przystałam na tą propozycję. Kolczyki pasowały idealnie. Niestety byłby to nieplanowany zakup i nie mogłam przeznaczyć kwoty 120 zł na kolczyki. Podziękowałam więc sprzedawczyni za pomoc. Mimo tego, iż nie doszło do transakcji pracownica nie okazała zniecierpliwienia czy irytacji. Jeśli chodzi o obsługę w tym sklepie to oceniam ją bardzo dobrze.
Restauracja godna polecenie, praktycznie najlepsze miejsce w Świdnicy, gdzie można zjeść smaczny obiad ze świeżych produktów, podany apetycznie, solidne porcje, ceny dość przystępne, miła obsługa. Za plus należy uznać bogatą kartę Menu, wypróbowałem kilka potraw, przyrządzone i ładnie podane. Lokal czysty i utrzymany w ładzie!
Tego dnia udaliśmy się z mężem na kolację do restauracji Einstein w Suwałkach. Wnętrze restauracji jest bardzo ciepłe, czyste i przytulne. Od razu zostaliśmy przywitani przez kelnera a za chwilę również przez właścicielkę restauracji. Podano nam darmową przekąskę tzw. "czekadełko", wybraliśmy dania z manu i w dość szybkim czasie je dostaliśmy. Wszystko było smaczne i w przystępnych cenach. Polecam.
Wczoraj kilkakrotnie miałam wątpliwą przyjemność podróżować MZK w Białej Podlaskiej. Mam kilka zastrzeżeń co do funkcjonowanie tego zakładu. Rozkład jazdy na czas wakacyjny uległ zmianie. Zarząd MZK doszedł do wniosku, że w wakacje ludzie nie jeżdżą autobusami i wiele autobusów zniknęło z rozkładu. Przykładowo linie E kursuje jedynie raz na godzinę. Uważam, że jest to zdecydowanie za długi odstęp czasu. W wakacje podróżuje wiele osób i autobusy również są przepełnione.
Wczoraj jeździłam ze swoim siostrzeńcem, który jeździ jeszcze spacerówką. Na szczęście w większości autobusów jest podjazd dla wózków. Jednak kierowca linii C, który jechał z ulicy Sobieskiego po godzinie 14 najwyraźniej bardzo się spieszył i nie patrząc w lusterka omal nie przyciął mnie w drzwiach gdy wsiadałam. Podobny problem jest podczas wysiadania. Wydostanie się z autobusu z wózkiem graniczy z cudem. Pasażerowie napierają i ciężko dostać się do drzwi. A te otwierane są dosłownie na kilka sekund i autobus niemiłosiernie rusza dalej.
Jest również spory problem z zakupem biletu. U kierowcy można kupić jedynie dobowy bilet za 6 zł, natomiast punkty sprzedaży biletów w Białej Podlaskiej są tylko dwa i po godzinie 18 są już nieczynne. Można oczywiście biegać po sklepach spożywczych i kioskach, ale nie zawsze w pobliżu przystanku takowe się znajdują.
Sklep ten nie robi dobrego wrażenia na kliencie. Po wejściu w oczy rzuca się kurz na meblach, które są nierówno poustawiane, że ciężko między nimi przejść czasami. Pracownicy nie są zbyt pomocni, udzielają zdawkowych odpowiedzi nie prezentując produktów. Do tego ceny są dość wygórowane w porównaniu z innymi sklepami meblowymi w naszym mieście. Jednym słowem odechciewa się tam zakupów.
Sklep ten jest bardzo dobrze zaopatrzony i ma przystępne ceny. Jedynym mankamentem jest zbyt mała liczba pracowników mogących doradzić. Tego dnia musiałam czekać prawie 10 min na obsługę a do tego byłam z małym dzieckiem w wózku i to nawet nie skłoniło pracowników do szybszej pomocy. Ale gdy już zauważono mnie to pracownik pomógł odnaleźć mi wszystkie potrzebne rzeczy i dobrać odpowiednie produkty. Wszystko w tym sklepie jest raczej dobrze wyeksponowane, poukładane.
Do sklepu wstąpiłam dosłownie na chwilę gdyż spieszyłam się na autobus i musiałam kupić bilety. Pech chciał, że w tym czasie zadzwonił do mnie telefon. Sprzedawczyni zmierzyła mnie poirytowanym wzrokiem. Przeprosiłam ją i odebrałam telefon. Powiedziałam swojej rozmówczyni, że w tej chwili przebywam w sklepie i nie mogę rozmawiać. Mimo tego, że nie prowadziłam rozmowy w trakcie obsługiwania mnie przez sprzedawczynię, zauważyłam że jest ona zniecierpliwiona. W sklepie były dostępne wszystkie rodzaje biletów dlatego kupiłam ich kilka. Cała transakcja przebiegła sprawnie gdyż oprócz mnie w sklepie nie było żadnego klienta.
Dodam, że jest to niewielki sklepik i rzadko do niego zaglądam. Oprócz zaopatrzenia w alkohol można tam dostać podstawowe produkty spożywcze typu pieczywo, nabiał czy ciastka na wagę. Ogólnie sklep jest zaopatrzony w podstawowe produkty i większe zakupy nie wchodzą tam w grę.
Kiedy przebywałam w sklepie zauważyłam, że na podłodze przewraca się kilka paragonów. W związku z tym nie oceniam zbyt dobrze czystości w tym sklepie.
Około dwóch tygodni temu mierzyłam tam czarne buty na wesele. Wtedy jednak nie zdecydowałam się na ich zakup. Kiedy ponownie przechodziłam obok sklepu Deichmann zauważyłam, że jest tam już kolekcja jesienna. Kiedy przechadzałam się między regałami w sklepie zauważyłam swoje buciki. Okazało się, że w ramach wyprzedaży letniej są one przecenione na 49 zł. Dostępne były dwa rozmiary moich bucików i okazało się, że 40 czeka na mnie. Pomyślałam, że to musi być zrządzenie losu i postanowiłam kupić te buciki. Jeszcze raz je przymierzyłam, aby upewnić się że będą w miarę wygodne. Zdecydowałam się na zakup i podeszłam z butami do kasy. Czynne były dwa stanowiska kasowe przy których stały trzy pracownice. Przy jednym stanowisku stał klienta, natomiast drugie było wolne. Zapytałam więc pracownicy czy mogę podejść do tego wolnego stanowiska. Pracownica zaprosiła mnie do siebie. Kasjerka zaproponowała mi zakup żelowych wkładek do buta. Odmówiłam jej tej propozycji i powiedziałam, że mam nadzieję że nie będą mi potrzebne. Za buty zapłaciłam kartą. Jedna z pracownic dokonywała transakcji, natomiast druga w tym czasie zapakowała karton z butami do reklamówki. Obsługa przebiegła bardzo sprawnie i byłam z niej zadowolona.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.